4 sposoby na bezbolesną naukę języka obcego, czyli jak się nie narobić…

Zapewne większość z Was miała kiedyś taką sytuację nieprzyjemną wielce, że chciała coś umieć, a nadal, jak za złość, nie umiała. Okropne to uczucie, a zwłaszcza jak sobie człowiek zda sprawę, że trzeba mnóstwo wysiłku w zmianę tego stanu rzeczy włożyć. Szczególnie ta sytuacja robi się irytująca gdy przychodzi do nauki języków – założę się, że każdy ma jakiś ten jeden wymarzony, wyśniony… i nigdy nie nauczony. A ponieważ, zapewniam Was, jestem dokładnie tak samo leniwa jak Wy, spieszę Wam z pomocą. Oto 4 sposoby, żeby zrobić, a się nie narobić. Na dodatek one wymiernie działają – mogę Wam to udowodnić na własnym przykładzie.

54ff784737d21-lilbub-lgn

To jeszcze nie ja, tylko kot gnany pędem wiedzy. Sposoby niżej.

Czytaj dalej

Reklamy

7 rzeczy, które dało mi blogowanie – ★Międzynarodowy Dzień Blogera 2018★

Urocze ptaszki wyśpiewały mi, że dzisiaj obchodzimy (kto obchodzi ten obchodzi) Międzynarodowy Dzień Blogera. Na stół wjechały torty, wszyscy wokół śpiewają STOOO LAAAT!, a ja zakrztusiłam się konfetti, wyplułam na placek i zepsułam imprezę.

Okazało się jednak, że poza kolorowymi okruszkami noszę w sobie także zmysł starego dziadka, któremu wystarczy malutki pretekst, by zacząć po raz enty snuć historię swojego życia przed znudzonymi wnukami. Zapraszam więc, inkoholicy na szczególny wpis rocznicowy, który ważniejszy jest chyba bardziej dla Was niż dla mnie – 10 rzeczy, które dało mi trzyletnie blogowanie.

PS –  NA KOŃCU NIESPODZIANKA ( ° ͜ʖ °)

Anne-Malixi-Cat - Kopia Czytaj dalej

SHARE WEEK 2018 – głos Inko

Ruszyły właśnie zgłoszenia do kolejnego Share Weeku. Po raz kolejny niezawodny Tata Chrzestny blogerów Andrzej Tucholski organizuje jedną z najfajniejszych akcji po tej stronie internetów – polega on na tym, że każdy blogujący może oddać 3 głosy na swoich ulubieńców. Ludzi, którzy tworzą, a przede wszystkim wpływają w jakiś sposób na innych. Tym razem waluta, którą narzucają nam statystyki i social media nie znaczy nic – nie chodzi ani cyferki, ani liczby współprac, ani o kolorowe wykresy. Tym razem, dla odmiany, chodzi o człowieka.

Andrzej pisze:

Wielu nie dotarło jeszcze do porannych programów telewizyjnych i jeszcze nie są śledzeni przez miliony. Ale robią to, co robią z pasją i uczuciem i nigdy nie wiadomo, czy nie zmieniają komuś życia na lepsze – powoli, dzień po dniu – choćby i w mikro skali tego, gdy jedna osoba czyta drugą osobę, i powstają w tej relacji myśli i poczucia niemożliwe do osiągnięcia w inny sposób.

A potem jeszcze mówi, że jesteśmy dziwni. No może jesteśmy. 😀

Czytaj dalej

8 najlepszych filmowych scen tanecznych, czyli Inko na parkiecie

Dawno nie było o filmach, a że ostatnio nie oglądałam nic wybitnie ciekawego, pokuszę się o małe, roztańczone zestawienie. Od zawsze zwracałam uwagę na sceny tańca w oglądanych filmach – i nieraz właśnie od nich do owych filmów, jak po nitce do kłębka, trafiałam 😉 Zapraszam Was na złotą ósemkę moich ulubieńców. Będą panie w pięknych sukniach i panowie, których o wywijanie nogami nigdy byście nie podejrzewali!

Czytaj dalej

5 brzydkich słów, które mogłyby być przekleństwami, czyli *&/@*$#!

96lfgms

Czujecie się czasami jak ten kot na powyższym obrazku? Już Wam się łapki w pięści zaciskają, już żyłka pulsuje, już nozdrza chodzą niebezpiecznie, już zgrzytają szczęki… Siarczysta wiązanka już-już szykuje się do odrzutowej eksmisji z Waszych ust aż tu NAGLE! Przypominacie sobie jakiegoś powodu nie możecie przeklinać. Albo macie takie postanowienie, albo osoba, którą chcecie zgnoić sprawia, że jest to niekoniecznie bezpieczny sport, albo nie wiem co. Nieważne. Nieważne są Wasze motywy.

Przychodzę Wam na pomoc z pięcioma poręcznymi, zgrabnymi, brzydkimi jak noc listopadowa słowami, które z przekleństwami nie mają zupełnie nic wspólnego – poza brzmieniem. Obiecuję, nie będzie żadnego „ty w ząbek czesany gałganie niecnoto” ani „och motyla noga”. Błagam, czy to kiedykolwiek kogokolwiek rozluźniło?

Pani poniżej wygląda na gotową do wyliczanki, więc jedziemy:

swearing Czytaj dalej

Biblia Audio, czyli niesamowity prezent dla Jezusa na urodziny

Niedawno usłyszałam o pewnym ciekawym zwyczaju, który pojawił się w Ameryce – otóż ludzi zaczęli wbijać w śnieg przed swoimi domami tabliczki z napisem „Christmas is about Christ”. W ten szczególny Bożonarodzeniowy dzień chciałabym napisać dla Was coś równie szczególnego 🙂 Opowiem Wam małą historię o wielkim przedsięwzięciu, w którym miałam okazję odegrać swoją maleńką, inkoholiczą rólkę.

Czy mówi Wam coś to logo?

web-biblia-audio-logo

Jeśli tak, przybijcie piątkę, znacie Józefa :3 Jeśli nie – zaraz poznacie.

Czytaj dalej

Book soundtracks #1, czyli folk na folku i folkiem pogania

Zaczyna mnie nieco martwić, że temat przewodni bloga coraz mocniej się poszerza na wszystkie strony jak statystyczny obywatel po hucznie obchodzonych świętach. Zatacza coraz szersze kręgi, zaczyna się tu wokół Inkoholiczki robić coraz bardziej różnorodnie i przez to całkiem niezrównoważenie. Nasuwa się naturalnie pytanie „co teraz będzie”, ale nie znam na nie jeszcze odpowiedzi, w związku z tym popędzę w pełnym sprincie na północ zanim dotrze do nas wszystkich, że to bez sensu 😀

Dziś działo się będzie dzieciaczki co nie miara. Literki są ważne, ale nuty są ważne równie, a obszar inkoholiczych miłości muzycznych rozprzestrzenia się nie mniej szybko jak tych książkowych. Dlatego dzisik uraczę Was bookowymi soundtrackami (dzisik i nie tylko dzisik, albowiem serią się wpis ów stanie).  Sountracki książkowe – ale rozumiane dwojako. Z jednej strony piosenki w pewnym konkretnym nurcie, pomagające zanurzyć się w klimat danego literackiego świata po same uszy. Nie muszą być słuchane naraz z czytaniem, bo mało kto to lubi, ale po prostu potęgują wrażenie wciągania w świat stworzony przez autora. Ale z drugiej strony mogą też zapewnić coś zupełnie innego – tu kłaniam się piszącym. Ogromnie inspirujące do stworzenia własnych światów i budzące wenę nawet z najgłębszego snu.

14650636_10153960953689013_7692434513978088803_n Czytaj dalej

Łabędzi szał ciał, czyli dlaczego Inkoholiczka kocha balet

Wiem, że rozrzut tematyczny mam jak ruska Katiusza. Ale co ja poradzę, że filozofię umysłowego płodozmianu wyznaję i naprawdę różnorodność kocham. Więc spośród Meekhańskiego stepu z objęć Wegnera się wymykam w noc ciemną i lecę na balety. Dosłownie.

the-st-petersburg-ballet-swan-lake-swans-duo_lr-660x330

Pokutuje w łebkach ludności wszelakiej pewno konkretne, dość z resztą niepochlebne zdanie na temat baletu. Robi się z niego cierpką kawę dla prawdziwych koneserów, stawia na równi z najpiskliwszymi operami i ogólnie odgania się go od uwagi jak natrętną muchę słowami „to nie dla mnie”. Ewentualnie posądza się jeszcze baletmiostrzów o orientację homoseksualną, bo jak wszyscy dobrze wiedzą, opięte gacie są niepodważalnym jej dowodem. Bullshit na bullshicie i bullshitem pogania. Ja właśnie dzisik panie wieczorem te wszystkie pokutujące przekonanioduszyczki zamierzam wyzwolić i pozwolić im latać wokół żyrandola ile im się żywnie będzie podobało. Bo ja, moi Drodzy, balet uwielbiam. (Uwaga! Tekst jest pisany grubo po 22 i to na powystępowym haju).

Czytaj dalej

Wiosna wkoło, „a lasy wiecznie śpiewają”, czyli Inkoholik – ludowiec

Jestem panie ludomanem. Nie mylić proszę z Ludo Bagmanem. Jestem ludomanem odkąd w klasie maturalnej albo jakiejś  z innej czytałam na wiosnę utwory młodopolskie. „Chłopi” odcisnęli się na moim inkomuzgu, który wtedy inkomuzgiem jeszcze nie był, słodkim małorolnym piętnem w walonki obutym. Piętno owo skutkuje tym, że na wiosnę zachowuje się jak Pan Sułek – ludowiec, który nie przyjmuje do wiadomości, że życie na wsi to głównie ciężka praca i skupia się wyłącznie na tańczeniu boso obertasa, spacerach po łonie natury, rozmawiania z krowami i krzyczeniu: Hejjjjj! Czytaj dalej