„अन्नपूर्णा Annapurna”, czyli wyprawa oczami himalaisty

Nigdy nie byłam szczególnie zainteresowana tematyką alpinizmu czy himalaizmu – ot, po prostu wiedziałam, że coś takiego istnieje. Po górach lubię chodzić, ale równie mocno po lesie, nad morzem, czy gdziekolwiek indziej, gdzie jest natura. Tym bardziej byłam sama zaskoczona swoją reakcją na sprawę Tomka Mackiewicza – autentycznie, jak nigdy do tej pory żadne tego typu relacje niewiele mnie obchodziły, tak wtedy czułam się bardzo dotknięta, zaangażowana, jakby chodziło o kogoś kogo znam. Sprawa skończyła się jak się skończyła, a ja daleka jestem od wypowiadania się na jej temat – bo po prostu zupełnie się na tym temacie nie znam. Ale zainteresował mnie, nie powiem. Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat i właśnie wtedy wpadła mi w ręce „Annapurna”.

28157643_1794278094211907_9148783251085590528_n

Czytaj dalej

Reklamy

„Wyspa”, czyli jak Islandię od świata odcięli

Pewnego dnia czas w Islandii staje w miejscu, gdy nagle wysiada łączność. Wszytskie 4 kable podmorskie, łącznie z tym tajnym wojskowym, satelity, internet, maile, telefony, NIC. Statki, samoloty, helikoptery nie wracają. Islandczycy zostają zdani sami na siebie i nagle przypominają sobie, że są na samotnej wysepce pośrodku rozszalałego oceanu. A czasy się zmieniły, nie są już tym samym  ludem co przed laty, poznali już kontynentalne życie. Co się wtedy z nimi dzieje?

Przed Wami political fiction… Lub, jak kto woli, SF z gatunku tych „tuż za rogiem”. To się może wydarzyć przecież w każdej chwili.

Bjornsdottir_Wyspa_mi Czytaj dalej

„Książę Egiptu”, czyli najlepsza animacja wszech czasów

Jestem jedną z tych osobek, które mają absolutnego fioła na punkcie tak zwanych filmów Disneya. Mówię „tak zwanych”, bo mam na myśli wszelkiej maści animacje z lat 90 i początku XXI wieku (o ludzie, ale się staro czuję), którymi kasety wideo (o ludzie, czuję się jeszcze starzej) raczyły nas – dzieciaki. Jakoś tak hurtowo do dziś odpowiedzialność za nie przypisuje się Disneyowi, choć duża część z nich nigdy nie wylądowała nawet przejazdem na jego biurku. Dzisiaj zabiorę Was w objęcia Dreamworks, które naprawdę będą objęciami marzeń – bo mam ogromną chęć napisać Wam kilka słów o jednej z dwóch moich absolutnie ukochanych animacji wszech inkoczasów. Nie, tym razem nie o „Dzwonniku z Notre Dame” tutaj mowa. Mowa o „Księciu Egiptu”. Czytaj dalej

„Król rozrywki”, czyli rzucam bloga, zapisuję się do cyrku

Jean Valjean z „Nędzników”   Hugh Jackman  Pewien niepoprawny marzyciel od dzieciaka marzy i stworzeniu własnego SHOW. Patrzy ten młodzian na witrynę sklepową i wyobraża sobie siebie we fraku, cylindrze, przed tysięczną publicznością, gdzie wodzirejuje spektaklowi jakiego świat nie widział. Niestety – jak zwykle – szanse są nikłe, bo żyje praktycznie na ulicy i nawet galopujące wizjonerstwo nie pomoże. Heeeehhhh… <wzdycha z uśmiechem kiwając się w tył i w przód> Wszystkie filmy typu „ziszczenie amerykańskiego snu” są właściwie takie same. Ale czy to oznacza, że się je mniej kocha? 😉

104918098-the-greatest-showman-df-25877_r_rgb-1910x1000 Czytaj dalej

FANTOM, czyli jeszcze fantastyczna prasa nie zginęła

… kiedy my żyjemy! Czołem, Inkoholicy, w ten teoretycznie zimowy poranek. Mam nadzieję, że Święta minęły Wam spokojnie, leniwie i rodzinnie i że w głowach obmyślacie już dzikie kreacje na nadchodzącego Sylwestra. Ale. Zanim futra wdziejemy, zostańmy na chwilę w tej właśnie uroczo leniwej atmosferze, którą daje nam co roku Boże Narodzenie. Bo dzisiaj będzie o prasie.

912

Jestem takim człowiekiem dziwnym, który rolę książki i gazety zupełnie odwrócił. Książki – po troszę z racji bloga, po troszę z nieumiarkowania w czytaniu – wciągam nieraz w biegu, wydzierając czas kotom i studiom, wchłaniając je tak intensywnie, że zapominam zupełnie dokąd i gdzie idę/gdzie obecnie się znajduję. Prasę natomiast bardzo celebruję. To śmieszne, wiem. Ale z gazetą się siada przy kawie, gazetę się najpierw wącha, potem przegląda raz, potem przegląda drugi, potem czyta to, co przykuje wzrok, potem początkowe zestawienia a dopiero na samym końcu od deski do deski. To podejście sprawia, że czasem jedną gazetę czytam całymi miesiącami i liczbę tytułów, które kupuję regularnie też musiałam ograniczyć do minimum – bo inaczej skończyłabym po tygodniu utopiona pod stosem kolorowej prasy. Bo prasa to nie jest analogowy internet, to jest coś o wiele wiele więcej.

Ale do rzeczy! Czytaj dalej

Biblia Audio, czyli niesamowity prezent dla Jezusa na urodziny

Niedawno usłyszałam o pewnym ciekawym zwyczaju, który pojawił się w Ameryce – otóż ludzi zaczęli wbijać w śnieg przed swoimi domami tabliczki z napisem „Christmas is about Christ”. W ten szczególny Bożonarodzeniowy dzień chciałabym napisać dla Was coś równie szczególnego 🙂 Opowiem Wam małą historię o wielkim przedsięwzięciu, w którym miałam okazję odegrać swoją maleńką, inkoholiczą rólkę.

Czy mówi Wam coś to logo?

web-biblia-audio-logo

Jeśli tak, przybijcie piątkę, znacie Józefa :3 Jeśli nie – zaraz poznacie.

Czytaj dalej

„Artemis”, czyli Mary-Sue baluje na Księżycu

Widzicie to nazwisko na okładce i przed oczami staje Wam prawdopodobnie nie kto inny jak osamotniony Matt Damon sadzący ziemniaki na marsjańskim pustkowiu. Przyznam szczerze, że książki „Marsjanin” nie czytałam, jakoś ten szał dopadł mnie dopiero przy ekranizacji. Całkiem mi się podobała ta historyjka, całkiem przyjemna poza paroma bublami, które nawet ktoś z takim debetem wykształcenia fizycznego dojrzał. Jak rzecz ma się z przepięknookładkową „Artemis”? Otóż uczucia mam ogromnie ambiwalentne.

25348760_1549752321780718_289834985034979046_n

Czytaj dalej

„Topory i sejmitary”, czyli do Holmgardu i jeszcze dalej!

Coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta, GAAAH! Coraz bliżej PREMIERA najnowszego sezonu Vikingów. Powoli zaczynam polerować tarczę, ostrzyć topory, lśniąca kolczuga zreperowana po zeszłorocznych bitwach o Paryż, niedługo barwy bojowe na twarz nałożę i ruszamy w szarżę. Żeby w klimat się (i Was) wprowadzić zaś, wysmażyłam dzisik na półtwardo recenzję pewnego cyklu, z którym mieliśmy przyjemność już wcześniej. Pamiętacie, Inkoholicy, pana Radka Lewandowskiego i jego cykl Wikingowy? Recenzje pierwszej i drugiej części oznaczam, gdybyście chcieli sobie odświeżyć – a dzisiaj zapraszam Was na trójkę. Sprośne przyśpiewki będą równie głośne jak wrzaski konających, Oddi rozrośnie się w barach i ruszy na ratunek matce i siostrze, a krew poleje się równie obficie, co piwo.

wikingowie_topory_i_sejmitary-1140x489 Czytaj dalej

„Różaniec”, czyli Zajdel byłby z Kosika dumny

Mam dla Was protip prosto z ostatniej chwili. Jeśli macie w głowie jakiś wspaniały, nowatorski, zupełnie niepowtarzalny pomysł na powieść SF, która z samej racji swojej kreatywności wyniosłaby Was na szczyty najlepszych pisarzy… Piszcie, spiszcie i wydajcie to czym prędzej. Jak najszybciej. Kosik już-już za chwilę też to wymyśli i Was wyprzedzi. Mówię Wam. Wyprzedzi na ostatniej prostej. Śpieszcie się pisać SF, Kosik tak szybko wyprzedza! 😉

Czytaj dalej