Siostry, ogień napalono!, czyli świętojańskie opowiadanie

– Babko Sobótko! – nawoływanie rozdarło ciszę. – Babko Sobótko, jesteście tam?
Gromada odświętnie ubranych dziewcząt stała przed wejściem do chatki na skraju lasu. Tłoczyły się jak stado kokoszek, rozchichotane, wyczekujące. Ta poprawiała czerwone kokardy na warkoczach, owa podwinięty rąbek białej sukienki. Na głowie każdej z nich pysznił się świeżo spleciony wianek. Najwyższa, stojąca na przedzie, dzierżąca mały, wiklinowy koszyk, nawoływała niestrudzenie.
– Babko Sobótko! Antypecik i bartkę miodu śmy przyniosły! To ja, Mirka Bartniczanka!
W głębi chaty coś się poruszyło i wyszła z niej zasuszona, zgarbiona staruszka. Siwy, długi warkocz zwieszał się smętnie z jej ramienia, a wodniste, błękitnawe oczy potoczyły nieprzytomnym wzrokiem po dziewczętach. Kuśtykając podeszła do dziewczyny i wyciągnęła rękę po koszyk.
– Proszę, niech babka podje, matuś mnie wysyłają. – powiedziała dziewczyna. Jej towarzyszki obserwowały zza pleców staruszkę i szeptały coś między sobą chichocząc.

Sobótka wzięła koszyk, odsłoniła serwetę i wciągnęła zapach świeżo upieczonego pasztetu z zająca. Świetna była gospodyni z tej bartnikowej. Kiwnęła głową w podziękowaniu i naraz zupełnie znieruchomiała. Wzrok nieprzytomnych oczu potoczył się po wiankach, pysznych czerwonych koralach, białych halkach i ślicznych bucikach. Poorana zmarszczkami twarz rozpromieniła się.
– Dzisiaj przyjdzie Sieciech! – obwieściła ochrypłym głosem zbitym w gromadkę dziewczętom. Trajkotania ucichły, popatrzyły po sobie bez słowa.

***

d0bad183d0bfd0b0d0bbd0b0-d0b3d0b0d0b4d0b0d0bdd0b8d0b5_d0bdd0b0_d0b2d0b5d0bdd0bad0b0d185-2008-d0b4d0bed181d0bad0b02cd0bcd0b0d181d0bbd0be1 Czytaj dalej

Nordy-wilkołaki na wydaniu, czyli wyszłam za mąż i nie wracam

Krótkim słowem wyjaśnienia – zawsze o sesjowej potrze roku popełniam kilka wpisów, które są jaskrawym zaprzeczeniem wszelkich zasad moralno-dobrosmakowo-blogerskopisarskich. Forma jest dzika, a treść jeszcze dziksza. Oto jeden z nich.

Muszę się Wam czymś, moi Drodzy, pochwalić. Wyszłam byłam wczoraj wieczorem za mąż, wyszłam za mąż i nie wracam. Nie wracam, bo mąż mój „gorąca głowa, ale junak przesławny”, jakby powiedziała Kniahini Kurcewiczowa. Dzisiaj zapraszam Was, Inkoholicy, na historię z życia wziętą, kto tym zacnym gatunkiem gardzi, proszony jest o bezlitosne scrollowanie tekstu i podziwianie wyłącznie grafik.

skyrim___farkas_of_the_companions_by_nekowork-d8q4jez

(Dzisiaj na żer czytelniczy zapraszam przede wszystkim babeczki, bo będzie co oglądać).

 

Etap I: Latawica

Będąc młodą Nordką nie chciałam się wiązać na dłużej. Noc jest jeszcze młoda, Skyrim i ja też, więc po cóż sobie rączki od topora stwardniałe wiązać świętym węzłem małżeńskim? Tożto przeca by marnotrastwo było surowca. Skakałam więc z kwiatka na kwiatek beztrosko wiuwając heavy armorem i siecząc tu i ówdzie fireballami. Moje życie było beztroskie i pełne przygodnych romansów nawiązywanych w granicach możliwości dialogowych NPCtów – na przykład:
– What have you got for sale?
albo NAWET, jak ktoś był przystojniejszy:
– I want to rent a room. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Czytaj dalej

Piraciskaraibów i Salazar co się mścił, czyli kocham moją mikrofalówkę

Bardzo to miłe uczucie dla takiej starej baby jak Inko pójść sobie do kina na nowych piratów z Karaibów. Naprawdę bardzo, zważywszy na to, że premiery pierwszych części były przecież tak, tak niedawno… <ociera spod oka łzę wzruszenia a nad losem zadumania> Zebrała się więc Inko do kupy, wzięła ją pod pachę przyjacielska brać i zaniosła na salę projekcyjną i hajda w dół, jadymy.

tumblr_oky4m1cnoo1s2kuhmo3_500

Mówią, że Dead Man Tells No Tale, a okazuje się, że taki Dead Man ma jednak bardzo wiele do powiedzenia. Szczególnie, że osią tej historii jest znów, a jakże, nie kto inny jak Najgorszy Pirat O Jakim Słyszeliśmy Jack Sparrow vel Jacuś Wróbelek. (Wybaczcie mi głupie żarty, jestem w przededniu pierwszego egzaminu, a do końca jeszcze daleko, więc muszę jakoś odreagować! :D)

tumblr_inline_o0dt6qp4wg1srob4n_500

Czytaj dalej

„Przez Stany POPświadomości”, czyli o plemionach z pogranicza fikcji i realu

Boje się pisać o książce Ćwieka bo tej całej okołoblogowej akcji, ale podejmę ryzyko! Dawno o tym panu na inkoblogu nie było, a tu przecież jeszcze troszku książek jego nieprzeczytanych mię zostało. Tym razem więc żadnych przystojnych nordyckich bogów, żadnych ryczących motorami Chłopców, żadnych wróżek, w które lepiej żebyś wierzył, żadnych oślizgłych od smogu GrimmCities ani stukoczących obcasami Czerwonych Kapturków. Tym razem poznamy pana Ćwieka w jego własnej, kudłatej osobie, nieskrytej za zasłona żadnego bohatera. Przed Wami „Przez stany POPświadomości”.

route-66-392753_1280-1024x682

Osochozi? Już wyjaśniam. Choziotrase po Zjednoczonych Stanach USAmi zwanych, na którą pan Ćwiek się był wybrał wraz z doborowych gronem kamratów tropicieli wszelkich miejsc okołopopkulturalnych, których to miejsc Ci w Hameryce dostatek. Po schodach jak Rocky wbiec, na ulicach Filadelfii jak Springsteen zaśpiewać, w Dakocie wizytę panu Diablo złożyć, na Strawberry Fields łzę uronić, Kinga i jego kotka odwiedzić, HouseofCardsowy Waszyngton ujrzeć, Walking Deads z łańcucha spuścić, zjeść nowojorskiego hot doga, usiąść na schodach szeryfa Hooda… Słowem wycisnąć jak cytrynkę amerykański sen szklanych ekranów konsumowany przez lata. Wycisnąć, ale nie jak turyści, którym do szczęścia potrzeba jedynie CYK! zdjęcia w strategicznym miejscu, TRACH! autografu i HOP SIUP, jadymy dalej, bo panie jeszcze tyle miejsc do stanięcia w nich na 10 sekund.

18527746_1353297588092860_2093435706977442038_n

Ta ekipa jest inna. Bada plemiona żyjące na pograniczu realności i fikcji – ludzi dla których te wszystkie fanowskie mekki to szare siedlisko codzienności. Bileterki z miasteczka Salem. Sąsiadów Kinga. Faceta w kaszkiecie sprzedającego pamiątki. Kelnerki w barze z ulubionego serialu, obsługującą codziennie dziesiątki jego fanów. Wszystkich tych, którzy tworzą klimat tego miejsca, którzy (uch, to zabrzmi hipstetesko) znali je zanim było modne, patrzyli jak kultura tworzy się na ich oczach i żyją sobie spokojnie w tej barwnej, roztętnionej fanami rzeczywistości.

18447495_1354276397994979_5748979438449677151_n

Mnóstwo zdjęć _kreski, wtręty Bartka Czartoryskiego, cała Teklakowa działka w tym jego charakterystycznym, niepodrabialnym stylu… Ćwiek nie stoi jak Stuhr przy mikrofonie i niech mię który przegoni, on bardzo chętnie dzieli się kartkometrażem i dzięki temu ten zapis z podróży stał się dużo pełniejszy, wielogłosowy. Czytasz kolejne anegdoty i masz wrażenie, jakbyś dosłownie tam była, podróżowała z nimi, ich wspomnienia stają się Twoimi wspomnieniami. I to jest cały problem z tą książką. Blogerzy pieją, że umierają z zazdrości, bo za taką trasę chyba każdy fan popkulturowo dobrze odżywiony dałby się pokroić na cienkie plasterki. I prawda. Ale to nie chodzi tylko trasę. Chodzi o tą konkretną ekipę, która wydaje się być tak barwną suspisious party, że aż chciałabyś być jej częścią. I potem chodzisz sobie po Warszawskich Targach Książki i widzisz pierwszy raz na własne oczy Ćwieka. Wygląda nieco inaczej niż go sobie wyobrażałaś, ale bez wątpienia jest to on w swojej własnej, kudłatej osobie. I w jednej chwili przypominają Ci się te wszystkie anegdoty, te przytoczone wspomnienia, te zdjęcia, gagi, akapity, rozkminy… I Ćwiek, którego wydaje Ci się, że znasz, mija Cię wgapiony w telefon, bo coś tam sobie akurat sprawdza, a Ty przystajesz jak wryta. I myślisz sobie – mogę ruszyć za nim, zakłócić po bezlitośnie fanowsku jego wolny czas i zacząć zachowywać się tak, jakby książka była jakimś pełnym zwierzeń smsem (czasem mam wrażenie, że wielu czytelników tak ma). Ale mogę też uśmiechnąć się, dokończyć „Przez Stany…”, napisać recenzję… I żyć, pracować tak, żebym to ja kiedyś kogoś tak minęła, a ten ów czytelnik stanąłby jak wryty, a potem zniknął – niezauważony i… zainspirowany.

 

 


Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.
my9zw6mw

Lolita, czyli genialne to czy chore?

„Lo-lee-ta. Ogień moich lędźwi.”- i już czujesz się nieswojo. Klasyka, prawdaż, klasyką ale temat jest jednak trudny. Nie bez powodu wydawca polecił Nabokovowi pierwszy maszynopis zakopać głęboko i nigdy nie odkopywać. Jednak! Mimo zniesmaczeń tych, którzy nie czytali i wyżej wymienionemu panu wydawcy – „Lolita” rozsiadła się na podium ścisłego topu klasyki światowej wszech czasów. Dlaczego? Genialne to czy chore?

Czytaj dalej

WTK 2017, czyli targi marzeń

Stało się! Inkoholik zmierzwion i rozgiełajdan emocjonalnie powrócił z tegorocznych Warszawskich Targów Książki i stwierdza, że jest to wydarzenie tak fajne, że aż chciałoby się być jego częścią. W zeszłym roku byłam pierwszy raz i tylko latałam jak błędna mucha przytłoczona ogromem WSZYSTKIEGO. (Wiecie, dla książkoholika WTK wygląda naprawdę jak spełnienie najśmielszych marzeń). W tym roku wiedziałam już czego się spodziewać i dzięki temu miałam siłę, żeby za tymi książkami zobaczyć setki, jak nie tysiące ludzi – tych, którzy przyczynili się to WTK powstania. Ruszcie więc ze mną na mały spacerek po stadionowych alejkach.

dsc_2345_zpsasezfzkhdsc_2327_zpspywhzmby

Większość zdjęć pochodzi z piątku, bo w sobotę jak to w sobotę – ludzi było tyle, że strach obiektyw obnażyć, a i też nie ma po co, bo jedyne co możesz obfocić przy wzroście siedzącego doga niemieckiego, to plecy ogromnego chłopa idącego przed Tobą. Jakoś się zawsze tak składa na wszystkich koncertach i tego typu wydarzeniach, że zawsze taki chłop wylizie jak spod ziemi i będzie sunął tuż przed Tobą jak Titanic. I będziecie tak szli w kolumnie – chłop, Ty, a za Tobą nerwowa baba sycząca i sapiąca jakby to, że idziecie wolno było winą wyłącznie Twoją i Twych niecnych przodków. Czytaj dalej

Pen Show Poland 2017 – another day in paradise

Ten Pen Show był dla mnie szczególny, bo trwał znacznie dłużej niż te dwa długie, katowickie dni. Pen Show zaczął się dla mnie pół roku wcześniej, kiedy to bose, inkoholicze dziecię dołączyło do sympatycznej grupki dyplomowanych organizatorów, wśród których ukokosiło się na posadzie Executive Social Media Managera – czyli po prostu zajęło się promocją. I tak po wielu zwrotach akcji, nagłych telefonach i mediobomb rozbrojeniach dotarłam żem była popod Kosmos kino w Katowicach.  I jak się nie zaczęło!

W tym roku Pen Show Poland odwiedziło około 400 osób. To naprawdę dużo! Bardzo się cieszę, że mogłam być częścią tego przedsięwzięcia – Kasia, Daga, Dex, And – odwalacie naprawdę niesamowitą robotę. Jestem dla Was pełna szacunku i podziwu!

No, nie ma co przedłużać, wiem po co tuście zajrzeli – do ad remu, nacieszta oczy!

Wszystko zaczęło się niewinnie – od planów…

dsc_2110_zpsqmqcdfrn

… i pustych sal, po których hulał And, tfu!, to znaczy wiatr i krzątali się wystawcy…

dsc_2112_zpsuqc3gcip

Lecz wraz z wybiciem godziny 11 wszystko się zmieniło:

dsc_2178_zpsiiaouvx4dsc_2180_zpsperjjewu Czytaj dalej

„Piękna i Bestia”, czyli o Hermionie co lubi włochatych facetów

Dziś będzie krótko, albowiem drżę cała z emocji przed Pen Show i mi się łapki dygocą jak po spożyciu, ciężko jest trafiać w odpowiednie klawisze z literkami. Od razu przejdźśwa do ad remu, bez żadnych zbędnych wstępów (hej, to na pewno Inko pisze? Kto przejął stery? Czy leci z nami pilot?). Dzisik rzecz będzie o Walta Disneya exegi monumentum, o śliczniutkiej i słodziutkiej Emmie Watson, o gadających świecznikach i o włochatych facetach w ilości sztuk jeden (no, chyba, że liczyć Gastona, to sztuk dwa. Ale przy Adamie to Gastą blado, oj blado wypada).

bntbtss2_08

Czytaj dalej

Fantastyka najwyższej próby, czyli Meekhanu ciąg dalszy

Inkoholicy, czy Wy też tak macie, że książka, którą przeczytaliście pierwszy raz na przykład na wiosnę potem Wam w duszy co roku gra? Jak tak nie macie, to przynajmniej udawajcie, niech Inkoholiczce będzie miło, że nie tylko ona! 😀 Otóż prawdziwym błogosławieństwem jest stan, gdy owa książka jest początkiem cyklu i w każdej chwili możesz do niego wrócić. Wtuliłam się więc znów w fantastyczne objęcia Powergraphu i wróciłam w objęcia Wegnera.

IMG_1219

Czytaj dalej