„Artemis”, czyli Mary-Sue baluje na Księżycu

Widzicie to nazwisko na okładce i przed oczami staje Wam prawdopodobnie nie kto inny jak osamotniony Matt Damon sadzący ziemniaki na marsjańskim pustkowiu. Przyznam szczerze, że książki „Marsjanin” nie czytałam, jakoś ten szał dopadł mnie dopiero przy ekranizacji. Całkiem mi się podobała ta historyjka, całkiem przyjemna poza paroma bublami, które nawet ktoś z takim debetem wykształcenia fizycznego dojrzał. Jak rzecz ma się z przepięknookładkową „Artemis”? Otóż uczucia mam ogromnie ambiwalentne.

25348760_1549752321780718_289834985034979046_n

Czytaj dalej

Reklamy

„Topory i sejmitary”, czyli do Holmgardu i jeszcze dalej!

Coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta, GAAAH! Coraz bliżej PREMIERA najnowszego sezonu Vikingów. Powoli zaczynam polerować tarczę, ostrzyć topory, lśniąca kolczuga zreperowana po zeszłorocznych bitwach o Paryż, niedługo barwy bojowe na twarz nałożę i ruszamy w szarżę. Żeby w klimat się (i Was) wprowadzić zaś, wysmażyłam dzisik na półtwardo recenzję pewnego cyklu, z którym mieliśmy przyjemność już wcześniej. Pamiętacie, Inkoholicy, pana Radka Lewandowskiego i jego cykl Wikingowy? Recenzje pierwszej i drugiej części oznaczam, gdybyście chcieli sobie odświeżyć – a dzisiaj zapraszam Was na trójkę. Sprośne przyśpiewki będą równie głośne jak wrzaski konających, Oddi rozrośnie się w barach i ruszy na ratunek matce i siostrze, a krew poleje się równie obficie, co piwo.

wikingowie_topory_i_sejmitary-1140x489 Czytaj dalej

„Najeźdźcy z Północy”, czyli – a gdyby tak Pocahontas z Bjornem…?

Każdy, kto Inkoholiczkię zna choć troszkę, albo czytał był jej teksty ze dwa lubtrzy wie, że w tematyce wikingów ma ona generalnie wszechobezwładniającego i chronicznego fioła zwanego również przez ziomków Kompleksem Kobiety Wikinga.  Wszędzie wyszukuje co tam zostało napisane/nagrane/nakręcona/wymodzone w dowolny sposób na ich temat, a następnie w długie zimowe wieczory powoli ac sukcesywnie sobie to wszytko sobie przejada. W ten oto sposób na jej półce zalegają pierwsze tomy serii „Sagi Sigrun” ukochanej i najlepszej Cherezińskiej, „Kruczych Pierścieni” Pettersen i paru innych, a najnowszy sezon Wikingów jeszcze nie obejrzan. Przeczytana za to, i to całkiem dawno pierwszy część trylogii(?) Pana Radosława Lewandowskiego pod wiele mówiącym tytułem „Wikingowie”. „Wilcze dziedzictwo” już recenzowane, a z warsztatu czytelniczego całkiem niedawno zeszła druga część „Najeżdżcy z północy”, która trafiła do mnie za sprawą Wydawnictwa Muza i za pośrednictwem portalu Bussiness&Culture. W międzyczasie się okropniwie wprost rozchorowałam byłam i stąd te karygodne opóźnienia. Ale z okazyji Bożego Narodzenia obchodzenia i mojego z łożnicy zmartwychwstania zajmiem się dzisiaj, moi Drodzy, właśnie drugą częścią Panalewandowskiegocyklu. A jest o czy opowiadać, jest o czym, albowiem działo się co nie miara.

tumblr_n3dw93pnet1qbtcqbo1_500

Przepraszam, rozproszyłam się. Na czym skończyliśmy? A tak. Czytaj dalej