FALKON 2017, czyli cosplay na RPGu po planszówce jeździ

Falkon, Falkon – po Falkonku. Jak było, co się działo, warto-nie warto? Otóż powiem Wam, Inkoholicy, że kolos ten na trzech nogach stoi – na RPGu, na planszówce i cosplayu. I całkiem sobie nieźle na tych nóżkach popyla.

Jak było? Spektakularnie! Ale powiem Wam szczerze, że zupełnie inaczej niż się spodziewałam. Moja przygoda z konwentami dopiero się zaczyna tak naprawdę i jakoś w swym inkoholiczym łebku wszystkie przyrównuję do Polconu – mojego pierwszego napierwszego. A wygląda na to, że każdy z konwentów ma swój jeden, jedyny i niepowtarzalny charakter – i dobrze, bo gdyby było inaczej to po co ludzie z całej Polski zjeżdżaliby się regularnie? To byłby tak naprawdę jeden konwent, tylko w kilku miastach naraz.

O ile na Polconie można było nacieszyć ucho, bo prawie cały mój czas wysiedziałam na panelach rozmaitych, o tyle Falkon ucztę zaoferował oczom, bo działo się moi Drodzy na nich co nie miara. Generalnie na Falkon składają się trzy strefy, tak gwoli wprowadzenia nieufalkonowionych – strefa planszówkowa, gdzie możecie ze znajomymi i nie tylko całą dobę praktycznie przegrać (albo wygrać i dostać owacje od całej sali plus te ze strefy gastro), strefa RPG, gdzie rozgrywki również trwają niemalże non stop, ale w kontakcie z współgraczami pośredniczy wam klawiatura i strefa, nazwijmy to roboczo, ogólna, gdzie szwędają się całe tabuny cosplayerów w różnych stadiach przebrania, gdzie stacjonują wydawnictwa, sklepy, stoiska i te pe. Gdzie Inko spędziła najwięcej czasu? Nie, nie w strefie gastro. Pozwólcie, żeby zdjęcia przemówiły za mnie. Zapraszam, nacieszcie paczałki i Wy!

dsc2003_zpsmfiz5apm Czytaj dalej

Reklamy

„Toy Wars”, czyli półnagie, kacogenne, szalone fantasy

Światło poranka prześwitujące przez roletę wdziera się do Twoich oczu i boleśnie budzi. Jęczysz głośno i podnosisz swoją obolałą głowę marząc o choćby kropli wody w wyschniętych na wiór ustach. Rozglądasz się po pokoju, trąc dłonią oko swędzące od niezmytego makijażu z wczoraj. Nie masz pojęcia gdzie jesteś. Wokół walają się puste butelki po alkoholu i ślady szampańskiej zabawy z zeszłego wieczora. Tu i ówdzie na ziemi leży nawet jakiś imprezowicz. Siadasz na łóżku usiłując zapanować nad nadchodzącym nieuchronnie womitem, a za sobą słyszysz męski pomruk. Jakiś facet, którego widzisz pierwszy raz w życiu a z którym najwidoczniej spędziłaś tę noc przewraca się na drugi bok i śpi dalej, chrapiąc donośnie. Wytrzeszczasz oczy i w Twojej głowie kołacze się jedno pytanie: CO TU SIĘ DO CHOLERY WYDARZYŁO?

Tak właśnie czujesz się po przeczytaniu „Toy Wars”.

 

ziemianski_toywars_1600x1200 Czytaj dalej