Piraciskaraibów i Salazar co się mścił, czyli kocham moją mikrofalówkę

Bardzo to miłe uczucie dla takiej starej baby jak Inko pójść sobie do kina na nowych piratów z Karaibów. Naprawdę bardzo, zważywszy na to, że premiery pierwszych części były przecież tak, tak niedawno… <ociera spod oka łzę wzruszenia a nad losem zadumania> Zebrała się więc Inko do kupy, wzięła ją pod pachę przyjacielska brać i zaniosła na salę projekcyjną i hajda w dół, jadymy.

tumblr_oky4m1cnoo1s2kuhmo3_500

Mówią, że Dead Man Tells No Tale, a okazuje się, że taki Dead Man ma jednak bardzo wiele do powiedzenia. Szczególnie, że osią tej historii jest znów, a jakże, nie kto inny jak Najgorszy Pirat O Jakim Słyszeliśmy Jack Sparrow vel Jacuś Wróbelek. (Wybaczcie mi głupie żarty, jestem w przededniu pierwszego egzaminu, a do końca jeszcze daleko, więc muszę jakoś odreagować! :D)

tumblr_inline_o0dt6qp4wg1srob4n_500

Czytaj dalej

„Piękna i Bestia”, czyli o Hermionie co lubi włochatych facetów

Dziś będzie krótko, albowiem drżę cała z emocji przed Pen Show i mi się łapki dygocą jak po spożyciu, ciężko jest trafiać w odpowiednie klawisze z literkami. Od razu przejdźśwa do ad remu, bez żadnych zbędnych wstępów (hej, to na pewno Inko pisze? Kto przejął stery? Czy leci z nami pilot?). Dzisik rzecz będzie o Walta Disneya exegi monumentum, o śliczniutkiej i słodziutkiej Emmie Watson, o gadających świecznikach i o włochatych facetach w ilości sztuk jeden (no, chyba, że liczyć Gastona, to sztuk dwa. Ale przy Adamie to Gastą blado, oj blado wypada).

bntbtss2_08

Czytaj dalej

Fantastyka najwyższej próby, czyli Meekhanu ciąg dalszy

Inkoholicy, czy Wy też tak macie, że książka, którą przeczytaliście pierwszy raz na przykład na wiosnę potem Wam w duszy co roku gra? Jak tak nie macie, to przynajmniej udawajcie, niech Inkoholiczce będzie miło, że nie tylko ona! 😀 Otóż prawdziwym błogosławieństwem jest stan, gdy owa książka jest początkiem cyklu i w każdej chwili możesz do niego wrócić. Wtuliłam się więc znów w fantastyczne objęcia Powergraphu i wróciłam w objęcia Wegnera.

IMG_1219

Czytaj dalej

6 sportów dla nerdów, czyli rouge du pain, Książkoholiku!

Good old-fashioned geek girl. Takiego określenia na siebie używam często i po jego linii sonduję nowo poznanych ludzi – tych, którzy znają Józefa i tych, którzy bluesa zupełnie nie czują. Dzisik jednak pozwolę sobie zająć się zupełnie inną niż zwykle stroną książkopochłaniactwa, inkoholizmu, geekowania i nerdostwa. Meekhan, Skyrim, Ziemiomorze, Śródziemie, Wiedźminland, Westeros, każdy ze światów wciąga… Ale często sprawia, że zapomina się o tym tutaj, prawdziwym, ziemskim. A oczki, kręgosłupy i parę innych płacze przygrywając rzewnie na organach. Dzisiaj będzie o sportach. O tym, że nawet, a może zwłaszcza geek powinien co jakiś czas wypełznąć spomiędzy stron i ekranów i pozwolić swojemu ciału nieco zwyczajnie fizycznie dać odpocząć od codziennych jazd, które serwuje mu znerdowiały do reszty umysł. Czyli dzisiaj rouge du pain, Książkoholiku! 😉

assassins-creed-movie-poster-michael-fassbender

Żadna tam ze mnie Chodakowska ani Lewandowska, żebym teraz wyskoczyła Wam z kompletnym treningiem rozpisanym na 1000 lat wprzód dla Was, Waszych dzieci i jeszcze wnuków. Podrzucę Wam jeno 6 powiązanych z nerdowsko-fantastycznym światem aktywności, które powinny być ciekawym urozmaiceniem dnia, a  przy okazji kultywowaniem hobby na wszystkich frontach.

Czytaj dalej

„Wodnikowe wzgórze”, czyli mój Patronus jest królikiem

Kiedy na teście patronusowym na Pottermore wyszedł mi królik – powiem szczerze, że się załamałam. Koleżanka ma feniska, kolega jakąś śnieżną kurna panterę, a ja co?! Królika? Ktoś tu sobie chyba leci w kulki, panie, co to ma być za patronus, ja zgłaszam sprzeciw. I wiecie co? Wstyd mi za siebie, bo dziś jestem z mojego królika najdumniejsza na świecie.

zx4ru6b Czytaj dalej

6 zakazanych parringów, czyli nie samym kanonem żyje człowiek

Ludzie, proszę Państwa, dzielą się na dwie frakcje – canoniarzy i nikoniarzy. Hem hem. Coś pokręciłam. Aa, już wiem. KANONIARZY i HERETYKÓW. O co chodzi w podziale, czy trzeba to w ogóle tłumaczyć? Kanoniarze, jak sama nazwa wskazuje zębami, pazurami i wszystkimi dostępnymi kończynami trzymają się Słowa Autorskiego Objawionego. „Co powiedział autor, to jest”, tako rzecze prorok Lebioda. „Grzebać przy Fabule się moralnemu fanowi nie godzi”, dodaje Zaratustra. Kanoniarze chodzą jak konie z oczami na klapkach zamykając się w jakże ciasnych, jakże surowych granicach podstawowej treści powieści. Fanfikujący zaś, zwani przez kanoniarzy „heretykami” są grupą  o zgoła innej orientacji i znacznie większej otwartości na doświadczenie, nowe możliwości i świat ogólnie. Traktują oni Wielce Objawioną Fabułę jako zbiór luźnych wskazówek, które pięknie osadzają nas w fikcyjnej rzeczywistości i jedynie delikatnie, nienachalnie zarysowują nam plot i bohaterów, ale absolutnie niech się pani do tego nie przywiązuje, kochana pani.

anigif_enhanced-5890-1425669422-8

Czytaj dalej

Harry Potter i przeklęte dziecko, czyli najchorszy z fanfików?

Nigdy nie miałam nadziei na jeszcze jedną książkę z uniwersum „Wiedźmina”, w którym dorastałam. A tu proszę – „Sezon burz”. Nigdy nie miałam nadziei na jeszcze jedną książkę z uniwersum „Harry’ego Pottera”, w którym się wychowałam. A tu proszę – „Przeklęty Bobas”. I jakie uczucia mi towarzyszą przy takiej nowości? Czy kręcę nosem na to, że autor poleciał na kasę? Czy wybrzydzam, że trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym? Czy trąbie na prawo lewo, że już wyrosłam z takich głupot i w ogóle to gdzie jest mój „Ulisses” Jamesa Joyce’a, bo właśnie chcę sobie poczytać do poduszki? Nie, ja nie mam siły na takie rozkminy. Ja z włosem rozwianym i szałem w oczach natychmiast rzucam się do księgarni! Albowiem read first, think later! 😀

DSC_0994

Czytaj dalej

„Wilcze dziedzictwo”, czyli Vikingowy opek

To moje pierwszy spotkanie z fantastyką po “Krwi stali”, którą ciężko odchorowałam. Po obyczajowym więc detoksie znów zatęskniłam za moją literacką almą materą. Patrzę więc co tam na półce mamy – proszę bardzo, nietknięte od Warszawskich Targów Książki „Wilcze dziedzictwo”. Bierę więc do łapy, otwierę książkę a tu zdjęcie autora w wieku podobnym do Łukawskiego i z nieco familiarnym biogramem. W pierwszej chwili serce mi stanęło i włosy wyszły ze strachu. Ale kiedy znów zaczęło bić, a włosy wlazły z powrotem, zdałam sobie sprawę, że Lewandowski debiutantem nie jest. A poza tym gatunek zupełnie inny i w ogóle nie ma się czego bać, zobacz, Inkoholiczka, Twoi ukochani wikindzy, przestań ryczeć bo zapaskudzisz kartki. Otwieraj i czytaj. No i wziełem i otwarłem.

DSCF9295

Europa Północna, X wiek n.e. Szwedzi, Norwegowie i Duńczycy od lat toczą między sobą krwawe wojny o ziemię, bogactwa i honor. Tłem dla pasjonującej, trzymającej w napięciu akcji są wielkie lądowe i morskie bitwy, wspaniałe zwycięstwa i dotkliwe klęski, tajemne groty wypełnione nieprzebranymi skarbami, gorąca miłość i młodzieńcze zauroczenia. Ambicje Wikingów sięgały daleko poza granice skutej lodem Skandynawii; w książce śledzimy także losy uczestników zuchwałych wypraw do Ameryki Północnej i na Półwysep Iberyjski, gdzie wojownicy z surowej Północy nie zawahali się rzucić wyzwania chrześcijańskiemu królestwu Leónu i muzułmańskiemu Emiratowi Kordoby. Szaleńcza odwaga i niewyczerpana żądza władzy, chciwość i bezwzględność, ciekawość świata i chęć podporządkowania go sobie – w tej książce jest wszystko, co składa się na legendę Wikingów, a także dużo więcej: opowiedziane ze swadą ludzkie losy, historie o miłości i nienawiści, dzieje wielkich przyjaźni i nikczemnych zdrad. „Wilcze dziedzictwo” to wartka akcja, kopalnia doskonale udokumentowanej wiedzy o dawnych czasach, galeria niezwykłych, zapadających w pamięć postaci i rewelacyjna rozrywka dla wszystkich miłośników pisanej z rozmachem i fantazją literatury przygodowej.

No i powiem Wam szczerze, że jaja jak berety.

Czytaj dalej

„Krew i stal”, czyli that’s not enough!

Że fantastykę kocham od dawna  i to miłością szaloną, nieokiełznaną i namiętną, wie co najmniej pół mojego wszechświata. Sapkowskie, Kresy, LeGuiny, Wegnery, Tolkieny, Śródziemia, Ziemiomorza, Westeros, Hogwarty, Meekhany… Zwiedzam chętnie, często i gęsto, podstawiając tylko do podbicia kartę stałego klienta. Nic więc dziwnego, że gdy moje ukochane SQN rozwinęło swoje nowe, fantazowe skrzydełko (patrz: Imaginatio) inkoholikowe serce zapukało w rytmie cza-cza i książkomiłości szukało w rytmie cza-cza również. Patrzy, liczy i rachuje, wcześniej „Grimma” recenzuje… Aż w końcu natyka się na coś, co mieni się z oddali obłoczkiem solidnego, klasycznego fantasy.

Gdy krew bohaterów zrosi Martwą Ziemię, stal będzie musiała dosięgnąć zdrajców.
Sto pięćdziesiąt lat po powstaniu Martwej Ziemi z twierdzy granicznej wyrusza oddział żołnierzy, by wąskim przesmykiem przekroczyć zapomnianą krainę. W starym klasztorze u podnóża Smoczych Gór ukryte jest coś, co musi powrócić do królestwa, zanim Zasłona Martwej Ziemi pęknie i zaniknie.
Silny oddział pod dowództwem Dartora, starego, zaprawionego w bojach oficera, wkracza w suche stepy, by zmierzyć się z demonami przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Prawdziwy cel misji zna tylko przysłany w ostatniej chwili przewodnik. Lecz nawet on – tajemniczy Arthorn – nie przypuszcza, jaki los przygotowali dla nich bogowie i jak krucha jest równowaga znanego im świata.
Krew i stal to mocny debiut Jacka Łukawskiego, w którym klimat wczesnego średniowiecza znakomicie miesza się ze słowiańskim kolorytem.

Poleca jeszcze dodatkowo nie kto inny jak sam pan Grzędowicz… Piękna okładka Sine Qua Nonowa… Autor podobny do Littlefingera… Czegóż chcieć więcej? Bierę!

SAM_0104

Wzięłem. Przeczytełem. I Wam powiem tak:tumblr_m2n2h7wudf1qh2o7zo1_500

Czytaj dalej

„Grimm City: Wilk!”, czyli mroczna baśń sensacyjna

Czerwony Kapturek, kołysząc lekko biodrami, przemierza szare chodniki Grimm City. Co rusz przejeżdżające żółte taksówki podwiewają jej krótki ceratowy płaszczyk. Obcasy stukoczą, gdy wchodzi po schodach jednego z wielu wysokich budynków Pępka. Jej słodka twarz wykrzywia się w grymasie pogardy, słodkie oczy małej dziewczynki patrzą surowo na zbliżające się w rytmie kroków drzwi do mieszkania oficera Wolfa… Ktoś się za nią skrada. Ktoś za nią idzie. Mężczyzna, wysoka sylwetka obecnie zgarbiona, notuje coś gorączkowo w małym notesie. Skórzana kurtka, broda, okulary przeciwsłoneczne, kamizelka z napisem WRITER… Czyżby to Pan Ćwiek? Ba! Klawiaturowo uwiecznia każdy ruch Czerwonego Kapturka i, jakby tego było mało, ciągnie za sobą tłumek czytelników, którzy chciwie podglądają cóż on tam notuje.

Miasto Grimm – ponura, spowita obłokami tłustej czerni metropolia to miejsce, gdzie o sprawiedliwość równie trudno, co o bezchmurne niebo. Zbudowane na ciele olbrzyma, napędzane jego smolistą krwią i odłamkami węglowego serca trwało w dawno ustalonym porządku. Do teraz. Na przestępczą scenę wkracza właśnie bezkompromisowo Nowy Gracz, a oficer policji Wolf zostaje brutalnie zamordowany we własnym domu. Czy te fakty się łączą? I czy czerwony płaszcz z kapturem zaobserwowany u głównej podejrzanej w sprawie zabójstwa czyni ze sprawy zbrodnię na tle religijnym?
Jakub Ćwiek tym razem funduje nam gorzki, brutalny kryminał noir w niezwykłym świecie inspirowanym amerykańskim podziemiem przestępczym lat dwudziestych i trzydziestych. W mieście, w którym rządzi strach i… opowieść. W tym mieście nie wybacza się żadnych błędów!

Przyznaj, spodziewasz się baśni…

Nie. Nie spodziewam się baśni, bo literacko znam tego Ćwieka jak zły szeZląg 😀

grimm-city

Czytaj dalej