TOP 7 kandydatów na męża, czyli popkulturalni misterzy

Każda fangirl ma w swoim życiu taki okres (jeden, dwa, ewentualnie sześćset), w którym kocha się na zabój w jakimś fikcyjnym charakterze. Ale to, że ktoś jest wymyślony, nie znaczy, że nie istnieje, prawda? 😀 Więc kochać można bez przeszkód.

marry

Temat jest ważki i wiecznie aktualny, poruszenia godzien! Drogie Inkoholiczki-Książkoholiczki i Fangirle wszelkiej maści – dziś coś dla Was. Jak uczyła mistrzyni Danuta Norek – kobieta już tak ma, że wychodzi za mężczyznę, przy którym czuje się bezpiecznie, a zdradza z tym, przy którym czuje się niebezpiecznie. Dzisiaj będzie o tych pierwszych – idealnych popkulturalnych kandydatów na małżonków. Marzenie każdej spragnionej ciepła domowego ogniska fangirl.

Kolejność losowa, nie ma faworytów – wybór należy do Was, drogie Panny!

Kto na pierwszy ogień? Nie kto inny, jak… Czytaj dalej

Piraciskaraibów i Salazar co się mścił, czyli kocham moją mikrofalówkę

Bardzo to miłe uczucie dla takiej starej baby jak Inko pójść sobie do kina na nowych piratów z Karaibów. Naprawdę bardzo, zważywszy na to, że premiery pierwszych części były przecież tak, tak niedawno… <ociera spod oka łzę wzruszenia a nad losem zadumania> Zebrała się więc Inko do kupy, wzięła ją pod pachę przyjacielska brać i zaniosła na salę projekcyjną i hajda w dół, jadymy.

tumblr_oky4m1cnoo1s2kuhmo3_500

Mówią, że Dead Man Tells No Tale, a okazuje się, że taki Dead Man ma jednak bardzo wiele do powiedzenia. Szczególnie, że osią tej historii jest znów, a jakże, nie kto inny jak Najgorszy Pirat O Jakim Słyszeliśmy Jack Sparrow vel Jacuś Wróbelek. (Wybaczcie mi głupie żarty, jestem w przededniu pierwszego egzaminu, a do końca jeszcze daleko, więc muszę jakoś odreagować! :D)

tumblr_inline_o0dt6qp4wg1srob4n_500

Czytaj dalej

„Piękna i Bestia”, czyli o Hermionie co lubi włochatych facetów

Dziś będzie krótko, albowiem drżę cała z emocji przed Pen Show i mi się łapki dygocą jak po spożyciu, ciężko jest trafiać w odpowiednie klawisze z literkami. Od razu przejdźśwa do ad remu, bez żadnych zbędnych wstępów (hej, to na pewno Inko pisze? Kto przejął stery? Czy leci z nami pilot?). Dzisik rzecz będzie o Walta Disneya exegi monumentum, o śliczniutkiej i słodziutkiej Emmie Watson, o gadających świecznikach i o włochatych facetach w ilości sztuk jeden (no, chyba, że liczyć Gastona, to sztuk dwa. Ale przy Adamie to Gastą blado, oj blado wypada).

bntbtss2_08

Czytaj dalej

6 sportów dla nerdów, czyli rouge du pain, Książkoholiku!

Good old-fashioned geek girl. Takiego określenia na siebie używam często i po jego linii sonduję nowo poznanych ludzi – tych, którzy znają Józefa i tych, którzy bluesa zupełnie nie czują. Dzisik jednak pozwolę sobie zająć się zupełnie inną niż zwykle stroną książkopochłaniactwa, inkoholizmu, geekowania i nerdostwa. Meekhan, Skyrim, Ziemiomorze, Śródziemie, Wiedźminland, Westeros, każdy ze światów wciąga… Ale często sprawia, że zapomina się o tym tutaj, prawdziwym, ziemskim. A oczki, kręgosłupy i parę innych płacze przygrywając rzewnie na organach. Dzisiaj będzie o sportach. O tym, że nawet, a może zwłaszcza geek powinien co jakiś czas wypełznąć spomiędzy stron i ekranów i pozwolić swojemu ciału nieco zwyczajnie fizycznie dać odpocząć od codziennych jazd, które serwuje mu znerdowiały do reszty umysł. Czyli dzisiaj rouge du pain, Książkoholiku! 😉

assassins-creed-movie-poster-michael-fassbender

Żadna tam ze mnie Chodakowska ani Lewandowska, żebym teraz wyskoczyła Wam z kompletnym treningiem rozpisanym na 1000 lat wprzód dla Was, Waszych dzieci i jeszcze wnuków. Podrzucę Wam jeno 6 powiązanych z nerdowsko-fantastycznym światem aktywności, które powinny być ciekawym urozmaiceniem dnia, a  przy okazji kultywowaniem hobby na wszystkich frontach.

Czytaj dalej

Seksowny Hemingway ( ͡° ͜ʖ ͡°) i Gil Tramp, czyli 9 rzeczy, za które wielbię „O północy w Paryżu”

1. za klimat taki, że chce się rzucić wszystko i lecieć do Paryża TERAZ, ZARAZ. 

Pobiegać uliczkami, wysiadywać pośladki na wszystkich paryskich schodach w nadziei, że podjedzie po mnie taksóweczka i zabierze mnie w inny świat.

giphy1

2.  za rozkosznie kapryśną Zeldę i zakochanego do szaleństwa Scotta

Świat w którym spotkam tą uroczą marudę…

tumblr_mu40z5uywr1qaho1po4_250

3. za Hemingway’a takiego, że miękną kolana

… i ten ideał pisarskiego wcielenia. (Nie jest to Mikkelsen, ale nadal bardzo dobrze.)

tumblr_minnht7kmt1qa1mkno1_500

Czytaj dalej

Panie, nie fajdaj mi pan na ideały!, czyli nie-recenzja LaLaLand

Miała być recenzja „La La Land”. Ale nie będzie. Smok nie przyszedł, bo nie zdążył, więc w rozpaczy się pogrążył. Do kina się poszło, film się obejrzało, ale z filmu się wyniosło coś zupełnie innego niż to, czego się oczekiwało. W innych recenzjach poruszano ważkie i poważne tematy – zawartość musicalu w musicalu, porównanie z innymi musicalami, musica w musicalu śpiew i tańczenie, fabuła plot i jak zrobione i bardzo dobrze albo bardzo źle i iść do kina albo nie iść. A dla mnie to całe tańczenie, śliczne oczki Emmy Stone i gustowne buty Ryana były jedynie… Przeszkodą. Przeszkodą we wczuciu się w pewien bardzo ważny i bardzo bolesny w dzisiejszych czasach temat, który w La La Land się pojawia i mam wrażenie, że niewiele osób poruszył. A mnie poruszył.

la-la-land-watching-04-videosixteenbyninejumbo1600 Czytaj dalej

6 zakazanych parringów, czyli nie samym kanonem żyje człowiek

Ludzie, proszę Państwa, dzielą się na dwie frakcje – canoniarzy i nikoniarzy. Hem hem. Coś pokręciłam. Aa, już wiem. KANONIARZY i HERETYKÓW. O co chodzi w podziale, czy trzeba to w ogóle tłumaczyć? Kanoniarze, jak sama nazwa wskazuje zębami, pazurami i wszystkimi dostępnymi kończynami trzymają się Słowa Autorskiego Objawionego. „Co powiedział autor, to jest”, tako rzecze prorok Lebioda. „Grzebać przy Fabule się moralnemu fanowi nie godzi”, dodaje Zaratustra. Kanoniarze chodzą jak konie z oczami na klapkach zamykając się w jakże ciasnych, jakże surowych granicach podstawowej treści powieści. Fanfikujący zaś, zwani przez kanoniarzy „heretykami” są grupą  o zgoła innej orientacji i znacznie większej otwartości na doświadczenie, nowe możliwości i świat ogólnie. Traktują oni Wielce Objawioną Fabułę jako zbiór luźnych wskazówek, które pięknie osadzają nas w fikcyjnej rzeczywistości i jedynie delikatnie, nienachalnie zarysowują nam plot i bohaterów, ale absolutnie niech się pani do tego nie przywiązuje, kochana pani.

anigif_enhanced-5890-1425669422-8

Czytaj dalej

6 viralowych seriali okiem Inkoholika, czyli HBOwe-NETFLIXowe rozkminy

Serialogapienie w moim, inkoholiczym przypadku wygląda bardzo podobnie do czytania książek – wciskam tą czynność jak plastelinę w rozmaite wolne chwile, wydzierając bezlitośnie kotom. Kiedy więc w domu jest coś do sprzątnięcia, paznokieć jest niepomalowan, ząb nieumyty lub kanapka nieugotowana – w tle leci czynność, a głową siedzę w serialu. I przy tym jak tasiemcowe potrafią być produkcje to ja innej opcji oglądania dla siebie nie widzę – świadomość tych przesiedzianych przed kąputrem bez ruchu dziesiątek godzin zbyt by mnie przytłoczyła. O ulubionych serialach i starociach uwagi wartych będzie inną razą. Dzisik opowiem ja Wam jak z inkoholiczego punktktktktu widzenia prezentują się produkcje najznańsze, najbestsellersze, viralowe wręcz – przybyłem, skosztowałem i własnym oczom nie wierzę. To jadymy!

Czytaj dalej

„Boska Florence”, czyli nie musisz być najlepsza. Ale zawsze wkładaj serce w to, co robisz.

Pół blogoświata podróżuje tłumnie na pełen seksu, niesmaczny film o przygodach jakichś dziwnych, animowanych parówek, by móc potem napisać recenzję o tym, jak jest niedobry i jak śle się bawili. No więc ja mówię Wam to już teraz, bez pójścia i przehulania pejtnastu złotych polskich. Kwotę ową zawrotną postanowiłam wydać w sposób nieco lepszy – pełne miłości do Meryl Streep inkoholicze serduszko wybrało się na film „Boska Florence”, traktujący o TEJ Pani:

florence-foster-jenkins

W skrócie życiorys przedstawiając: dawno, dawno temu, a ściślej mówiąc w 1896 roku na świat przyszła była pewna babka. Jedna z wielu na tym świecie, ALE! Babka owa  marzyła o karierze muzycznej, ściślej mówiąc operowej śpiewaczki. W międzyczasie pogrywała sobie na pianinku i nawet dobrze jej to szło, bo w wieku lat ośmiu wstępowała już przed prezydentem. Niestety. Wyrodny tatulo, Karolek Foster, który wymarzył dla swojej córusi karierę kury domowej, kategorycznie odmówił jej funduszy na muzyczne mrzonki. Zakręcił jej kurek z gotówką czyli. Florentynka więc postanowiła postąpić jak, że się tak wyrażę, typowa nastolatka. Po prostu uciekła z domu. Na gigancie zaś hajtnęła się była z doktorem Franiem Fosterem. I już mieli sobie żyć w Filadelfii długo i szczęśliwie, gdy okazało się, że mąż-doktorek w pantalonach zdejmowaniu nie ma sobie równych i już u kilku takich Florentynek był z wizytą domową wcześniej. I, wręcz bezczelnie z racji profesji, zaraził żonę swą syfilisem. Po rozwodzie zła passa Florence jednak się odwróciła – pewien aktor, niejaki St. Claire Bayfield, zakochał się w niej do szaleństwa. Z wzajemnością, więc związała się do końca swojego życia. Dodatkowo wyrodny tata-sknerus kopnął w owym czasie kalendarz i zostawił córce niemałą fortunę. Mogła więc wreszcie zacząć swą błyskotliwą karierę.  Czytaj dalej