TOP 3 najbardziej irytujących bohaterów filmowych

Należę do tej niechlubnej grupy społecznej, z której wszyscy cisną bekę na imprezach i spotkaniach towarzyskich, albowiem niezwykle łatwo ich ztriggerować, a na dodatek ich irytacja i wkurzenie wyglądają tak śmiesznie, że zabawa bardzo szybko może stać się szampańska. Nie no, trochę, przesadzam, bo sama lubię się pośmiać, ale owa cecha potrafi napsuć krwi i utrudnić życie, jeśli dotyczy postaci praktycznie nieistniejących – na przykład NPCtów w grach, albo bohaterów książkowo-filmowych. Bo wiadomo – każdy ma jedną znienawidzoną ciocię (która zawsze pyta o kawalera) albo sąsiada, którego nie trawi (z niewielkim psem ujadającym na wszystko i fajdającym gdzie popadnie) i tutaj emocje są całkowicie uzasadnione – natomiast jaki jest sens wkurzania się na postaci fikcyjne? Otóż nie mam zielonego pojęcia, nie znam odpowiedzi na to pytanie, wiem natomiast jedno – wkurzyć się na nie można i to całkiem mocno. Zapraszam na podium hańby i nieporozumienia, czyli TOP 3 najbardziej irytujących typów bohaterów występujących w filmach i aktywnie psujących krew widzowi. Czyli w tym wypadku mnie.

uCTYnvX Czytaj dalej

Reklamy

Po co to całe #bodypositive?

Uważam, że ludzie z natury są dobrzy. Co prawda mam wrażenie, że niewiele osób podziela moje zdanie (albo przynajmniej daje temu wyraz), natomiast ja w to święcie i mocno wierzę – w każdym z nas jest naturalna skłonność do dobra, okruch nieba, który sprawia, że postępując dobrze czujemy się dobrze. Możecie nazwać siłę tym kierującą, siłę sypiącą owe okruszki Bogiem (ja właśnie tak ją nazywam), albo energią kosmiczną, albo karmą, albo losem… Nieważne – ważne, że istnieje i żeby pozwalać objąć się temu ciepłu i pozwolić mu działać. Wiem, że po takim wstępie spodziewacie się pewnie bożonarodzeniowej pogadanki o tym, że dobro wraca, o duszy/metafizyce/psychice/niepotrzebne skreślić… Ale nie. Dzisiaj porozmawiamy o dobrze w zupełnie innym wymiarze, znacznie bardziej fizycznym.

Dzisiaj porozmawiamy o ciele. 🙂

Po co to całe #bodypositive_

Czytaj dalej

10 najpiękniejszych piosenek z filmów Disney’a (według Inko)

Co prawda kreskówki i smak dzieciństwa to nie tylko Disney – mimo wszystko ta wytwórnia zajmuje w moim (i nie tylko moim) serduszku miejsce specjalne. Był ze mną od samiutkiego początku i nie mogę się nadziwić przemianom, które zaszły w jego filmach od lat – zarówno tym technologicznym jak i, że tak powiem, światopoglądowym… Ale to już temat na inny artykuł i możecie być pewni, że go poruszę 😉 Dzisiaj jednak chciałabym zająć się zupełnie inną warstwą tych dzieł, warstwą, która od lat niezmiennie i nieprzerwanie zachwyca mnie tak samo – muzyką

Zapraszam na mój prywatny plebiscyt najlepszych Disneyopiosenek

10 najpiękniejszych piosenek z filmów Disney'a.png

Czytaj dalej

Niezbędnik zimoholika ☆ BUCKET LIST na grudzień!

Tak, wiem, Inkoholicy, że nie zaczął się nawet Adwent. Tak, wiem, że mamy wtorek o dacie 27 listopada i w ogóle mizeria, ale niestety. Macie to nieszczęście, że Wasz bloger należy do tej dziwnej grupy społecznej, która jest tak bardzo podatna na magię Świąt, że co roku zaczyna obchodzenie ich coraz wcześniej. A kiedy łączy się to z galopującą miłością do zimy, przepis na nieuchronną katastrofę jest prosty – od tej pory przynajmniej raz w tygodniu spodziewajcie się lampkowo-choinkowego szturmu, który obejmie nie tylko bloga, ale i inne inkomedia, a w szczególności Instagramy.

Załóżmy więc na chwilkę optymistycznie, że mówicie: dobra Inko. Niech będzie. Nie lubię zimy ani Świąt na tyle, żeby obchodzić je miesiąc przed wszystkimi, ale niech będzie, wprowadź mnie do swojego świata pełnego brokatu, reniferów i innych niepotrzebnych prześlicznych rzeczy. Powiedz nam, Inko, co koniecznie trzeba zrobić w grudniu!

NO TO ZAPRASZAM!

Bucket list na grudzień

Czytaj dalej

Inkorecenzja: Bohemian Rhapsody – Królowa żyje wiecznie

Już od dawna, dawna, odkąd pierwszy raz usłyszałam „Another one bites the dust”, mam takie jedno marzenie, które już nigdy się nie spełni – chciałabym na żywo usłyszeć Queen. Być na ich koncercie. Frustrujące marzenie, prawda? 😉 Ano mogło być gorzej – bo z tym marzeniem nie jestem sama. Ze wszystkich zespołów świata Queen ma chyba największą i najwierniejszą grupę, która wbrew wszystkim przeciwnościom losu trzyma się razem i zapewnia Królowej nieśmiertelność tworząc, a może składając kolejne tribute‚y. Jednym z nich, niewątpliwie udanym jest „Bohemian Rhapsody”

Czytaj dalej

7 piosenek patriotycznych… na współcześnie ♪♫

Zbliża się dość ważna dla Polski rocznica – i to nawet jeszcze bardziej szczególna, bo przepięknie okrągła. Nie sposób nie odnieść się do niej, nawet jak na co dzień żyje się blogowo głównie kulturą – bo kultura, jakby nie patrzeć, jest w jakiś sposób pochodną społeczeństwa…

7 piosenek patriotycznych...na współcześnie

Patriotyzm w dzisiejszych czasach jest rozumiany na naprawdę wiele często bardzo odległych od siebie sposobów – a relacja z Polską potrafi być bardzo skomplikowana… Ten temat poruszę w wigilię jedenastego listopada – czyli pojutrze. Dzisiaj natomiast zaserwuję Wam coś nieco lżejszego. Osobiście uwielbiam piosenki patriotyczne (zwłaszcza te mniej depresyjne i w wykonaniu chóralnym) i trochę szkoda mi, że tradycja ich wykonywania tak jakoś zanika w narodzie. Mam wrażenie, że dzieje się tak z jednej prostej przyczyny – jak wiadomo bliższa ciału koszula i czasem ich stylistyka, treść i kontekst są zbyt odległe dla współczesnego Polaka, żeby wzbudzać w nim jakiekolwiek emocje.

Dziś więc zapraszam Was na 7 piosenek, których główną bohaterką jest Polska – ale których nudnymi nazwać nie sposób!

Czytaj dalej

Inko komentuje: OBSADA „WIEDŹMINA”

Ja rozumiem – Falkon Falkonem, prelekcja prelekcją, kosmos kosmosem, ale… Inkoholicy, chyba nie myśleliście, że ja puszczę płazem taką okazję? 😀 Netflix wczoraj wieczorem upublicznił COŚ, NA CO WSZYSCY CZEKALI – a przynajmniej ja czekałam: część obsady chyba najbardziej wyczekiwanego w polskim fandomie serialu (wyjąwszy Grę o Tron naturalnie). Przed Wami wiedźmińska ekipa! ❤

Czytaj dalej

House of Cards – co się stanie z Francisem?

Drugi listopada. Na tą datę czekam z utęsknieniem już od dawna i nie z powodu radosnego święta Zaduszek, a z powodu pewnej wyczekiwanej przez mię premiery. Po raz kolejny na ekranie mem rozbłyśnie przepiękny napis House of Cards i będę mogła znowu wejść do tego obrzydliwego, okrutnego świata strasznych ludzi, wielkiej polityki i nie mniejszych przekrętów. Bo na cóż innego czekać, jak nie na takie mocne akcenty? 😉

hoc-bye-spacey

HoC to absolutnie ścisła czołówka seriali na mojej prywatnej liście – idzie łeb w łeb z „Opowieścią podręcznej” i naprawdę nie wiem, co bym wybrała, gdyby ktoś mi kazał zostać z jednym. Chyba jednak HoC. Nie sposób jednak zignorować awantury związanej z molestowaniem, która wybuchła wokół Kevina Spacey i zaskutkowała natychmiastowym zwolnieniem go przez Netflixa i, tym samym, wysiudaniem z serialu (w którym grał, przypominam, główną rolę). Jeśli nie wiecie o co chodzi, to wyguglujcie, a ja na Was poczekam, bo ten wpis nie będzie rostrząsaniem sytuacji, a wyłącznie odpowiedzią na proste pytanie – jak oni sobie poradzą bez Kevina? Czy Robin udźwignie główną rolę?

No popatrzcie na nią. Pewnie, że udźwignie.

Czytaj dalej