Fountain Pen Day 2016 Polen, ergo vive le stylo-plume!

Po raz kolejny pierwsza listopadowa sobota zgromadziła w Warszawie całe tabuny pióromaniaków, inkoholików i notesomiziaczy. Tym razem organizacj przedsięwzięcia zajęły się były firmy Escribo i Amex.group. Około dziesiątej wszyscy w amoku wpełźli na salę wystawową i z obłędem w oczach uwijali się po niej aż do wieczora. Zapraszam na cały worek zdjęć zrobionych podczas gdy latałam po sali z prędkością samolotu wojskowego F-16 Falcon.
First Saturday of November has gathered in Warsaw herds of fountain pen lovers, inkholics and notebook-strokers. This time firms Escribo and Amex.group took care of organization. All of us crowled into exhibition hall in amok at about ten o’clock and we busteled there with flash of insanity in our eyes till the evening. Let me invite you on big bag of pictures taken by me, when I runned through the hall as quick as a military plane F-16 Falcon.

dsc_1443_zpshdij5hn61

Kącik Forum o Piórach.
Forum o Piórach’s own little corner.

dsc_1281_zpsz4blfoefdsc_1290_zpsferbmvrfdsc_1285_zpsqufzmx7v

Oblegane stanowisko ręcznie kleconych KWZInk Konrada i Agnieszki.
Beset hand made KWZInk’s emplacement.

dsc_1291_zpsewnyjjfg Czytaj dalej

Niech żyje papier 2, czyli normik w wielkim świecie warszaskim

Po tematyce bloga mego nietrudno się domyśleć, jakie miłości w moim inkoholikowym sercu płyną. A tu proszę, we Warszawach zaprzyjaźnione Inahony patronują festiwalowi papieru, origami, notesów, niszowych wydawnictw, książek, atramentów i innego dobrodziejstwa inwentarza tak bliskiego każdemu papierofetyszyście. Jedyne słuszne pogo jest więc takie, że gdy program Niechżyjepapierów przeczytałam, od razu zapragłam się tam pojawić i węszyć wśród papierów w sposób aktywny. Wsiadłem więc w kajak i popłynęłem w górę Bystrzycy. I tak oto w słoneczną a wietrzną sobotę roztwarły się przed Inkoholikiem podwoje Państwowego Muzeum Etnograficznego.

z20628949icrniech-zyje-papier-2q

Czytaj dalej

Londyn? Jest tylko Lądek Zdrój, czyli o stolicy antymody, braku 5 o’clock tea i domatorze w podróży

Wyznaję skruszona przed konsylium szanownych Czytelników, że reprezentantem jestem rasy domatorów. Rasy niechlubnej w dzisiejszych, dynamicznych czasach, które w pędzie kariery raczej spokojnego kanapowo-rodzinnego posiedzenia nie przewidują. Bo przecież czas to pieniądz, a pieniądze co prawda szczęścia nie dają, ale można za nie coś kupić, co sytuację poprawia, i tak dalej i tak dalej. Jednakowoż, jak powszechnie wiadomo, co za dużo to nie zdrowo. Gorącego pragnienia spędzenia życia pod kocem w towarzystwie dobrej książki, ciepłej herbaty i miękkiego kota nie należy domatorskimi skłonnościami usprawiedliwiać. Postanowiłam więc wydzierać się regularnie ze swej przytulnej strefy bezpieczeństwa, by się w kocach nie utopić na ament – a czy jest na to lepszy sposób niż ruszenie podróż? To dziwne u domatora, ale czasem owo podróżowanie polubiłam.

dsc_0681_zpsemp4gwgn

Szum samolotu na lotnisku już nie wydaje mi się bezczelną groźbą, a raczej tajemniczą obietnicą, napotkani ludzie też tacy jakby z roku na rok milsi… A może to ja się zmieniam? Nie wiem. Padło na Londyn. Wielka Brytania po raz kolejny otwarła przede mną swoje podwoje, a ja, jak to za każdym razem, wyciągnęłam z tego wyjazdu coś nowego. Zespół momentów, ludzi, miejsc, zaskoczeń, zachwytów i innych londyńskich przeżyć tym razem ułożył się pięknie w słowa „Wielka Brytania”.

dsc_0562_zpstfehdcam Czytaj dalej

Carnaval Sztukmistrzów, czyli cały Lublin wpada w cyrkowy szał

Pamiętacie to uczucie, kiedy dziecięciem będąc zostaliście zabrani do cyrku? W oczach małej Inkoholiczki najprostsze sztuczki iluzjonistów urastały do rangi skończonych cudów, chodzący po linach byli tajemniczymi czarodziejami (bo przecież to jest NIEMOŻLIWE!), a kiedy zobaczyła słonia wykonującego polecenia tresera, padła z wrażenia. Dziś, trochę już większa Inkoholiczka wie, że wyćwiczyć można niemalże wszystko, i to własnie umiejętności i biegłość mogą uczynić ze sztuki magię… Co nie przeszkadzało jej z rozdziawioną buzią podziwiać popisów Carnavalowych Sztukmistrzów.

Jeśli chcecie o Carnavalu poczytać więcej i u samego źródła, to polecam tutaj.

Dlatego aparat i notesik krajoznawczy w łapę wzięła i ruszyła w rozszalałe, lipcowe miasto, którego stan przez te parę dni można by określić jedną piosenką…

DSC_4611 — kopia Czytaj dalej

Warszawskie Targi Książki, czyli od przybytku głowa dymi

I stało się! Pierwszy raz w żywocie swym Inkoholiczka wybrała się na Warszawskie Targi Książki. Myślała coś mgliście o autorach, zakupach, autografach, jakiś stadion i że dużo pewnie książkowych freaków. To, co zastała przekroczyło jej najśmielsze oczekiwania, zmiotło z nóg, powaliło na kolana, wypaliło oczy i ukradło serce. Wybrała się tam z niezawodnym książkofilem Gburświnem. Najpierw odstały swoje w gargantuicznej kolejce, ale gdy drzwi przybytku się rozwarły… Oczom ich ukazał się książkowy raj.

DSCF9022

Czytaj dalej