Nordy-wilkołaki na wydaniu, czyli wyszłam za mąż i nie wracam

Krótkim słowem wyjaśnienia – zawsze o sesjowej potrze roku popełniam kilka wpisów, które są jaskrawym zaprzeczeniem wszelkich zasad moralno-dobrosmakowo-blogerskopisarskich. Forma jest dzika, a treść jeszcze dziksza. Oto jeden z nich.

Muszę się Wam czymś, moi Drodzy, pochwalić. Wyszłam byłam wczoraj wieczorem za mąż, wyszłam za mąż i nie wracam. Nie wracam, bo mąż mój „gorąca głowa, ale junak przesławny”, jakby powiedziała Kniahini Kurcewiczowa. Dzisiaj zapraszam Was, Inkoholicy, na historię z życia wziętą, kto tym zacnym gatunkiem gardzi, proszony jest o bezlitosne scrollowanie tekstu i podziwianie wyłącznie grafik.

skyrim___farkas_of_the_companions_by_nekowork-d8q4jez

(Dzisiaj na żer czytelniczy zapraszam przede wszystkim babeczki, bo będzie co oglądać).

 

Etap I: Latawica

Będąc młodą Nordką nie chciałam się wiązać na dłużej. Noc jest jeszcze młoda, Skyrim i ja też, więc po cóż sobie rączki od topora stwardniałe wiązać świętym węzłem małżeńskim? Tożto przeca by marnotrastwo było surowca. Skakałam więc z kwiatka na kwiatek beztrosko wiuwając heavy armorem i siecząc tu i ówdzie fireballami. Moje życie było beztroskie i pełne przygodnych romansów nawiązywanych w granicach możliwości dialogowych NPCtów – na przykład:
– What have you got for sale?
albo NAWET, jak ktoś był przystojniejszy:
– I want to rent a room. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Czytaj dalej

O tanku, co na asasyna się przyuczał, czyli powiedz mi jak grasz…

Przychodzi taki moment w życiu kobiety, że odczuwa ona ogromną, zdrową przecież i naturalną potrzebę pogrania sobie w coś na konsoli. (Tak, tak, usprawiedliwiaj się i wymyślaj sobie.) Moment ten nachodzi mnie regularnie i tym razem wynurzyłam się ze Skyrimowo-Wiedźminowych odmętów, by na światło dzienne ryjek wystawić i za Assasina się po raz pierwszy zabrać. Zaprosiłam więc moich kilku wiernych gejmingowych przyjaciół z Khajiitą na czele i wio. Na początku należy wyraźnie zaznaczyć, że różnimy się z Khajiitą dość dogłębnie stylem grania. Ona, jak sam pseudonim wskazuje, Khajiit like to sneak, don’t leave your treasures ignored, get bigger bolts on your door i takie tam. Walczy po cichutku, elaganckckcko, z finezją, wąsiki i futerko zaczesane na gładko, w ciemności nie widać. Draugiry ani się obejrzą jak skończą w samej gumce od majtek, a ona ucieknie z całym dorobkiem ich życia, gromadzonym skrzętnie w urnach. A ja? A inkoholik oczywiście gra ordynarnym Nordem, którego ochrzcił na Lagerthę. Nie bawi się w łucznictwo, skrada się tylko jak chce zabić nielegalnie skyrimowego kurczaka, a z Gildii Złodziei wyrzucili go za notoryczne partaczenie roboty. Wpada z maksymalnie rozwiniętą destrukcją i ciężkim uzbrojeniem i zwyczajnie przeżyna sobie drogę tam, gdzie akurat mu pasuje. Analizy psychologicznej tych dwóch stylów grania nieco boję się podejmować.

assassins_creed_revelations_21

Czytaj dalej