TOP 7 kandydatów na męża, czyli popkulturalni misterzy

Każda fangirl ma w swoim życiu taki okres (jeden, dwa, ewentualnie sześćset), w którym kocha się na zabój w jakimś fikcyjnym charakterze. Ale to, że ktoś jest wymyślony, nie znaczy, że nie istnieje, prawda? 😀 Więc kochać można bez przeszkód.

marry

Temat jest ważki i wiecznie aktualny, poruszenia godzien! Drogie Inkoholiczki-Książkoholiczki i Fangirle wszelkiej maści – dziś coś dla Was. Jak uczyła mistrzyni Danuta Norek – kobieta już tak ma, że wychodzi za mężczyznę, przy którym czuje się bezpiecznie, a zdradza z tym, przy którym czuje się niebezpiecznie. Dzisiaj będzie o tych pierwszych – idealnych popkulturalnych kandydatów na małżonków. Marzenie każdej spragnionej ciepła domowego ogniska fangirl.

Kolejność losowa, nie ma faworytów – wybór należy do Was, drogie Panny!

Kto na pierwszy ogień? Nie kto inny, jak… Czytaj dalej

Reklamy

Lolita, czyli genialne to czy chore?

„Lo-lee-ta. Ogień moich lędźwi.”- i już czujesz się nieswojo. Klasyka, prawdaż, klasyką ale temat jest jednak trudny. Nie bez powodu wydawca polecił Nabokovowi pierwszy maszynopis zakopać głęboko i nigdy nie odkopywać. Jednak! Mimo zniesmaczeń tych, którzy nie czytali i wyżej wymienionemu panu wydawcy – „Lolita” rozsiadła się na podium ścisłego topu klasyki światowej wszech czasów. Dlaczego? Genialne to czy chore?

Czytaj dalej

Łabędzi szał ciał, czyli dlaczego Inkoholiczka kocha balet

Wiem, że rozrzut tematyczny mam jak ruska Katiusza. Ale co ja poradzę, że filozofię umysłowego płodozmianu wyznaję i naprawdę różnorodność kocham. Więc spośród Meekhańskiego stepu z objęć Wegnera się wymykam w noc ciemną i lecę na balety. Dosłownie.

the-st-petersburg-ballet-swan-lake-swans-duo_lr-660x330

Pokutuje w łebkach ludności wszelakiej pewno konkretne, dość z resztą niepochlebne zdanie na temat baletu. Robi się z niego cierpką kawę dla prawdziwych koneserów, stawia na równi z najpiskliwszymi operami i ogólnie odgania się go od uwagi jak natrętną muchę słowami „to nie dla mnie”. Ewentualnie posądza się jeszcze baletmiostrzów o orientację homoseksualną, bo jak wszyscy dobrze wiedzą, opięte gacie są niepodważalnym jej dowodem. Bullshit na bullshicie i bullshitem pogania. Ja właśnie dzisik panie wieczorem te wszystkie pokutujące przekonanioduszyczki zamierzam wyzwolić i pozwolić im latać wokół żyrandola ile im się żywnie będzie podobało. Bo ja, moi Drodzy, balet uwielbiam. (Uwaga! Tekst jest pisany grubo po 22 i to na powystępowym haju).

Czytaj dalej

HEREZJA: „Wichrowe Wzgórza”, czyli dlaczego wolę FILM od książki ( ͡ಠ ʖ̯ ͡ಠ)

Nadszedł oto dzisik ten dzień! Moi Drodzy, herezje będą głoszone, i to herezje częste a gęste! Spodziewam się jakichś siedmiu i pół tony fajdawki, która walnie w wentylator po tym tekście (a może i samym tytule), zapowietrzonych, czerwonych książkoholików duszących się z emocji nad taką obrazą (FILM! NAD! KSIĄŻKĄ! Ociec, prać? Prać! BIJ! ZABIJ! TRACH GO W PRZEDZIAŁEK! TRACH GO W PAPĘ! I LU GO W KAMIZELKĘ!) i w ogóle tornada, tsunami i innych bardzo brzydko pachnących i w ogóle nie miękkich kataklizmów.

96lfgms

Czytaj dalej

Wiosna wkoło, „a lasy wiecznie śpiewają”, czyli Inkoholik – ludowiec

Jestem panie ludomanem. Nie mylić proszę z Ludo Bagmanem. Jestem ludomanem odkąd w klasie maturalnej albo jakiejś  z innej czytałam na wiosnę utwory młodopolskie. „Chłopi” odcisnęli się na moim inkomuzgu, który wtedy inkomuzgiem jeszcze nie był, słodkim małorolnym piętnem w walonki obutym. Piętno owo skutkuje tym, że na wiosnę zachowuje się jak Pan Sułek – ludowiec, który nie przyjmuje do wiadomości, że życie na wsi to głównie ciężka praca i skupia się wyłącznie na tańczeniu boso obertasa, spacerach po łonie natury, rozmawiania z krowami i krzyczeniu: Hejjjjj! Czytaj dalej

10 życiowych zasad dona Corleone, czyli czego uczy Ojciec Chrzestny

Dzisik, moi Drodzy Inkoholicy, zapoznam was z ekstraktem z pewnej klasycznej dość pozycji, przepuszczonej przez gęste sito mej subiektywności. Będzie o tym dlaczego Lord Voldemort jest samolubem, o Marii Teresie II, która jak już zaczęła rodzić to nie mogła przestać, o Claire równie bezlitosnej co Francis, nerwowym żłopaniu wody i, co najważniejsze, o Ojcu Chrzestnym! Przed Wami 10 życiowych mądrości, jakie zaserwowała mi ta lektura.

the_godfather

Czytaj dalej

„Wodnikowe wzgórze”, czyli mój Patronus jest królikiem

Kiedy na teście patronusowym na Pottermore wyszedł mi królik – powiem szczerze, że się załamałam. Koleżanka ma feniska, kolega jakąś śnieżną kurna panterę, a ja co?! Królika? Ktoś tu sobie chyba leci w kulki, panie, co to ma być za patronus, ja zgłaszam sprzeciw. I wiecie co? Wstyd mi za siebie, bo dziś jestem z mojego królika najdumniejsza na świecie.

zx4ru6b Czytaj dalej

Fraszki Sztaudyngera, czyli o poezji, co trafiła pod strzechę

Na poezji ja się nie wyznaję. Nie wyznaję i się do tego bez bicia przyznaję. Naprawdę mało która do mnie trafia i choć tak zwaną wierszowaną formę do okołosatyrycznych tekstów wykorzystuję bardzo często, to z taką prawdziwą Poezją przez duże „P” niezbyt blisko się trzymam. I to nie jest ignorancja, bo ja próbuję, a do samych poetów mam ogromny szacunek. Ale jest to raczej szacunek oparty na tym, że robią coś, czego ja zupełnie nie potrafię niż na tym, że tak dobrze to rozumiem, że aż doceniam. Więc jak już ustaliliśmy jestem do bólu, że tak się wyrażę, prozaiczna babka. Nietrudno się więc domyślić, że kiedy zobaczyłam w nowościach Wydawnictwa Literackiego tomik poezji, to natychmiast postanowiłam go zrecenzować.

14753487_1147684315320856_3986818184163403191_o_zpsw9nltgyz

Czytaj dalej

„Akuszerka”, czyli WOJNA. Z romansem w tle.

” Wyjątkowa powieść o miłości porównywana do „Oczyszczenia” Sofi Oksanen. Jedno z najbardziej chwalonych i czytanych fińskich dzieł literackich ostatnich lat. Krzywe Oko, wychowana w surowej rodzinie zastępczej, wyrasta na outsiderkę i godnie nosi swoje niepochlebne przezwisko. Bogata wyobraźnia pomaga jej w pracy akuszerki i sprowadzaniu dzieci na świat, gdy przez Finlandię przetacza się druga wojna światowa. Dziewczyna zakochuje się w bardzo przystojnym esesmanie i fotografie wojennym Johannesie Angelhurście. Aby być blisko niego, Dzikie Oko –jak czule nazywa ją ukochany –zgłasza się na ochotnika do pracy pielęgniarki w obozie jenieckim, w którym stacjonuje Johannes.”

Co byście sobie pomyśleli po taki wstępie? Ja w swej inkoholiczej osobie spodziewałam się lekkiego romansu z wojną w tle. Wiecie, tego spod znaku „pali się i wali wszystko dookoła, ale oni TAGSIEKOCHAJO, że nawet jak się pali i wali to nie przestają ani na moment wpatrywać się w siebie z umiłowaniem i marzyć o wspólnym domku nad jeziorem.”. I w ogóle ta wojna to jest taka jakaś mimochodem i właściwie jedyne jej szczegóły to takie, że był sobie jakiś Hitler i jakiś Stalin i paru innych łebków, których nazwisk autorka akurat nie pamiętała, ale coś jej świtało z lekcji historii, że byli. A ten Niemiec jest taki przystojny i oczy ma takie niebieskie, no że ta biedna kobiecina co ona miała zrobić, no co ona miała zrobić No ona MUSIAŁA w te ramiona paść.

dsc_1224_zpsabnb8ee4

Czytaj dalej

Pachnidło, czyli „bal zapachów z fajerwerkami wonności”

Lubię zapach sosen. Bardzo ciężki. Na początek odrobinkę łaskocze w nosie, zapraszając figlarnie do zabawy, lecz potem nagle wdziera się dalej ostrym grotem do płuc. Upaja. Tutaj pinie rosną niemalże wszędzie, dlatego unosi się w powietrzu bez przerwy. Właściwie „unosi się” to złe słowo. On spada. Wypełza spomiędzy igieł, z wnętrz szyszek, potem leniwie zsuwa się po pniu i wreszcie układa się na ziemi kłębiąc się za każdym razem, gdy ktoś poruszy powietrze. Najpierw jest go mało, sięga zaledwie do kostek. Ale kolejne pinie rodzą go coraz więcej i więcej… Zlewa się, przepływa głaszcząc nogi ciepłym, duszącym powiewem. Pachnące morze tuż przy powierzchni ziemi.

To fragment z mojego „Atlasu zapachów”, nad którym od długiego czasu pracuję. Wonie da się zobaczyć, poczuć, posmakować, złapać w okowy synestezji i uczynić z tego, ignorowanego współcześnie, zmysłu główne narzędzie percepcji. Pytanie brzmi więc – jak to możliwe, że na „Pachnidło” Suskinda trafiłam dopiero teraz?

pachnidło

Czytaj dalej