3 rzeczy, których nauczyła mnie tragedia Fyre Festival

Fyre – najlepsza impreza, którą można sobie wymarzyć… No spójrzcie tylko na ten zwiastun. Czy nie wygląda smakowicie? Impreza muzyczna większa nawet od legendarnej Coachelli, a na dodatek na Bahamach. Nie dziwota, że bilety rozeszły się w jedną noc.

 

 

Rozeszły się? Ba! One zostały rozszarpane! Czytaj dalej

Reklamy

5 seriali na walentynkowe Netflix&chill (i serio chodzi o seriale)

Śmieszna to sprawa, lecz dopiero niedawno dowiedziałam się byłam, że netflix&chill wcale nie oznacza oglądania seriali i relaksowanie się, lecz coś zgoła innego i niewiele mającego z kinematografią wspólnego (chociaż w sumie to może i ma trochę, ale zostawmy te rozważania). Jeśli więc okazało, że od restauracyj, kwiatów, bombonierek i balonów w kształcie serca wybraliście czytanie Inko, nie mogę Was zawieźć i pomogę Wam zaplanować dalszą część wieczoru w stylu tej niewinnej wersji netflixa&chilla. Przed Wami moje ostatnie serialowe odkrycia.

Czytaj dalej

Inkogaleria: pani kierowniczko, jak jest zima, to musi być zimno!

Jak pewnie zdążyliście się zorientować, Inko (czyli ja) ogromną jest zwolenniczką tej przepięknej, białej pory roku, która gości w Polsce ostatnimi czasy. Cieszę nią oczy i resztę zmysłów, a gdy pada pytanie „ale czy Tobie nie jest zimno?” odpowiadam zawsze, że nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie. Dlatego też zima jest zawsze rozkwitem wszelkich instagalerii, bo świat, zwłaszcza w górach, wygląda tak pięknie, że wystarczy tylko obiektyw skierować nań i nacisnąć guzik i piękne zdjęcie samo się robi. Nacieszcie więc oczęta dzisiejszą porcją fot. A jeśli jesteście gdzieś na południu naszego pięknego państwa Piasta, to siup do najbliższego parku czy też lasu – tam będzie jeszcze piękniej! Czytaj dalej

10 najdurniejszych cytatów z „Seksu w wielkim mieście” ಠ_ಠ

Mam taką jakąś dziwaczną właściwość, że kiedy się mnie posadzi nad nauką i zabroni prokrastynować, to jakoś niestety musi mój mózg sobie to później odbić. Zwykle pada na zupełnie niewinne guilty pleasures, które w myśl zasady im głupiej tym lepiej regenerują styrane życiem neurony i przywracają mojemu łepkowi stan względnej homeostazy. Jednakże! Okazało się, że zależność ta nie jest do końca prostoliniowa i po osiągnięciu pewnego pułapu głupoty przyjemność z odmóżdżania się zaczyna drastycznie spadać, wzrasta natomiast równie gwałtownie irytacja. Dokładnie taka sytuacja miała miejsce przy seansie klasyka obsypanego oceanem Złotych Globów, Emm, Rupertów Grintów i czego tam jeszcze, którego wiernie jak religię wyznają rzesze pań w różnym wieku. Przed Wami kwiat filmu zwanego „Seks w wielkim mieście”.

422046_390985384247251_1878670044_n Czytaj dalej

Inkorelacja: Cavaliada 2019

Część z Was, a konkretnie ta część, która inkoholikuje ze mną na Facebooku albo instagramie, mogła zastanawiać się na co to za okołojeździecki szał zapadłam ostatnimi czasy – resztę ocean zdjęć i filmików ominął (ale nie na długo, bo oto fala przypływu właśnie przybija do brzegów i zmiata zeń pierwszych plażowiczów). Już spieszę z wyjaśnieniem – otóż! W dniach ostatnich w Lublinie miały miejsce międzynarodowe zawody jeździeckie Cavaliada, które miałam chrapkę odwiedzić już dawno, ale złożyło się tak, że mogłam dopiero w tym roku i to zupełnie z marszu, nieoczekiwanie. Co tu jednak dużo myśleć – aparat w ręce, obiektyw w świat i w drogę ♥

njjctrn

Czytaj dalej

Inkośpiewanki #1: trochę Outlander, trochę Enya, ale nadal krasnolud

Odkąd postanowiłam systematyczne i bez oszukiwania aktywnić na blogu regulaenie – wywiązywałam się ze swojej własnej inkoumowy bardzo porządnie. Nieraz zdarzało mi się pisać na ostatnią chwilę na telefonie, ale PODOŁAŁUJĘ i jak do tej pory opuściłam tylko jeden jakiś zabłąkany wtorek 😀

ALE!

Nie samym blogiem internetowo żyje człowiek, ale i rozmaitemi mediami społecznościowemi, na których tu i ówdzie się działa. Zauważyłam jednak ciekawą rzecz – każde z nich gromadzi zupełnie inną grupę ludzi, w związku z czym przepływ informacji między nimi jest niemal zerowy 😀 To nawet dosyć zabawne, bo można umawiać się z jednymi na wkręcanie drugich, a tych drugich na trzecich… Nie, nie, porzućmy tą ścieżkę… Do ad remu!

Ad rem jest taki, że zapraszam na kolejny wpis z serii podsumowań, które Wam tu na bloga co parę tygodni zbiorczo wrzucam (do tej pory ukazywały się głównie inkogalerie instagramowe, dzisiaj jednak rozszerzymy menu o jutuby). Tym razem coś dla ucha, nie dla oka 🙂

Odkąd pamiętam muzyka mnie ciągła i wołała, i choć nigdy się nią nie zajmowałam jakoś profesjonalnie, postanowiłam przekuć ją w coś inkoholiczkowo-popkulturalnego. Oto efekt. To ja to tu zostawię i wracam do pracy.

Miłego słuchania, Inkoholicy!

Czytaj dalej

8 rzeczy, które zrozumie tylko posiadacz kota

Dzisiaj wpisik będzie, cytując klasyka, malutki, ale milutki 😀 A to dlatego, że na tym ziemskim łez padole pełnym pluch, depresji i złych książek jest bowiem kilka kategorii rzeczy zdecydowanie osładzających człowiekowi ten kilkudziesięcioletni pobyt na planecie. Należą do nich jak następuje: rzeczy miłe, miękkie, ciepłe oraz te pluszowe. I Bóg zobaczył, że rzeczy owe są dobre i postanowił tchnąć w nich życie. Tak powstały koty. Niestety, gdzieś po drodze zagubiła mu się ta pierwsza cecha… 😉

kwgjtgl Czytaj dalej

10 kroków, by pozamiatać na każdym wystąpieniu publicznym

Znasz to? Mikrofon w Twojej zimnej, spoconej z nerwów dłoni wydaje się ważyć tonę. Setki oczu wlepiają się w Ciebie wyczekująco, wszystkie lampy na Ciebie, a w głowie – pustka i hula wiatr. Dla wielu osób wystąpienie publiczne to prawdziwe piekło na ziemi i rzecz, przed którą uczciwego obywatela powinna chronić konstytucja – bo taka męczarnia to aż nieludzkie jest. Niestety – nieraz trzeba wyjść na tą scenę/ podwyższenie/ katedrę/ mównicę/niepotrzebne skreślić, bądź po prostu na weselu czy innej okazji unieść kieliszek w górę i powiedzieć parę słów. Co wtedy?

Wtedy przede wszystkim przestać płakać, otrzeć gluta, wstukać w googlach adres inkoholiczki i poświęcić parę cennych minut na lekturę tego wpisu, który przygotowałam z myślą o Was wszystkich pognębionych i udręczonych widmem niedalekiego wystąpienia publicznego. Będzie bardzo prosto i bardzo konkretnie. I na przykładach, żeby nie było, że obrabiam pupę Pani Maryni. Przy opracowywaniu tych dziesięciu kroków korzystałam z własnych doświadczeń oraz, skądinąd bardzo przydatnej, książki Macieja Orłosia „O sztuce wystąpień publicznych”, bo mam taką jakąś przypadłość, że lubię uczyć się fachu od lepszych od siebie.

lungdos

No to co? Pora na scenę?

Nie marudzić. Wchodzimy.

Czytaj dalej

Inkorelacja: Chiński Nowy Rok – medytacyjna magia w CSK

Paradoksalnie to właśnie tą chwilę tuż przed samym występem lubię najbardziej – ten szmer rozmów, to podekscytowanie, to pełne napięcia oczekiwanie na coś pięknego, co wydarzy się już-już za chwilkę. Sala Operowa Centrum Spotkania Kultur dostarczyła mi już wielu wrażeń – zaczynając od symfonicznego Accantusa parę lat temu, przez Biblię Audio, na Laibachu, Laboratorium Pieśni i Otavie w zeszłym roku kończąc. Była prawdziwym stołem dla spotykających się kultur – ktokolwiek wymyślił nazwę CSK wiedział co robi, bo rzadko trafia się tak wierna swojej idei instytucja. A jednak, mimo tych wszystkich wrażeń, nadal potrafi mnie zaskoczyć – tak jak Chińskim Nowym Rokiem przedwczoraj. ♥

48268911_10157577566768538_7787709927459389440_n
Czytaj dalej

Smacznego barteru, czyli po cholerę blogerowi zarobek?

Ostrzymy kosy, podkładamy drewienka pod stosik i ustawiamy się w dwuszeregu gotowi do roastu, ponieważ oto nadchodzi chyba najbardziej drażliwy ze wszystkich tematów, jakie może bloger poruszyć – temat <ogląda się za siebie 3 razy, odpukuje w niemalowane, pluje przez lewe ramię, i okręca się trzy razy przez prawe, po czym szepcze> ZARABIANIA PINIONŻKÓW.

nqjfqrw Czytaj dalej