„अन्नपूर्णा Annapurna”, czyli wyprawa oczami himalaisty

Nigdy nie byłam szczególnie zainteresowana tematyką alpinizmu czy himalaizmu – ot, po prostu wiedziałam, że coś takiego istnieje. Po górach lubię chodzić, ale równie mocno po lesie, nad morzem, czy gdziekolwiek indziej, gdzie jest natura. Tym bardziej byłam sama zaskoczona swoją reakcją na sprawę Tomka Mackiewicza – autentycznie, jak nigdy do tej pory żadne tego typu relacje niewiele mnie obchodziły, tak wtedy czułam się bardzo dotknięta, zaangażowana, jakby chodziło o kogoś kogo znam. Sprawa skończyła się jak się skończyła, a ja daleka jestem od wypowiadania się na jej temat – bo po prostu zupełnie się na tym temacie nie znam. Ale zainteresował mnie, nie powiem. Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat i właśnie wtedy wpadła mi w ręce „Annapurna”.

28157643_1794278094211907_9148783251085590528_n

Czytaj dalej

Reklamy

„Wyspa”, czyli jak Islandię od świata odcięli

Pewnego dnia czas w Islandii staje w miejscu, gdy nagle wysiada łączność. Wszytskie 4 kable podmorskie, łącznie z tym tajnym wojskowym, satelity, internet, maile, telefony, NIC. Statki, samoloty, helikoptery nie wracają. Islandczycy zostają zdani sami na siebie i nagle przypominają sobie, że są na samotnej wysepce pośrodku rozszalałego oceanu. A czasy się zmieniły, nie są już tym samym  ludem co przed laty, poznali już kontynentalne życie. Co się wtedy z nimi dzieje?

Przed Wami political fiction… Lub, jak kto woli, SF z gatunku tych „tuż za rogiem”. To się może wydarzyć przecież w każdej chwili.

Bjornsdottir_Wyspa_mi Czytaj dalej

„Artemis”, czyli Mary-Sue baluje na Księżycu

Widzicie to nazwisko na okładce i przed oczami staje Wam prawdopodobnie nie kto inny jak osamotniony Matt Damon sadzący ziemniaki na marsjańskim pustkowiu. Przyznam szczerze, że książki „Marsjanin” nie czytałam, jakoś ten szał dopadł mnie dopiero przy ekranizacji. Całkiem mi się podobała ta historyjka, całkiem przyjemna poza paroma bublami, które nawet ktoś z takim debetem wykształcenia fizycznego dojrzał. Jak rzecz ma się z przepięknookładkową „Artemis”? Otóż uczucia mam ogromnie ambiwalentne.

25348760_1549752321780718_289834985034979046_n

Czytaj dalej

„Topory i sejmitary”, czyli do Holmgardu i jeszcze dalej!

Coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta, GAAAH! Coraz bliżej PREMIERA najnowszego sezonu Vikingów. Powoli zaczynam polerować tarczę, ostrzyć topory, lśniąca kolczuga zreperowana po zeszłorocznych bitwach o Paryż, niedługo barwy bojowe na twarz nałożę i ruszamy w szarżę. Żeby w klimat się (i Was) wprowadzić zaś, wysmażyłam dzisik na półtwardo recenzję pewnego cyklu, z którym mieliśmy przyjemność już wcześniej. Pamiętacie, Inkoholicy, pana Radka Lewandowskiego i jego cykl Wikingowy? Recenzje pierwszej i drugiej części oznaczam, gdybyście chcieli sobie odświeżyć – a dzisiaj zapraszam Was na trójkę. Sprośne przyśpiewki będą równie głośne jak wrzaski konających, Oddi rozrośnie się w barach i ruszy na ratunek matce i siostrze, a krew poleje się równie obficie, co piwo.

wikingowie_topory_i_sejmitary-1140x489 Czytaj dalej

„Różaniec”, czyli Zajdel byłby z Kosika dumny

Mam dla Was protip prosto z ostatniej chwili. Jeśli macie w głowie jakiś wspaniały, nowatorski, zupełnie niepowtarzalny pomysł na powieść SF, która z samej racji swojej kreatywności wyniosłaby Was na szczyty najlepszych pisarzy… Piszcie, spiszcie i wydajcie to czym prędzej. Jak najszybciej. Kosik już-już za chwilę też to wymyśli i Was wyprzedzi. Mówię Wam. Wyprzedzi na ostatniej prostej. Śpieszcie się pisać SF, Kosik tak szybko wyprzedza! 😉

Czytaj dalej

FALKON 2017, czyli cosplay na RPGu po planszówce jeździ

Falkon, Falkon – po Falkonku. Jak było, co się działo, warto-nie warto? Otóż powiem Wam, Inkoholicy, że kolos ten na trzech nogach stoi – na RPGu, na planszówce i cosplayu. I całkiem sobie nieźle na tych nóżkach popyla.

Jak było? Spektakularnie! Ale powiem Wam szczerze, że zupełnie inaczej niż się spodziewałam. Moja przygoda z konwentami dopiero się zaczyna tak naprawdę i jakoś w swym inkoholiczym łebku wszystkie przyrównuję do Polconu – mojego pierwszego napierwszego. A wygląda na to, że każdy z konwentów ma swój jeden, jedyny i niepowtarzalny charakter – i dobrze, bo gdyby było inaczej to po co ludzie z całej Polski zjeżdżaliby się regularnie? To byłby tak naprawdę jeden konwent, tylko w kilku miastach naraz.

O ile na Polconie można było nacieszyć ucho, bo prawie cały mój czas wysiedziałam na panelach rozmaitych, o tyle Falkon ucztę zaoferował oczom, bo działo się moi Drodzy na nich co nie miara. Generalnie na Falkon składają się trzy strefy, tak gwoli wprowadzenia nieufalkonowionych – strefa planszówkowa, gdzie możecie ze znajomymi i nie tylko całą dobę praktycznie przegrać (albo wygrać i dostać owacje od całej sali plus te ze strefy gastro), strefa RPG, gdzie rozgrywki również trwają niemalże non stop, ale w kontakcie z współgraczami pośredniczy wam klawiatura i strefa, nazwijmy to roboczo, ogólna, gdzie szwędają się całe tabuny cosplayerów w różnych stadiach przebrania, gdzie stacjonują wydawnictwa, sklepy, stoiska i te pe. Gdzie Inko spędziła najwięcej czasu? Nie, nie w strefie gastro. Pozwólcie, żeby zdjęcia przemówiły za mnie. Zapraszam, nacieszcie paczałki i Wy!

dsc2003_zpsmfiz5apm Czytaj dalej

„Żądła rządzą”, czyli o malutkim życiu trzmieli

Zauważyliście niedawno ten ogromny boom na wszelkie około naukowo-naturowe książki? Zaczęło się od „Sekretnego życia drzew” bodajże, przez krowy, owady, lemury, płetwale błękitne i problemy tożsamościowe okapi oraz bobrów, których sekrety życia są dla naszego codziennego funkcjonowania niezwykle istotne. No, teraz to tak pół żartem pół serio było – ja sama przeca z ciekawością podtykam sobie pod nosek tego typu dzieła. Ale nie byle jakie, nie byle, moi Drodzy.

Dziś nie o pszczołach, których sekretne życie już dawno sekretnym być przestało, bo na stałe tkwi na nagłówkach gazet, headach artykułów i blurpach książek. Nie mówiąc już o DreamWorksowej produkcji traktującej o uroczym romansie międzygatunkowym:

Dziś będzie o pszczelich kuzynach, tej puszyściejszej części rodziny. O trzmielach czyli. Czytaj dalej

5 typów konwentowiczów, czyli co dla kogo na FALKONie

Sztandarowy lubelski konwent zbliża się wielkimi krokyma. Brunetce na plakacie już powiewają włosy, Cytadelo-Syriuszowcom praca w rękach się pali, konwentowcy wysupłują ze swych kieszeni wszelkie gromadzone tam miesiącami drobniaki i powoli zaczynają się porządnie emocjonować. No właśnie – konwentowcy. To uczestnikami stoi każdy tego typu event – fanami właśnie. A kto po konwentach szlaja się, włóczy i wałęsa nałogową mniej lub bardziej, zobaczy na każdym z nich kilka gatunków fantastów w ich naturalnym środowisku. Zapraszam dzisik na wycieczkę  z kamerą  z piórem z klawiaturą wśród Falkonowej dżungli. Dla każdego z nich mam garść subiektywnie wybranych z programu propozycji – a nuż coś przedstawicieli zaciekawi! 😉 Także każdemu według potrzeb, wiśta wio, jadymy.

FALKON620x320

Czytaj dalej