Inkorecenzja: „Sodomion”, czyli miłość i seks w świecie przyszłości

Statki kosmiczne, rozwój technologii, podbój okolicznych planet, podróże w czasie – to wszystko już znamy. Od dawna autorzy roztaczają przed nami wizję bliższej lub dalszej przyszłości, te mniej i bardziej tragiczne, odkrywcze, czy po prostu do bólu prawdopodobne. Mało który jednak zwraca uwagę na człowieka w tym wszystkim – na uczucia, zachowania, motywy, po prostu życie – kalkując niejako ludzi współczesnych, kopiując i wstawiając w nowy, kolorowy świat, ubierając jedynie w nowy skafander kosmiczny albo inne kolorowe fatałaszki z przyszłości. Tymczasem zmianom ulega nie tylko zewnętrze, ale i wnętrze – sam człowiek, a co za tym idzie i społeczeństwo. I dokąd te zmiany wędrują? Według Inglota w naprawdę nieciekawe miejsce.

Miłosć i seks

W zaawansowanej naukowo i technologicznie przyszłości świat będzie inny, ale ludzkie pragnienia, emocje i żądze – niezmienne.

Czy można się zakochać  w maszynie? Czy każdy jest zdolny do miłości? A może w doskonałym świecie przyszłości to skomplikowane uczucie nie będzie nam już do niczego potrzebne? Może zamiast emocji wystarczy sam kontakt fizyczny? Wszak nie ma nic przyjemniejszego niż seks, a ludzie wyzwoleni z religijnych i społecznych ograniczeń będą mogli wreszcie robić to, na co naprawdę mają ochotę.

Ano będą mogli – tylko czy im to wyjdzie na dobre?

Czytaj dalej

Reklamy

„Florence Grace”, czyli nawet Inko czasem marzy o księciu na białym koniu

… i chociaż w moim przypadku znacznie bardziej pasowałby mi jakiś miły giermek niż ten białorumakowy wymoczek, to mechanizm jest ten sam. Zapraszam na jedną z bardzo niewielu na inkostronie recenzji romansu ♥

43915204_347703329323001_3118483529558184539_n Czytaj dalej

10 kobiecych książek na 100 lecie praw wyborczych kobiet

Chodził mi po głowie ten wpis już dawno – myślałam, że dotrwam do 8 marca przyszłego roku… Ale okazało się, że mam znacznie lepszą okazję – wczoraj była setna rocznica uzyskania przez kobiety praw wyborczych. Pora więc podzielić się z Wami, moje babki, 10 (a tak naprawdę znacznie większą ilością, ale na razie ciiii…) typami książek najbardziej kobiecych ze wszystkich, które czytałam.

Do stworzenia swojej listy natchnęła mnie ta opracowywana przez Świetlicę Krytyki Politycznej w Trójmieście.

10 kobiecych książek

Czytaj dalej

„Wzgórze Psów” – daj się zadusić małemu miasteczku…

Żulczyk to ten rodzaj pisarza, który, gdyby usiadł na ławeczce w dowolnym miejscu na świecie, po godzinie miałby materiał na przynajmniej pięciuset stronicową powieść. I to wielowątkową. Każde zdanie jest jak żyleta, obserwacje trafne jak cios prosto w splot słoneczny. I równie nieprzyjemne.

Tak pisałam o autorze dzisiejszej powieści przy okazji recenzji kultowego już „Ślepnąc od Świateł”, które wstrząsnęło mną całkiem mocno i po którym do dziś się nie pozbierałam. I po lekturze „Wzgórza psów” mogę tylko się jeszcze raz pod tym akapitem podpisać – żyleta nadal ostra, nadal bolesna, nadal tnie.

41591073_2548084385203530_588923198129930744_n

Mroczny thriller, którego akcja dzieje się w niewielkim mieście, w zamkniętej hermetycznie społeczności. Prowincja Polski jako miejsce, gdzie schowana jest pewna metafizyczna prawda o polskim losie. Jaka w rzeczywistości jest pamięć o krzywdzie? Czy karę za zło można karać innym złem? Gdzie jest granica moralnej racji w wymierzaniu sprawiedliwości? Co kryje się pod powierzchnią?’

A pod powierzchnią kryją się naprawdę straszne rzeczy. Jeszcze straszniejsze niż w „Ślepnąc od świateł”, choć trudno to sobie wyobrazić.

Czytaj dalej

„Kamerydyner” – kiedy powieść oprze się o scenariusz

Świat, którego już nie ma. Zakazana miłość wciągnięta w wir wielkiej historii. Losy trzech narodów na przestrzeni pięciu dekad. Nieznana, drastyczna zbrodnia. „Kamerdyner” to powieść napisana z rozmachem, ale też pełna małych wzruszeń.
Marita – niemiecka panienka z dobrego domu. Mateusz – kaszubski chłopak, który po śmierci rodziców trafia na wychowanie do pruskiego dworu. Ich miłość musiała być burzliwa. I była. Tak samo jak wielka historia, na której tle się rozegrała. Narastały konflikty między narodami, wybuchła I wojna światowa i kształt Europy uległ zmianie. Polacy mogli wreszcie świętować własną niepodległość, ale po krótkim czasie mieli znów ją stracić.
Kim jestem? – to pytanie będzie dręczyć Mateusza Krolla przez całe życie. Polakiem, czy Niemcem? Synem koniuszego, czy jaśnie pana? Bratem pięknej Marity von Krauss, czy zakochanym w niej Kaszubem? Wraz z nadejściem września 1939 roku od odpowiedzi będzie zależało również jego życie.
Romans Mateusza i Marity to opowieść niepodobna do innych, złożona, pełna trudnych wyborów, ulotnych nadziei i cierpienia, ale przede wszystkim wierna faktom historycznym.

Faktycznie, to opowieść całkowicie niepodobna do innych…

41757337_1798892590148022_6024443862894553577_n

Czytaj dalej

„Virion 2: Obława”, czyli jak z chłopca zrobić mężczyznę

Właśnie oczy oderwałam od ostatniej linijki najnowszej części Viriona i natychmiast przeniosłam je na klawiaturę (a może raczej na ekran, bo przecież prawdziwi profesjonaliści piszą bezwzrokowo! :D). Dzisiaj coś dla inkoholików z obozu #teamziemiański. Z radością przedstawiam drugi tom, „Obławę”. Co znajdziecie w środku?

Gdzieś na krańcu imperium Virion znajduje osadę zamieszkałą przez wyrzutków, łotrów i uciekinierów takich samych, jak on.

W miejscu, gdzie nikt nikogo nie pyta o przeszłość mógłby znaleźć cichy kąt dla siebie i swojej niezwykłej żony. Chociaż na chwilę, zanim podejmie decyzję, gdzie ruszać dalej. Widmo wielkiej obławy zmusza go jednak do pośpiechu i uświadamia, że tak naprawdę…nie ma już gdzie uciekać. Poza granicami imperium ma do wyboru przeprawę przez szalejące morze, bezlitosną pustynię albo pogrążone w wojnie Królestwa, gdzie luańczyków witają naostrzonym palem. Może też usiąść na progu swojej chaty i modlić się, aby naganiacze z obławy go nie zauważyli. I byłoby to wyjście tak samo dobre, jak wszystkie inne, które Virion ma do wyboru, gdyby nie jeden mały szczegół. Za sprawą prefekt Taidy jego śladem rusza nie kolejny oddział zbrojnych, ale wyjątkowo zdolna czarownica. Ambitna, zawzięta i wyspecjalizowana w znajdowaniu ludzi. Oraz wredna na tyle, że za odpowiednią opłatą zadba o to, by znaleziony trafił w ręce zleceniodawcy żywy.

42477099_1884248061664474_7500110632327315456_n

Czytaj dalej

Azjatka, co śmiała zagrać ciekawą postać, czyli o rasizmie w popkulturze

Ostatnia część Harryego Pottera miała książkową premierę w 2007 roku, a kinową – w 2011. I jedna i druga data była dosyć dawno – ale to nie koniec historii z Hogwardzkiego świata, o nie. Wiemy o nim nadal wiele, nie tylko z powodu J.K. Rowling nieustannie karmiącej fanów na Twitterze newsami z Harry Potter World, ale i za sprawą kolejnych filmów, które chyba będą nam towarzyszyć jeszcze długo. Nim przejdziemy do ad remu – rzućcie okiem proszę na trailer najnowszego, coby być na czasie. Opowiada o Grindewaldzie, największym rywalu i kiedyś również przyjacielu Dumbledora.

Dla mnie bomba siostro – no naprawdę, przyjemny film się zapowiada, nawet fajniejszy niż pierwsza część FB. Jaki więc problem mają fanowie? Ano problem mają z Nagini.

claudia-kim-nagini-fantastic-beasts

Czytaj dalej

5 mistrzów drugiego planu, czyli łobuz kocha najbardziej

U Riennahery przeczytałam o pewnej nieszczęśliwej kobiecie, która nie znała zjawiska fangirlingu. Fangirlowania. Fangirlizmu. Jak zwał tak zwał, chodzi o to, że na rozmowę o popkulturalno-literacko-serialowych fascynacjach prychnęła z pogardą mówiąc, że ona ma chłopaka prawdziwego i nie musi się uciekać do takich wyimaginowanych wyjść. Dzikie emocje, jakie wywołał we mnie ten tekst dodatkowo podkręcił seans najnowszej części Gwiezdnych Wojenek (tak, tak, wyznaję Reylo, jakbym nie miała tego wypisanego na czole :D) – i w efekcie powstał tekst, który w mojej głowie kołatał się już dawno, tylko tak jakoś chyba czekał na odpowiedni moment. Dzisiaj do pierwszego rzędu Czytelników zapraszam bardziej Inkoholiczki niż Inkoholików, bo temat jest ważki i emocje duże wywołuje – dzisiaj, drogie Panie, przedstawię Wam piękną listę mistrzów drugiego planu – postaci, które zapadają w pamięć, choć pierwszych skrzypiec na ekranie nie grają, a przy tym otacza je ciekawa aura tajemniczości i niewyjaśnionowości. A ponieważ owa miłość ekranowa, to chyba jedyny rodzaj damsko-męskiej miłości, który dzieląc się – mnoży („oborzetucholski, ty też go uwielbiasz, będziemy najlepszymi przyjaciółkami!) – zapraszam Panie do serwowania swoich typów.

U mnie na pierwszy ogień leci nie kto inny jak… Czytaj dalej

Book soundtracks #2: gdyby science-fiction było muzyką

Patrzę na stronę główną Inko i nie mogę się nadziwić, jak ostatnio się na niej serialowo zrobiło – a przecież nie samymi oczami odbiera człowiek! Ma on kilka całkiem potrzebnych zmysłów i, co więcej, każdy z nich można kulturalnie dopieścić. Dzisiaj więc słuchawy na uszy, moi Drodzy, bo zabieram Was na wyprawę w kosmos. Muzyka elektroniczna ma to do siebie, że spuszcza wyobraźnię ze smyczy całkowicie. Polecicie z prędkością światła przez gwiazdy. Muśniecie Jowisza, posurfujecie po pierścieniach Saturna, pogłaszczecie gwiazdozbiór Lwa po grzywie, pomkniecie w dal… A kto wie? Może dotrzecie do krańca naszego wymiaru?…

surfing-astronaut-under-the-colorful-night-sky-digital-art-hd-wallpaper-1920x1080-2150

Czytaj dalej