Book soundtracks #1, czyli folk na folku i folkiem pogania

Zaczyna mnie nieco martwić, że temat przewodni bloga coraz mocniej się poszerza na wszystkie strony jak statystyczny obywatel po hucznie obchodzonych świętach. Zatacza coraz szersze kręgi, zaczyna się tu wokół Inkoholiczki robić coraz bardziej różnorodnie i przez to całkiem niezrównoważenie. Nasuwa się naturalnie pytanie „co teraz będzie”, ale nie znam na nie jeszcze odpowiedzi, w związku z tym popędzę w pełnym sprincie na północ zanim dotrze do nas wszystkich, że to bez sensu 😀

Dziś działo się będzie dzieciaczki co nie miara. Literki są ważne, ale nuty są ważne równie, a obszar inkoholiczych miłości muzycznych rozprzestrzenia się nie mniej szybko jak tych książkowych. Dlatego dzisik uraczę Was bookowymi soundtrackami (dzisik i nie tylko dzisik, albowiem serią się wpis ów stanie).  Sountracki książkowe – ale rozumiane dwojako. Z jednej strony piosenki w pewnym konkretnym nurcie, pomagające zanurzyć się w klimat danego literackiego świata po same uszy. Nie muszą być słuchane naraz z czytaniem, bo mało kto to lubi, ale po prostu potęgują wrażenie wciągania w świat stworzony przez autora. Ale z drugiej strony mogą też zapewnić coś zupełnie innego – tu kłaniam się piszącym. Ogromnie inspirujące do stworzenia własnych światów i budzące wenę nawet z najgłębszego snu.

14650636_10153960953689013_7692434513978088803_n Czytaj dalej

6 sportów dla nerdów, czyli rouge du pain, Książkoholiku!

Good old-fashioned geek girl. Takiego określenia na siebie używam często i po jego linii sonduję nowo poznanych ludzi – tych, którzy znają Józefa i tych, którzy bluesa zupełnie nie czują. Dzisik jednak pozwolę sobie zająć się zupełnie inną niż zwykle stroną książkopochłaniactwa, inkoholizmu, geekowania i nerdostwa. Meekhan, Skyrim, Ziemiomorze, Śródziemie, Wiedźminland, Westeros, każdy ze światów wciąga… Ale często sprawia, że zapomina się o tym tutaj, prawdziwym, ziemskim. A oczki, kręgosłupy i parę innych płacze przygrywając rzewnie na organach. Dzisiaj będzie o sportach. O tym, że nawet, a może zwłaszcza geek powinien co jakiś czas wypełznąć spomiędzy stron i ekranów i pozwolić swojemu ciału nieco zwyczajnie fizycznie dać odpocząć od codziennych jazd, które serwuje mu znerdowiały do reszty umysł. Czyli dzisiaj rouge du pain, Książkoholiku! 😉

assassins-creed-movie-poster-michael-fassbender

Żadna tam ze mnie Chodakowska ani Lewandowska, żebym teraz wyskoczyła Wam z kompletnym treningiem rozpisanym na 1000 lat wprzód dla Was, Waszych dzieci i jeszcze wnuków. Podrzucę Wam jeno 6 powiązanych z nerdowsko-fantastycznym światem aktywności, które powinny być ciekawym urozmaiceniem dnia, a  przy okazji kultywowaniem hobby na wszystkich frontach.

Czytaj dalej

Łabędzi szał ciał, czyli dlaczego Inkoholiczka kocha balet

Wiem, że rozrzut tematyczny mam jak ruska Katiusza. Ale co ja poradzę, że filozofię umysłowego płodozmianu wyznaję i naprawdę różnorodność kocham. Więc spośród Meekhańskiego stepu z objęć Wegnera się wymykam w noc ciemną i lecę na balety. Dosłownie.

the-st-petersburg-ballet-swan-lake-swans-duo_lr-660x330

Pokutuje w łebkach ludności wszelakiej pewno konkretne, dość z resztą niepochlebne zdanie na temat baletu. Robi się z niego cierpką kawę dla prawdziwych koneserów, stawia na równi z najpiskliwszymi operami i ogólnie odgania się go od uwagi jak natrętną muchę słowami „to nie dla mnie”. Ewentualnie posądza się jeszcze baletmiostrzów o orientację homoseksualną, bo jak wszyscy dobrze wiedzą, opięte gacie są niepodważalnym jej dowodem. Bullshit na bullshicie i bullshitem pogania. Ja właśnie dzisik panie wieczorem te wszystkie pokutujące przekonanioduszyczki zamierzam wyzwolić i pozwolić im latać wokół żyrandola ile im się żywnie będzie podobało. Bo ja, moi Drodzy, balet uwielbiam. (Uwaga! Tekst jest pisany grubo po 22 i to na powystępowym haju).

Czytaj dalej