“Bagno szaleńców”, czyli kobieta zatargała mnie za kudły w głąb Zony

Z postapo jakoś nigdy nie było mi po drodze. Naprawdę – hermetyczne odmęta sci-fi oraz
magioimieczowe klasyczne fantasy zaspokajało moje potrzeby w zupełności – na co mi te stalkery, Czarnobyle, eeee! Idź mię pan w zonę. Poza tym, jak mówiłam około tysiąca razy, jestem absoltnie anty-wyznawcą wszelkiej maści horrorów kierując się logiczną zasadą, której nauczył mnie był mój kolega ze szkolnej ławy: “po co ja mam fim oglądać, jak już plakatu się boje?”. W efekcie dostojnym krokiem sędziwego mutanta mijałam wszelkie postapowe klimaty szerokim łukiem i tylko od czasu do czasu na
jakimś konwencie zachwyciłam się, focąc, oporządzeniem tego i owego. Do czasu aż pewna stalkerka w masce gazowej typu buldog (tak, do Ciebie mówię, Słowacja) nie zaczęła mi jojczeć nad uchem: Eeeeej, weź zrecenzuj najnowszą zonę, proszęproszęproszę. A ja serce mam, jak wiecie, gołębie, poza tym trochę się bałam odmówić lufie Zbawiciela przystawionej do czoła, i tak oto “Bagno szaleńców” zagościło na mym warsztacie.

30085917_1928581553821047_2433232636861218816_n Czytaj dalej

Reklamy

Polcon, czyli konwentowe Tchnienie Wschodu

Wstyd się przyznać, ale o Polconie w Lublinie dowiedziałam  się z ust miłej pani Fabrykosłownej na Warszawskich Targach Książki. I natychmiast popadłam byłam w otchłań mięciutką samozachwytu, że oto Kozi Gród w swych progach gości tak znamienitych gości. A dzisik zapraszam Was na zdjęcia z owego wydarzenia, które oddają moje mocno detaliczne podejście do fotoreportażu. 😀

dsc_2617_zpseqqnk73t

Czytaj dalej

„I wrzucą was w ogień”, czyli WON mi stąd z tą zoną!

Zzzzzimno… <szczęka zębami> zzzzimno, panie, na tym świecie się zrobiło. Pamiętacie „Dopóki nie zgasną gwiazdy”, lodowe, mrożące mięsko do samej kości postapo Patykiewicza? Dzisiaj przed Wami druga część tego chrupiącego kostkami lodu i rozwichrzonego śnieżycą cyklu.

city_small

Powiem szczerze tak gwoli wstępu, że się nie spodziewałam zupełnie kontynuacji tego cyklu. Naprawdę. Pierwsza część miała kompozycję tak doskonale półotwartą, że wręcz przez myśl mi nawet nie przeszło, że Autor może zechcieć ją znów na siłę otwierać i rozwijać. Nawet w drugą stronę – miałam do niego ogromny szacunek, że umiał wszystkie składniki powieści odpowiednio wyważyć, zakończył niby zamknięcie a jednak otwarcie, dał rozwiązanie, ale pozostawił lekki niedosyt… To było doskonałe miejsce na zakończenie. Czytaj dalej