Vietato fumare, czyli felietonowo-andrusowe muesli

Wśród wszelkich gatunków literackich podlegających pod oberszefa imieniem „PROZA”, ukochałam sobie jakoś szczególnie jeden – felietony. We wszelkiej prasie, jaka mi w łapki wpadnie, natychmiast odszukuję odpowiednie rubryki, a i internetowych ich wydań na rozmaitych portalach też jestem wielką fanką. Odpowiada mi ta niezobowiązująca forma, luźny język, subiektywny oceanik pełen łódeczek własnych zdań, styl przypominający mowę. Może mam po prostu wrażenie, że słucham autora, że z nim rozmawiam? Że słyszę od niego jego prawdziwe zdanie, nie spętane żadnymi łańcuchami odgórnie narzuconych reguł?

Czytaj dalej