Biblia Audio, czyli niesamowity prezent dla Jezusa na urodziny

Niedawno usłyszałam o pewnym ciekawym zwyczaju, który pojawił się w Ameryce – otóż ludzi zaczęli wbijać w śnieg przed swoimi domami tabliczki z napisem „Christmas is about Christ”. W ten szczególny Bożonarodzeniowy dzień chciałabym napisać dla Was coś równie szczególnego 🙂 Opowiem Wam małą historię o wielkim przedsięwzięciu, w którym miałam okazję odegrać swoją maleńką, inkoholiczą rólkę.

Czy mówi Wam coś to logo?

web-biblia-audio-logo

Jeśli tak, przybijcie piątkę, znacie Józefa :3 Jeśli nie – zaraz poznacie.

Czytaj dalej

Reklamy

9 rzeczy, które spotkają Cię w Drodze do Santiago de Compostela

Dość rzadko na moim blogu pojawia się prywata – i bardzo to sobie cenię i to się raczej nie zmieni. I dzisiaj prywaty też nie będzie, ale bardzo chciałabym podzielić się z Wami pewnym Travel-Inkowym podbojem, największym w moim życiu. Choć może słowo „podbój” jest tu zupełnie nie na miejscu, bo w tej akurat podróży nie tyle chodziło o cel, co o samą Drogę.

Poszłam do Santiago. Z buta. Plan był 120 kilometrów, wyszło gdzieś około 100, ale jak dla mnie nadal dużo. A duszą pielgrzymkową nie jestem, zaznaczam to na wstępie.

To, co tam się stało nie da się zawrzeć w jednym wpisie, nie da się nawet w stu wpisach zawrzeć, zapewniam Was. Ale mogę Wam wskazać 9 rzeczy, które przytrafią Wam się w Drodze do Santiago. Na pewno.

20170919_190228
Czytaj dalej

Sza, cicho sza, czas na „CISZĘ”…

Napotkałam byłam na Polconie zjawisko, które bardzo mnie zasmuciło. To znaczy może nie bezpośrednio na Polconie, ale tam spadła kropla, która, cytując klasyka, przegięła pałę goryczy. (W dzisiejszej recenzji będzie bardzo dużo przemyśleń wielorakich, prywaty oraz wątków osobistych, ponieważ this shit’s got real). Czekałam sobie przed galą wręczenia Zajdli niespokojnie, kręciłam się i wierciłam na wszystkie strony w krzesełku świadoma, że oto na moich oczach się będzie odbywała historia. Po mojej lewej i prawej stronie natomiast rozciągał się szpaler ludzi zapatrzonych w ciemnościach w swoje telefony.  I zrozumiałam wtedy ciekawą rzecz – to wcale nie tak, że oni się tu nudzą. Przecież każdy z nich czekał w gigantycznej kolejce żeby wejść na salę, zająć sobie jak najlepsze miejsca, przyszedł specjalnie wcześniej. Po prostu to, co dzieje się na żywo to za mało. O wiele za mało. Na pasmach nigdy nie zapada Cisza.

20170818_195458

Czytaj dalej

TOP 7 kandydatów na męża, czyli popkulturalni misterzy

Każda fangirl ma w swoim życiu taki okres (jeden, dwa, ewentualnie sześćset), w którym kocha się na zabój w jakimś fikcyjnym charakterze. Ale to, że ktoś jest wymyślony, nie znaczy, że nie istnieje, prawda? 😀 Więc kochać można bez przeszkód.

marry

Temat jest ważki i wiecznie aktualny, poruszenia godzien! Drogie Inkoholiczki-Książkoholiczki i Fangirle wszelkiej maści – dziś coś dla Was. Jak uczyła mistrzyni Danuta Norek – kobieta już tak ma, że wychodzi za mężczyznę, przy którym czuje się bezpiecznie, a zdradza z tym, przy którym czuje się niebezpiecznie. Dzisiaj będzie o tych pierwszych – idealnych popkulturalnych kandydatów na małżonków. Marzenie każdej spragnionej ciepła domowego ogniska fangirl.

Kolejność losowa, nie ma faworytów – wybór należy do Was, drogie Panny!

Kto na pierwszy ogień? Nie kto inny, jak… Czytaj dalej

„Szepty kamieni”, czyli jak znienawidziłam turystów w Islandii

Szczerze mówiąc Islandia mnie nigdy nie ciągnęła. Znacznie bardziej od lodowca na środku oceanu i czarnej plaży wolę fińską leśną głuszę. Jest jednak coś niezaprzeczalnie intrygującego w tym skrawku ziemi, który wygląda, jakby był z jakiejś innej zupełnie planety, ba, nawet galaktyki. Zainteresowanie podróżami tam wciąż i coraz szybciej rośnie, a jak pisał narodowy wieszcz, balon rośnie, że aż strach, przebrał miarę no i… :

20246195_1425920160830602_1982400782254146261_n

No i trach. I po literaturę nie z tej ziemi sięgnęłam i ja. Przed Wami „Szepty Kamieni” pióra Bereniki Lenard i Piotrka Mikołajczaka z bloga Ice Story.

Czytaj dalej

Piraciskaraibów i Salazar co się mścił, czyli kocham moją mikrofalówkę

Bardzo to miłe uczucie dla takiej starej baby jak Inko pójść sobie do kina na nowych piratów z Karaibów. Naprawdę bardzo, zważywszy na to, że premiery pierwszych części były przecież tak, tak niedawno… <ociera spod oka łzę wzruszenia a nad losem zadumania> Zebrała się więc Inko do kupy, wzięła ją pod pachę przyjacielska brać i zaniosła na salę projekcyjną i hajda w dół, jadymy.

tumblr_oky4m1cnoo1s2kuhmo3_500

Mówią, że Dead Man Tells No Tale, a okazuje się, że taki Dead Man ma jednak bardzo wiele do powiedzenia. Szczególnie, że osią tej historii jest znów, a jakże, nie kto inny jak Najgorszy Pirat O Jakim Słyszeliśmy Jack Sparrow vel Jacuś Wróbelek. (Wybaczcie mi głupie żarty, jestem w przededniu pierwszego egzaminu, a do końca jeszcze daleko, więc muszę jakoś odreagować! :D)

tumblr_inline_o0dt6qp4wg1srob4n_500

Czytaj dalej

Łabędzi szał ciał, czyli dlaczego Inkoholiczka kocha balet

Wiem, że rozrzut tematyczny mam jak ruska Katiusza. Ale co ja poradzę, że filozofię umysłowego płodozmianu wyznaję i naprawdę różnorodność kocham. Więc spośród Meekhańskiego stepu z objęć Wegnera się wymykam w noc ciemną i lecę na balety. Dosłownie.

the-st-petersburg-ballet-swan-lake-swans-duo_lr-660x330

Pokutuje w łebkach ludności wszelakiej pewno konkretne, dość z resztą niepochlebne zdanie na temat baletu. Robi się z niego cierpką kawę dla prawdziwych koneserów, stawia na równi z najpiskliwszymi operami i ogólnie odgania się go od uwagi jak natrętną muchę słowami „to nie dla mnie”. Ewentualnie posądza się jeszcze baletmiostrzów o orientację homoseksualną, bo jak wszyscy dobrze wiedzą, opięte gacie są niepodważalnym jej dowodem. Bullshit na bullshicie i bullshitem pogania. Ja właśnie dzisik panie wieczorem te wszystkie pokutujące przekonanioduszyczki zamierzam wyzwolić i pozwolić im latać wokół żyrandola ile im się żywnie będzie podobało. Bo ja, moi Drodzy, balet uwielbiam. (Uwaga! Tekst jest pisany grubo po 22 i to na powystępowym haju).

Czytaj dalej

Wiosna wkoło, „a lasy wiecznie śpiewają”, czyli Inkoholik – ludowiec

Jestem panie ludomanem. Nie mylić proszę z Ludo Bagmanem. Jestem ludomanem odkąd w klasie maturalnej albo jakiejś  z innej czytałam na wiosnę utwory młodopolskie. „Chłopi” odcisnęli się na moim inkomuzgu, który wtedy inkomuzgiem jeszcze nie był, słodkim małorolnym piętnem w walonki obutym. Piętno owo skutkuje tym, że na wiosnę zachowuje się jak Pan Sułek – ludowiec, który nie przyjmuje do wiadomości, że życie na wsi to głównie ciężka praca i skupia się wyłącznie na tańczeniu boso obertasa, spacerach po łonie natury, rozmawiania z krowami i krzyczeniu: Hejjjjj! Czytaj dalej

10 życiowych zasad dona Corleone, czyli czego uczy Ojciec Chrzestny

Dzisik, moi Drodzy Inkoholicy, zapoznam was z ekstraktem z pewnej klasycznej dość pozycji, przepuszczonej przez gęste sito mej subiektywności. Będzie o tym dlaczego Lord Voldemort jest samolubem, o Marii Teresie II, która jak już zaczęła rodzić to nie mogła przestać, o Claire równie bezlitosnej co Francis, nerwowym żłopaniu wody i, co najważniejsze, o Ojcu Chrzestnym! Przed Wami 10 życiowych mądrości, jakie zaserwowała mi ta lektura.

the_godfather

Czytaj dalej