„Król rozrywki”, czyli rzucam bloga, zapisuję się do cyrku

Jean Valjean z „Nędzników”   Hugh Jackman  Pewien niepoprawny marzyciel od dzieciaka marzy i stworzeniu własnego SHOW. Patrzy ten młodzian na witrynę sklepową i wyobraża sobie siebie we fraku, cylindrze, przed tysięczną publicznością, gdzie wodzirejuje spektaklowi jakiego świat nie widział. Niestety – jak zwykle – szanse są nikłe, bo żyje praktycznie na ulicy i nawet galopujące wizjonerstwo nie pomoże. Heeeehhhh… <wzdycha z uśmiechem kiwając się w tył i w przód> Wszystkie filmy typu „ziszczenie amerykańskiego snu” są właściwie takie same. Ale czy to oznacza, że się je mniej kocha? 😉

104918098-the-greatest-showman-df-25877_r_rgb-1910x1000 Czytaj dalej

Reklamy

FANTOM, czyli jeszcze fantastyczna prasa nie zginęła

… kiedy my żyjemy! Czołem, Inkoholicy, w ten teoretycznie zimowy poranek. Mam nadzieję, że Święta minęły Wam spokojnie, leniwie i rodzinnie i że w głowach obmyślacie już dzikie kreacje na nadchodzącego Sylwestra. Ale. Zanim futra wdziejemy, zostańmy na chwilę w tej właśnie uroczo leniwej atmosferze, którą daje nam co roku Boże Narodzenie. Bo dzisiaj będzie o prasie.

912

Jestem takim człowiekiem dziwnym, który rolę książki i gazety zupełnie odwrócił. Książki – po troszę z racji bloga, po troszę z nieumiarkowania w czytaniu – wciągam nieraz w biegu, wydzierając czas kotom i studiom, wchłaniając je tak intensywnie, że zapominam zupełnie dokąd i gdzie idę/gdzie obecnie się znajduję. Prasę natomiast bardzo celebruję. To śmieszne, wiem. Ale z gazetą się siada przy kawie, gazetę się najpierw wącha, potem przegląda raz, potem przegląda drugi, potem czyta to, co przykuje wzrok, potem początkowe zestawienia a dopiero na samym końcu od deski do deski. To podejście sprawia, że czasem jedną gazetę czytam całymi miesiącami i liczbę tytułów, które kupuję regularnie też musiałam ograniczyć do minimum – bo inaczej skończyłabym po tygodniu utopiona pod stosem kolorowej prasy. Bo prasa to nie jest analogowy internet, to jest coś o wiele wiele więcej.

Ale do rzeczy! Czytaj dalej

„Artemis”, czyli Mary-Sue baluje na Księżycu

Widzicie to nazwisko na okładce i przed oczami staje Wam prawdopodobnie nie kto inny jak osamotniony Matt Damon sadzący ziemniaki na marsjańskim pustkowiu. Przyznam szczerze, że książki „Marsjanin” nie czytałam, jakoś ten szał dopadł mnie dopiero przy ekranizacji. Całkiem mi się podobała ta historyjka, całkiem przyjemna poza paroma bublami, które nawet ktoś z takim debetem wykształcenia fizycznego dojrzał. Jak rzecz ma się z przepięknookładkową „Artemis”? Otóż uczucia mam ogromnie ambiwalentne.

25348760_1549752321780718_289834985034979046_n

Czytaj dalej

„Topory i sejmitary”, czyli do Holmgardu i jeszcze dalej!

Coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta, GAAAH! Coraz bliżej PREMIERA najnowszego sezonu Vikingów. Powoli zaczynam polerować tarczę, ostrzyć topory, lśniąca kolczuga zreperowana po zeszłorocznych bitwach o Paryż, niedługo barwy bojowe na twarz nałożę i ruszamy w szarżę. Żeby w klimat się (i Was) wprowadzić zaś, wysmażyłam dzisik na półtwardo recenzję pewnego cyklu, z którym mieliśmy przyjemność już wcześniej. Pamiętacie, Inkoholicy, pana Radka Lewandowskiego i jego cykl Wikingowy? Recenzje pierwszej i drugiej części oznaczam, gdybyście chcieli sobie odświeżyć – a dzisiaj zapraszam Was na trójkę. Sprośne przyśpiewki będą równie głośne jak wrzaski konających, Oddi rozrośnie się w barach i ruszy na ratunek matce i siostrze, a krew poleje się równie obficie, co piwo.

wikingowie_topory_i_sejmitary-1140x489 Czytaj dalej

„Różaniec”, czyli Zajdel byłby z Kosika dumny

Mam dla Was protip prosto z ostatniej chwili. Jeśli macie w głowie jakiś wspaniały, nowatorski, zupełnie niepowtarzalny pomysł na powieść SF, która z samej racji swojej kreatywności wyniosłaby Was na szczyty najlepszych pisarzy… Piszcie, spiszcie i wydajcie to czym prędzej. Jak najszybciej. Kosik już-już za chwilę też to wymyśli i Was wyprzedzi. Mówię Wam. Wyprzedzi na ostatniej prostej. Śpieszcie się pisać SF, Kosik tak szybko wyprzedza! 😉

Czytaj dalej

„Księga nocnych kobiet”, czyli literacki czarny diament

Dzisiaj taryfy ulgowej nie będzie. Dzisiaj zobaczycie, że „Droga do domu” to kaszka z ciepłym mleczkiem podana o poranku prościutko do łóżka.

Lilit rodzi się jako niewolnica, ale nikt nie potrafi jej zniewolić. W jej żyłach płynie „krew Kromanti, co nigdy nie zna stanu niewolnego, zmieszana z białą krwią, co zawsze zna wolność, i gna w żyłach Lilit jak pożar lasu”. Inne niewolnice dostrzegają w dziewczynie obecność ciemnych, pradawnych mocy. Patrzą w zielone oczy tej „rogatej duszy” z podziwem i przerażeniem. Widzą w Lilit sprzymierzeńca w swojej sprawie – w zaciszu pobliskiej jaskini planują bowiem rewoltę przeciwko znienawidzonemu massa, nadzorcom i batowym. Z czasem jednak niepokorna czarna dziewczyna zaczyna stanowić zagrożenie dla pozostałych negra. Jej lojalność wobec białego massa może zaprzepaścić długie przygotowania…

22228126_1488368074585810_3322957641686909032_n Czytaj dalej

„Córki Wawelu”, czyli o kobiecych szyjach, co głowami rodów kręciły

Jak dobrze wiecie, Inko uwielbia wprost historyczne w każdym wydaniu. Od wczesnych Wikingów po późnych ONRowców, z odrobiną fantasy albo też zupełnie bez, lżej lub zupełnie ciężko – ja jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję. A że ostatnimi czasy nader wysoko cenię sobie pióro żeńskie, to wielką wprost radością zareagowałam na nowinę o powrocie Pani Brzezińskiej, tym razem w wydaniu zupełnie na poważnie – bo „Córki Wawelu to książka, jakiej jeszcze nie było.

Regina jest prostą chłopką, dla której Kraków to obietnica lepszego bytu i zarobku. Dziewczyna zostaje przyjęta na służbę do mistrza Bartłomieja, uznanego słodownika, który, jak szybko się okazuje, oczekuje od niej oddania i posłuszeństwa nie tylko w kuchni… Wkrótce na świat przychodzi „potworek” – Regina nie umie myśleć inaczej o swojej córce karlicy. A jednak to właśnie Dosia trafia na królewski dwór. To jej oczami – postaci prawdziwej, która rzeczywiście przechadzała się po królewskich krużgankach, opiekunki, świadka wydarzeń, uczt, ślubów, spisków i gwałtów – podglądamy codzienne życie jagiellońskich królewien: Jadwigi, Izabeli, Zofii, Anny i Katarzyny. Anna Brzezińska, ceniona pisarka i mediewistka, powraca z nową zaskakującą książką. Na przeszło ośmiuset stronach opisuje życie kobiet za czasów ostatnich Jagiellonów. Jej bohaterkami są nie tyko uprzywilejowane – jak mogłoby się zdawać – córki króla Zygmunta I Starego z małżeństw z Barbarą Zápolyą i Boną Sforzą, ale także bękarcice, mieszczki, kobiety z plebsu przyjmowane do pracy jako sługi, a traktowane jak niewolnice.

f07f9e4f0270acdefc34ff34e2c03e63

Czytaj dalej