Ludzie Inkoreportażu #1: konwenty

Nie będzie dziś czytania. Przykro mi. Koniec z tekstem! To znaczy poza tym wprowadzającym, który czytacie właśnie teraz. 😀

Mam opóźniony zapłon i dopiero teraz dowiedziałam się o tradycji tak zwanych Instaweeków na blogach – chodzi po prostu o to, by raz w tygodniu podzielić się w  zbiorczym wpisie tym, co na instagramach ostatnimi czasy się wyprawiało. Jednakowoż! Nie podoba mi się to do końca, jakoś pozostaję nieprzekonana. Insta ma to do siebie, że jest bardziej codzienny, mniej dopracowany i taki „na bieżąco” – tym samym skupia wokół siebie zupełnie inną (również charakterologicznie) grupę ludzi i nie ma chyba sensu tego mieszać. Jednak przyszło mi do głowy coś innego – jeśli wliczacie się naraz do obu grup fanów (i blogowych i insta’owych) wiecie pewnie, że zaczęłam publikować więcej shotów reportażowych. Dlaczego? Po prostu ten typ fotografii najbardziej kocham. Kiedyś nie cierpiałam fotografować ludzi. Byli humorzaści, ruchliwi, ciężcy do uchwycenia i w ogóle najczęściej nudno wychodzili, bo mało kto umie naturalnie pozować. A potem mnie zawód wrzucił w reportażówkę. I odkryłam, że jak nie pozują, to właśnie są najpiękniejsi – i właśnie tym chciałabym się z Wami podzielić.

Dlatego dziś będzie galeria portretowa. Cykl Ludzie Inkoreportażu będzie tematyczny i nieregularny – na tyle rzadko, żeby się nie znudził i był dobrej jakości, na tyle często, żebyście nie zapomnieli 😉  Dzisiaj popatrzcie na ludzi konwentów – w tym na najlepiej ubranych ze wszystkich dziwaków świata, czyli cosplayerów. Chodźcie w ten dziwny świat, gdzie im bardziej nienormalny ktoś, tym normalniejszy! 🙂

 

_DSC2010 Czytaj dalej

Reklamy

Laibach w CSK – zatrzęsła się ziemia

Sala Operowa CSK w pełnym napięcia oczekiwaniu aż szumi od szmeru rozmów półgłosem. Za chwilę dojdzie tu nie do spotkania na rozdrożach, a wręcz do kraksy, groźnej kolizji o niewiadomych konsekwencjach. Na jednej scenie spotka się równie legendarny, co kontrowersyjny Laibach i melodyjny, harmonijny Andrzej Panufnik ze swoją Sinfonia Sacra. Światowa prapremiera owocu tego muzycznego zderzenia – utworu Polonia zacznie się tuż za chwilę.

laibach.jpg

Czytaj dalej

„अन्नपूर्णा Annapurna”, czyli wyprawa oczami himalaisty

Nigdy nie byłam szczególnie zainteresowana tematyką alpinizmu czy himalaizmu – ot, po prostu wiedziałam, że coś takiego istnieje. Po górach lubię chodzić, ale równie mocno po lesie, nad morzem, czy gdziekolwiek indziej, gdzie jest natura. Tym bardziej byłam sama zaskoczona swoją reakcją na sprawę Tomka Mackiewicza – autentycznie, jak nigdy do tej pory żadne tego typu relacje niewiele mnie obchodziły, tak wtedy czułam się bardzo dotknięta, zaangażowana, jakby chodziło o kogoś kogo znam. Sprawa skończyła się jak się skończyła, a ja daleka jestem od wypowiadania się na jej temat – bo po prostu zupełnie się na tym temacie nie znam. Ale zainteresował mnie, nie powiem. Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat i właśnie wtedy wpadła mi w ręce „Annapurna”.

28157643_1794278094211907_9148783251085590528_n

Czytaj dalej

FANTOM, czyli jeszcze fantastyczna prasa nie zginęła

… kiedy my żyjemy! Czołem, Inkoholicy, w ten teoretycznie zimowy poranek. Mam nadzieję, że Święta minęły Wam spokojnie, leniwie i rodzinnie i że w głowach obmyślacie już dzikie kreacje na nadchodzącego Sylwestra. Ale. Zanim futra wdziejemy, zostańmy na chwilę w tej właśnie uroczo leniwej atmosferze, którą daje nam co roku Boże Narodzenie. Bo dzisiaj będzie o prasie.

912

Jestem takim człowiekiem dziwnym, który rolę książki i gazety zupełnie odwrócił. Książki – po troszę z racji bloga, po troszę z nieumiarkowania w czytaniu – wciągam nieraz w biegu, wydzierając czas kotom i studiom, wchłaniając je tak intensywnie, że zapominam zupełnie dokąd i gdzie idę/gdzie obecnie się znajduję. Prasę natomiast bardzo celebruję. To śmieszne, wiem. Ale z gazetą się siada przy kawie, gazetę się najpierw wącha, potem przegląda raz, potem przegląda drugi, potem czyta to, co przykuje wzrok, potem początkowe zestawienia a dopiero na samym końcu od deski do deski. To podejście sprawia, że czasem jedną gazetę czytam całymi miesiącami i liczbę tytułów, które kupuję regularnie też musiałam ograniczyć do minimum – bo inaczej skończyłabym po tygodniu utopiona pod stosem kolorowej prasy. Bo prasa to nie jest analogowy internet, to jest coś o wiele wiele więcej.

Ale do rzeczy! Czytaj dalej

9 rzeczy, które spotkają Cię w Drodze do Santiago de Compostela

Dość rzadko na moim blogu pojawia się prywata – i bardzo to sobie cenię i to się raczej nie zmieni. I dzisiaj prywaty też nie będzie, ale bardzo chciałabym podzielić się z Wami pewnym Travel-Inkowym podbojem, największym w moim życiu. Choć może słowo „podbój” jest tu zupełnie nie na miejscu, bo w tej akurat podróży nie tyle chodziło o cel, co o samą Drogę.

Poszłam do Santiago. Z buta. Plan był 120 kilometrów, wyszło gdzieś około 100, ale jak dla mnie nadal dużo. A duszą pielgrzymkową nie jestem, zaznaczam to na wstępie.

To, co tam się stało nie da się zawrzeć w jednym wpisie, nie da się nawet w stu wpisach zawrzeć, zapewniam Was. Ale mogę Wam wskazać 9 rzeczy, które przytrafią Wam się w Drodze do Santiago. Na pewno.

20170919_190228
Czytaj dalej

Polcon, czyli konwentowe Tchnienie Wschodu

Wstyd się przyznać, ale o Polconie w Lublinie dowiedziałam  się z ust miłej pani Fabrykosłownej na Warszawskich Targach Książki. I natychmiast popadłam byłam w otchłań mięciutką samozachwytu, że oto Kozi Gród w swych progach gości tak znamienitych gości. A dzisik zapraszam Was na zdjęcia z owego wydarzenia, które oddają moje mocno detaliczne podejście do fotoreportażu. 😀

dsc_2617_zpseqqnk73t

Czytaj dalej

„Szepty kamieni”, czyli jak znienawidziłam turystów w Islandii

Szczerze mówiąc Islandia mnie nigdy nie ciągnęła. Znacznie bardziej od lodowca na środku oceanu i czarnej plaży wolę fińską leśną głuszę. Jest jednak coś niezaprzeczalnie intrygującego w tym skrawku ziemi, który wygląda, jakby był z jakiejś innej zupełnie planety, ba, nawet galaktyki. Zainteresowanie podróżami tam wciąż i coraz szybciej rośnie, a jak pisał narodowy wieszcz, balon rośnie, że aż strach, przebrał miarę no i… :

20246195_1425920160830602_1982400782254146261_n

No i trach. I po literaturę nie z tej ziemi sięgnęłam i ja. Przed Wami „Szepty Kamieni” pióra Bereniki Lenard i Piotrka Mikołajczaka z bloga Ice Story.

Czytaj dalej

„Żona terrorysty”, czyli o dżihadzie od środka

Dziś, Inkoholicy, będzie na poważnie. Bo temat jest poważny i nawet taki chroniczny jajcarz jak Inkoholik nie potrafi sobie z pewnych rzeczy robić jaj, bo tak jej się robi smutno i niezręcznie. Nie sposób nie przypomnieć sobie w tym momencie o recenzji „Między Światami”… Dlatego na sam początek tekstu, zanim jeszcze o książce, przemyśleniach i o wszystkim, chciałabym zaznaczyć, że wszystko, co napiszę, dotyczy EKSTREMISTÓW. A nie każdego muzłumanina. To jest ważne.

niqab

A teraz do rzeczy. Widzicie tą panią na obrazku poniżej? Ciężko wyobrazić sobie kogoś o typie urody mniej przypominającym panią na obrazku powyżej. Jednak Anna Sundberg, bo właśnie o niej jest książka „Żona terrorysty”, w pewnym momencie swojego życia podjęła drogę konwertynki, porzuciła rodzinną Szwecję i wraz ze swoim mężem i później również dziećmi przez szesnaście lat tkwiła w samiutkim środku rozwijającego się dżihadu, który obecnie jest problemem bardzo aktualnym. Czytaj dalej

Pen Show Poland 2017 – another day in paradise

Ten Pen Show był dla mnie szczególny, bo trwał znacznie dłużej niż te dwa długie, katowickie dni. Pen Show zaczął się dla mnie pół roku wcześniej, kiedy to bose, inkoholicze dziecię dołączyło do sympatycznej grupki dyplomowanych organizatorów, wśród których ukokosiło się na posadzie Executive Social Media Managera – czyli po prostu zajęło się promocją. I tak po wielu zwrotach akcji, nagłych telefonach i mediobomb rozbrojeniach dotarłam żem była popod Kosmos kino w Katowicach.  I jak się nie zaczęło!

W tym roku Pen Show Poland odwiedziło około 400 osób. To naprawdę dużo! Bardzo się cieszę, że mogłam być częścią tego przedsięwzięcia – Kasia, Daga, Dex, And – odwalacie naprawdę niesamowitą robotę. Jestem dla Was pełna szacunku i podziwu!

No, nie ma co przedłużać, wiem po co tuście zajrzeli – do ad remu, nacieszta oczy!

Wszystko zaczęło się niewinnie – od planów…

dsc_2110_zpsqmqcdfrn

… i pustych sal, po których hulał And, tfu!, to znaczy wiatr i krzątali się wystawcy…

dsc_2112_zpsuqc3gcip

Lecz wraz z wybiciem godziny 11 wszystko się zmieniło:

dsc_2178_zpsiiaouvx4dsc_2180_zpsperjjewu Czytaj dalej