Book soundtracks #5: muzyka rodem z głowy pisarza FANTASY

Book Soundtrack to seria, w której mieszam litery z nutami – poprzednie wpisy były składankami w rytmach sci-fi, folkowych i acapellowych. Tym razem mam dla Was coś specjalnego. W noworocznym wpisie obiecałam sama sobie i Wam, że w tym roku przygotuję na glanc inkoksiążkę. Nie mówiłam co prawda nic o jej wydawaniu, natomiast dla tak roztrzepanego człowieka jak ja samo jej napisanie będzie już sukcesem 😀 I oto parę dni temu pokonałam jeden z milowych kamieni zalegających na krętej drodze prokrastynacji – mój maszynopis ma prawie 50 stron ♥ Heaven yeah! Trzymajcie za mnie kciuki, a ja dla Was mam prezencik. Dzisiejszy booksountrackowy odcinek poświęcę na inspirujące składanki w sam raz do klekotania w klawiaturę. Może i Was zainspirują 😉

Czytaj dalej

Reklamy

50 twarzy POSTAPO – rozmowa z Dominiką Tarczoń

Pod tym wabiącym tytułem, w który właśnie kliknąłeś, kryje się rozmowa z nikim innym, jak tą oto tajemniczą panią w różowej bluzeczce z fotografii poniżej. Jeśli jej jeszcze nie znasz, nie wiesz, że ten uśmiech zwiastuje rychłą, obfitującą w katastrofy apokalipsę, na którą wyśle Cię z plecakiem pełnym szpeju i śpiewem na ustach. Przed Wami… <proszę o werble i wybuchy nuklearne> Dominika Tarczoń! (pseudonim okupacyjny: Nerd Kobieta)

40064503_2219542341408179_6657706767775956992_n

Tym razem w repertuarze owego śpiewu, z którym to na ustach w podróż wyruszycie, króluje „Pieśń o Warszawie” – najnowsza powieść Dominiki, której miałam przyjemność patronować. Jeśli jeszcze nie czytaliście mojej recenzji, znajdziecie ją tutaj, możecie też kopsnąć się już do księgarni, bo dumna premiera miała miejsce w zeszłym tygodniu i Oskar wylazł z kanałów na półki sklepowe, rozsiadł się i siedzi. Ale na razie zajmijmy się jego stworzycielką – przed Wami strzelanina shot-shot, pytanie-odpowiedź, a więc dość niezwykła dla mnie, ale ciekawa forma wywiadu. Poruszyłyśmy nieco mniej tematów niż 50, ale… Czyż ja mogłam nadać tej rozmowie inny tytuł? 😀

jdzd7zs Czytaj dalej

Recenzja patronacka: „Pieśń o Warszawie”

Kiedy zginie roślinność, ludzkość umrze razem z nią.
Oskar żyje na granicy społeczeństwa po tym, jak oskarżono go o tajemnicze morderstwo. Warszawiacy już wydali na niego wyrok, zwłaszcza że znał ofiarę. Co naprawdę stało się tamtego tragicznego dnia?
Chłopak otrzymuje zadanie, od którego zależy jego los – bezlitosny wyrok lub całkowita amnestia.
Pieśń o Warszawie to opowieść o poczuciu winy, nadziei i trudnych wyborach. Wszystko to na tle postapokaliptycznej Warszawy i umierającego świata.

I jak Wam to brzmi? Bo mi przepysznie – zwłaszcza, że za piórowymi sterami zasiadła królowa polskiego obszaru postapo – sama Nerd Kobieta!

 

Czytaj dalej

Inkorecenzja: „Sodomion”, czyli miłość i seks w świecie przyszłości

Statki kosmiczne, rozwój technologii, podbój okolicznych planet, podróże w czasie – to wszystko już znamy. Od dawna autorzy roztaczają przed nami wizję bliższej lub dalszej przyszłości, te mniej i bardziej tragiczne, odkrywcze, czy po prostu do bólu prawdopodobne. Mało który jednak zwraca uwagę na człowieka w tym wszystkim – na uczucia, zachowania, motywy, po prostu życie – kalkując niejako ludzi współczesnych, kopiując i wstawiając w nowy, kolorowy świat, ubierając jedynie w nowy skafander kosmiczny albo inne kolorowe fatałaszki z przyszłości. Tymczasem zmianom ulega nie tylko zewnętrze, ale i wnętrze – sam człowiek, a co za tym idzie i społeczeństwo. I dokąd te zmiany wędrują? Według Inglota w naprawdę nieciekawe miejsce.

Miłosć i seks

W zaawansowanej naukowo i technologicznie przyszłości świat będzie inny, ale ludzkie pragnienia, emocje i żądze – niezmienne.

Czy można się zakochać  w maszynie? Czy każdy jest zdolny do miłości? A może w doskonałym świecie przyszłości to skomplikowane uczucie nie będzie nam już do niczego potrzebne? Może zamiast emocji wystarczy sam kontakt fizyczny? Wszak nie ma nic przyjemniejszego niż seks, a ludzie wyzwoleni z religijnych i społecznych ograniczeń będą mogli wreszcie robić to, na co naprawdę mają ochotę.

Ano będą mogli – tylko czy im to wyjdzie na dobre?

Czytaj dalej

10 kobiecych książek na 100 lecie praw wyborczych kobiet

Chodził mi po głowie ten wpis już dawno – myślałam, że dotrwam do 8 marca przyszłego roku… Ale okazało się, że mam znacznie lepszą okazję – wczoraj była setna rocznica uzyskania przez kobiety praw wyborczych. Pora więc podzielić się z Wami, moje babki, 10 (a tak naprawdę znacznie większą ilością, ale na razie ciiii…) typami książek najbardziej kobiecych ze wszystkich, które czytałam.

Do stworzenia swojej listy natchnęła mnie ta opracowywana przez Świetlicę Krytyki Politycznej w Trójmieście.

10 kobiecych książek

Czytaj dalej

10 kosmicznych ciekawostek na dziś: równanie Drake’a, kosmici i Saturn w wannie

Jak pewnie część z Was kojarzy, wielkimi krokami zbliża się mój sztandarowo-patronacki konwent, czyli lubelski Falkon. Tym razem nie tylko obiektywem i internetami goi wspomogę, ale i poprowadzę swoją prelekcję – wyleje się ze mnie publicznie całe morze miłości do science-fiction w wydaniu mniej lub bardziej hard (w tym wypadku dosyć hard):

sjk.png

Kto będzie – temu zryję mózg i do zobaczenia. Kto nie będzie – dla Was relacja na żywo z prelekcji w sobotę o 18 na Instagramie. A obie zaś grupy inkoholików zapraszam dziś na niezwykły, intergalaktyczny wpis, który rozpocznie nowy cykl na blogu – będę brać na warsztat różne tematy, które są za króciutkie na wpisy, a zbyt niesamowite, żeby pominąć je milczeniem. Dlatego, żeby intergalaktycznemu tematowi, który będzie w tym tygodniu panował na blogu, stało się zadość – zapuście kosmiczną muzyczkę i lecimy przez gwiazdy!

Czytaj dalej

Book soundtracks #2: gdyby science-fiction było muzyką

Patrzę na stronę główną Inko i nie mogę się nadziwić, jak ostatnio się na niej serialowo zrobiło – a przecież nie samymi oczami odbiera człowiek! Ma on kilka całkiem potrzebnych zmysłów i, co więcej, każdy z nich można kulturalnie dopieścić. Dzisiaj więc słuchawy na uszy, moi Drodzy, bo zabieram Was na wyprawę w kosmos. Muzyka elektroniczna ma to do siebie, że spuszcza wyobraźnię ze smyczy całkowicie. Polecicie z prędkością światła przez gwiazdy. Muśniecie Jowisza, posurfujecie po pierścieniach Saturna, pogłaszczecie gwiazdozbiór Lwa po grzywie, pomkniecie w dal… A kto wie? Może dotrzecie do krańca naszego wymiaru?…

surfing-astronaut-under-the-colorful-night-sky-digital-art-hd-wallpaper-1920x1080-2150

Czytaj dalej

“Bagno szaleńców”, czyli kobieta zatargała mnie za kudły w głąb Zony

Z postapo jakoś nigdy nie było mi po drodze. Naprawdę – hermetyczne odmęta sci-fi oraz
magioimieczowe klasyczne fantasy zaspokajało moje potrzeby w zupełności – na co mi te stalkery, Czarnobyle, eeee! Idź mię pan w zonę. Poza tym, jak mówiłam około tysiąca razy, jestem absoltnie anty-wyznawcą wszelkiej maści horrorów kierując się logiczną zasadą, której nauczył mnie był mój kolega ze szkolnej ławy: “po co ja mam fim oglądać, jak już plakatu się boje?”. W efekcie dostojnym krokiem sędziwego mutanta mijałam wszelkie postapowe klimaty szerokim łukiem i tylko od czasu do czasu na
jakimś konwencie zachwyciłam się, focąc, oporządzeniem tego i owego. Do czasu aż pewna stalkerka w masce gazowej typu buldog (tak, do Ciebie mówię, Słowacja) nie zaczęła mi jojczeć nad uchem: Eeeeej, weź zrecenzuj najnowszą zonę, proszęproszęproszę. A ja serce mam, jak wiecie, gołębie, poza tym trochę się bałam odmówić lufie Zbawiciela przystawionej do czoła, i tak oto “Bagno szaleńców” zagościło na mym warsztacie.

30085917_1928581553821047_2433232636861218816_n Czytaj dalej