„I wrzucą was w ogień”, czyli WON mi stąd z tą zoną!

Zzzzzimno… <szczęka zębami> zzzzimno, panie, na tym świecie się zrobiło. Pamiętacie „Dopóki nie zgasną gwiazdy”, lodowe, mrożące mięsko do samej kości postapo Patykiewicza? Dzisiaj przed Wami druga część tego chrupiącego kostkami lodu i rozwichrzonego śnieżycą cyklu.

city_small

Powiem szczerze tak gwoli wstępu, że się nie spodziewałam zupełnie kontynuacji tego cyklu. Naprawdę. Pierwsza część miała kompozycję tak doskonale półotwartą, że wręcz przez myśl mi nawet nie przeszło, że Autor może zechcieć ją znów na siłę otwierać i rozwijać. Nawet w drugą stronę – miałam do niego ogromny szacunek, że umiał wszystkie składniki powieści odpowiednio wyważyć, zakończył niby zamknięcie a jednak otwarcie, dał rozwiązanie, ale pozostawił lekki niedosyt… To było doskonałe miejsce na zakończenie. Czytaj dalej

„Kameleon”, czyli co się stało z Ekspedycją K.?

Ja już tak mam jakoś z Kosikiem, że mi liczne liczne niebotyczne przeszkody na drodzę stają, jak się za niego biorę. Ciekawa z nim sprawa – jest to, panie, autor, którego czyta mię się raczej ciężej niż lżej, jednak nie chcę, nie chcę się zatrzymać i prę do przodu, bo ciekawość zżera. Pan Kosik bowiem ma niezwykły dar, który moim zdaniem jest po prostu zupełnie i kompletnie wrodzony i nie do nauczenia – dar wprost zajedwabistych pomysłów.

19145924_1384899168266035_7181073891706244620_n

Za sobą mam „Vertical”, które łepek mój wynicowało na lewą stronę, a potem nazad, obiło mnie po mordce, porzuciło olśnioną w deszczu i się skończyło. A jak się się sprawa ma się z „Kameleonem”?

Czytaj dalej

„Dzień dobry, Północy”, czyli gdzie jest Dom astronauty?

Oto chałupniczo stworzony gif. Jest on krzywy, rozciągnięty jak żaba na boki i raczej tęgawy. Stworzony on został przeze mnie w celu przynajmniej-śladowego-pokazania Wam jak cudownie na okładce Drogę Mleczną Czarna Owca przedstawiła. Cudo okładkowe wprost. Bo Inkoholiczka ma na punkcie kosmosu fioła niebywałego i kiedy łączy się go z drugim fiołem – Północą, a przy tym tak cudnie wydaje, to robi się z baby taran nie do zatrzymania. To nie ma nic wspólnego z treścią wpisu ani książki, ale musiałam się byłam gdzieś tym zachwycić :3 No paczciepaczciepaczcie:

mute_20170118_152651

Uff! <wachluje się i zbiera do kupy!>  A teraz do rzeczy! Do ad remu, Drodzy. „Dzień dobry, Północy” – warto piać? Warto, choć sytuacja jest złożona. Tako się przedstawia:
Rusza misja NASA na księżyce Jowisza. Piątka wybrańców-astronautów, którzy przejdą do historii i staną na piedestale obok Gagarina i Armstronga. Wśród nich jest Sully, samotny, międzygwiezdny Robinson, która poświęciła w swoim życiu wszystko, na czele z rodzinnym szczęściem, by znaleźć się tu gdzie jest. Siłą rzeczy (a raczej – siłą odległości) przez pewien czas z Ziemią nie mają kontaktu, na szczęście misja przebiega jak najlepiej, więc zwijają międzygwiezdne manatki i przy dźwiękach wesołej muzyki ruszają do Domu. I tutaj pojawia się problem – już dawno są w miejscu, w którym powinni nawiązać łączność, a Ziemia uparcie milczy. Cisza na wszystkich pasmach, nawet żadnego zbłąkanego skrawka serialu z telewizji satelitarnej. Ziemia zachowuje się tak, jakby przetoczyła się przez nią pod ich nieobecność jakaś olbrzymia magnetyczna burza.

pia18905_ip

Czytaj dalej

„Vertical”, czyli „Proces” Kafki w realiach SF

Do „Verticala” podróżowałam bardzo długo. Kiedyś bardzo mocno przesadziłam z powieściami SF i fantasy i można powiedzieć, że troszkę mi swię przejadły były. Ale przyszła kryska na matyska. Po decyzji o przymusowym płodozmanie literackim, o którym przeczytacie całkiem niedługo, i po nadrobieniu bardzo sporych zaległości nadeszła i pora na Pana Kosika. I powiem równie szczerze, co niecenzuralnie, że mi urwało El Doopę.

sam_0074_zpshv0iuwjn

Czytaj dalej

RRIII:”Gwiazda zaranna”, czyli Wikingowo-Star Warsowy mashup z mitologią w tle

To już trzecie tom trylogii Red Rising, której tytułu wolę na polski nie tłumaczyć, bo grozi to nerwacją a palpitacją. I jak zwykle los dla Darrowa nie jest najłaskawszy. Kobitka porzuciła go drzwiami od doku trzasnąwszy tak mocno, że aż tynk opadł. Rebelia, której przez dwa tomy zażarcie przewodził z wielkim hukiem upadła zmiażdżona przez Elity Władczyni jak karaluch pod butem. Wydaje się również niechlubna tajemnica proweniencji naszego bohatera – nielegalna przemiana Czerwonego górnika w Złotego arystokratę nie najlepiej robi na PR. W calutkim Układzie Słonecznym efektem domino rozpoczyna się gigantycznaa wojna na statki, wahadłowce, krążowniki, okręty i co kto ma. Przyjaciele i rodzina trafili do niewoli i w ogóle to nie wiadomo, czy jeszcze żyją. Najlepszy kumpel wypiął się na niego w dniu triumfu i wydał na pastwę nieprzyjemnego psychopaty o silnych skłonnościach sadystyczno-narcystycznych, w którego lochu Darrow w momencie rozpoczęcia fabuły przebywa. Po torturach się chłop kuruje w przyjemnym, sanatoryjnym wręcz betonowych pudełeczku, w którym to ani kucnąć ani się położyć. Nadzieja umiera ostatnia, właśnie wyje w agonii w kącie, porzucając wszelkie pozory dumy i błagając o dobicie. A to wszystko stało się jednego dnia.

To nie był najlepszy dzień dla Kosiarza. Oj, nie był.

iez7ncc

Czytaj dalej

Red Rising: Złoty syn, czyli rewolucja pożera własne dziecię

Znacie to przemiłe uczucie, kiedy sobie coś wszystko elegancko zaplanujecie, tutaj ładnie rozrysujecie uporządkowaną wzorowo mapkę myśli, tutaj skrobniecie listę „za” i „przeciwów”, po czym przecie ostro ku celowi i wykrzaczacie się kiedy brakuje wam do niego zaledwie tyci-tyci? Uczucie raczej niemiłe, ale cóż, czasem tak bywa, pozbieraj się, mówimy sobie, popraw koronę i zasuwaj. A co jeśli na najmniejszy błąd nie moglibyście sobie pozwolić, bo od owego niepowodzenia zależy życie nie tylko wasze, ale i miliardów waszych braci i sióstr? I na dodatek stajecie się herosem-wybawcą ludzkości nieco z przypadku? Lekka presja, co? Albo nieco dosadniej, korzystając z jakżr kreatywnego obcnie słowniczka polish young adult – „przypał”.

r22_zpsjw6nhyoz

Czytaj dalej

Red Rising: Złota Krew, czyli hej, na Marsie praca wre!

Terraformacja ogarnęła wszystkie planety Układu Słonecznego, od Marsa po Pluton. Na Czerwonej Planecie tym razem nie sam Matt Damon, którego na gwałt trzeba ratować, a całe zastępy górników. Pod bucikiem niejakiej Octavii Luny, dyrygującej nimi z Księżyca, w pocie czoła i wszystkiego innego wydobywają helium-3. Harują jako ci pionierzy, przygotowując Marsa dla innych ludzi. I wśród Czerwonych jednak są równi i równiejsi – plemiona Gamma i Lambda darzą się namiętną nienawiścią, a na największy szacunek społeczeństwa zasługują Helldiverzy – nieliczne najtęższe, najodważniejsze i najzwinniejsze młodziany pracujące przy samych wiertłach, w najcięższych i najgorętszych warunkach.

rr1

Czytaj dalej