„I wrzucą was w ogień”, czyli WON mi stąd z tą zoną!

Zzzzzimno… <szczęka zębami> zzzzimno, panie, na tym świecie się zrobiło. Pamiętacie „Dopóki nie zgasną gwiazdy”, lodowe, mrożące mięsko do samej kości postapo Patykiewicza? Dzisiaj przed Wami druga część tego chrupiącego kostkami lodu i rozwichrzonego śnieżycą cyklu.

city_small

Powiem szczerze tak gwoli wstępu, że się nie spodziewałam zupełnie kontynuacji tego cyklu. Naprawdę. Pierwsza część miała kompozycję tak doskonale półotwartą, że wręcz przez myśl mi nawet nie przeszło, że Autor może zechcieć ją znów na siłę otwierać i rozwijać. Nawet w drugą stronę – miałam do niego ogromny szacunek, że umiał wszystkie składniki powieści odpowiednio wyważyć, zakończył niby zamknięcie a jednak otwarcie, dał rozwiązanie, ale pozostawił lekki niedosyt… To było doskonałe miejsce na zakończenie. Czytaj dalej

Reklamy

„Wszyscy patrzyli, nikt nie widział”, czyli karty w dłoń, szulerze!

Chodzę sobie po Warszawskich Targach Książki, chodzę. Latam jak mucha od stoiska do stoiska, tu się obślinię, tam się obślinię. W końcu zawiało mnie na stoisko Sine Qua Non, mojego najpierwszego współpracownika, który nadzieje swe w blogu pokładł, jak jeszcze Inkoholiczka była łysym i bezzębnym internetowym noworodkiem. Podchodzę, dzień dobry, dzień dobry, ja pani taka i taka, co tam słychać, jak żyjecie. I tak od słowa do słowa przemiły brodaty Sinekłanonowy Pan uzmysłowił mi, że w swojej wiedźmińskiej duszy dopuściłam się haniebnego zaniedbania i pominęłam pewną ważną premierę – „Wszyscy patrzyli, nikt nie widział” Tomasza Marchewki. (Tego samego Marchewki, który w scenariuszu growym swe pisarskie paluszki był maczał). Panie, mówię, z nieba mię pan spadłeś, ja to muszę jak najszybciej nadrobić! A on HOPS do półki i oto w rękach mych się znalazło takie przemiło chropawe cudo:

19511200_1402227413199877_1383675697864859462_n

Czytaj dalej

„Przez Stany POPświadomości”, czyli o plemionach z pogranicza fikcji i realu

Boje się pisać o książce Ćwieka bo tej całej okołoblogowej akcji, ale podejmę ryzyko! Dawno o tym panu na inkoblogu nie było, a tu przecież jeszcze troszku książek jego nieprzeczytanych mię zostało. Tym razem więc żadnych przystojnych nordyckich bogów, żadnych ryczących motorami Chłopców, żadnych wróżek, w które lepiej żebyś wierzył, żadnych oślizgłych od smogu GrimmCities ani stukoczących obcasami Czerwonych Kapturków. Tym razem poznamy pana Ćwieka w jego własnej, kudłatej osobie, nieskrytej za zasłona żadnego bohatera. Przed Wami „Przez stany POPświadomości”.

route-66-392753_1280-1024x682

Osochozi? Już wyjaśniam. Choziotrase po Zjednoczonych Stanach USAmi zwanych, na którą pan Ćwiek się był wybrał wraz z doborowych gronem kamratów tropicieli wszelkich miejsc okołopopkulturalnych, których to miejsc Ci w Hameryce dostatek. Po schodach jak Rocky wbiec, na ulicach Filadelfii jak Springsteen zaśpiewać, w Dakocie wizytę panu Diablo złożyć, na Strawberry Fields łzę uronić, Kinga i jego kotka odwiedzić, HouseofCardsowy Waszyngton ujrzeć, Walking Deads z łańcucha spuścić, zjeść nowojorskiego hot doga, usiąść na schodach szeryfa Hooda… Słowem wycisnąć jak cytrynkę amerykański sen szklanych ekranów konsumowany przez lata. Wycisnąć, ale nie jak turyści, którym do szczęścia potrzeba jedynie CYK! zdjęcia w strategicznym miejscu, TRACH! autografu i HOP SIUP, jadymy dalej, bo panie jeszcze tyle miejsc do stanięcia w nich na 10 sekund.

18527746_1353297588092860_2093435706977442038_n

Ta ekipa jest inna. Bada plemiona żyjące na pograniczu realności i fikcji – ludzi dla których te wszystkie fanowskie mekki to szare siedlisko codzienności. Bileterki z miasteczka Salem. Sąsiadów Kinga. Faceta w kaszkiecie sprzedającego pamiątki. Kelnerki w barze z ulubionego serialu, obsługującą codziennie dziesiątki jego fanów. Wszystkich tych, którzy tworzą klimat tego miejsca, którzy (uch, to zabrzmi hipstetesko) znali je zanim było modne, patrzyli jak kultura tworzy się na ich oczach i żyją sobie spokojnie w tej barwnej, roztętnionej fanami rzeczywistości.

18447495_1354276397994979_5748979438449677151_n

Mnóstwo zdjęć _kreski, wtręty Bartka Czartoryskiego, cała Teklakowa działka w tym jego charakterystycznym, niepodrabialnym stylu… Ćwiek nie stoi jak Stuhr przy mikrofonie i niech mię który przegoni, on bardzo chętnie dzieli się kartkometrażem i dzięki temu ten zapis z podróży stał się dużo pełniejszy, wielogłosowy. Czytasz kolejne anegdoty i masz wrażenie, jakbyś dosłownie tam była, podróżowała z nimi, ich wspomnienia stają się Twoimi wspomnieniami. I to jest cały problem z tą książką. Blogerzy pieją, że umierają z zazdrości, bo za taką trasę chyba każdy fan popkulturowo dobrze odżywiony dałby się pokroić na cienkie plasterki. I prawda. Ale to nie chodzi tylko trasę. Chodzi o tą konkretną ekipę, która wydaje się być tak barwną suspisious party, że aż chciałabyś być jej częścią. I potem chodzisz sobie po Warszawskich Targach Książki i widzisz pierwszy raz na własne oczy Ćwieka. Wygląda nieco inaczej niż go sobie wyobrażałaś, ale bez wątpienia jest to on w swojej własnej, kudłatej osobie. I w jednej chwili przypominają Ci się te wszystkie anegdoty, te przytoczone wspomnienia, te zdjęcia, gagi, akapity, rozkminy… I Ćwiek, którego wydaje Ci się, że znasz, mija Cię wgapiony w telefon, bo coś tam sobie akurat sprawdza, a Ty przystajesz jak wryta. I myślisz sobie – mogę ruszyć za nim, zakłócić po bezlitośnie fanowsku jego wolny czas i zacząć zachowywać się tak, jakby książka była jakimś pełnym zwierzeń smsem (czasem mam wrażenie, że wielu czytelników tak ma). Ale mogę też uśmiechnąć się, dokończyć „Przez Stany…”, napisać recenzję… I żyć, pracować tak, żebym to ja kiedyś kogoś tak minęła, a ten ów czytelnik stanąłby jak wryty, a potem zniknął – niezauważony i… zainspirowany.

 

 


Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.
my9zw6mw

Listy niezapomniane II, czyli epistolarna INTERksiążka

Na temat pierwszej części serii piałam zupełnie dawno, bo w zeszłe wakacje aż.. I szczerze powiedziawszy spodziewałam się trochę efektu „Kurczę, no ileż można cudze listy czytać”, albo, bardziej brutalne, acz nieśmiertelne „No, było, było, było, było!” Karola Krawczyka…

SAM_0084

le ta okazała się zupeeeełnie inna niż poprzednia. Dlaczego? Otóż tym razem Usher mógł sobie pozwolić na skupienie się na samych listach,a nie na autorach. Pierwsza część była zupełnie nowa, eksperymentalna, więc musiała być wystrzałowa. Trzeba było dać pięć królowych, czterech prezydentów, siedemnastu aktorów, ośmiu piosenkarzy i przynajmniej dwóch blogerów. A, i koniecznie jakiegoś Leonarda. Di Caprio albo, z braku laku, da Vinci przynajmniej. Czytaj dalej

„Krew i stal”, czyli that’s not enough!

Że fantastykę kocham od dawna  i to miłością szaloną, nieokiełznaną i namiętną, wie co najmniej pół mojego wszechświata. Sapkowskie, Kresy, LeGuiny, Wegnery, Tolkieny, Śródziemia, Ziemiomorza, Westeros, Hogwarty, Meekhany… Zwiedzam chętnie, często i gęsto, podstawiając tylko do podbicia kartę stałego klienta. Nic więc dziwnego, że gdy moje ukochane SQN rozwinęło swoje nowe, fantazowe skrzydełko (patrz: Imaginatio) inkoholikowe serce zapukało w rytmie cza-cza i książkomiłości szukało w rytmie cza-cza również. Patrzy, liczy i rachuje, wcześniej „Grimma” recenzuje… Aż w końcu natyka się na coś, co mieni się z oddali obłoczkiem solidnego, klasycznego fantasy.

Gdy krew bohaterów zrosi Martwą Ziemię, stal będzie musiała dosięgnąć zdrajców.
Sto pięćdziesiąt lat po powstaniu Martwej Ziemi z twierdzy granicznej wyrusza oddział żołnierzy, by wąskim przesmykiem przekroczyć zapomnianą krainę. W starym klasztorze u podnóża Smoczych Gór ukryte jest coś, co musi powrócić do królestwa, zanim Zasłona Martwej Ziemi pęknie i zaniknie.
Silny oddział pod dowództwem Dartora, starego, zaprawionego w bojach oficera, wkracza w suche stepy, by zmierzyć się z demonami przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Prawdziwy cel misji zna tylko przysłany w ostatniej chwili przewodnik. Lecz nawet on – tajemniczy Arthorn – nie przypuszcza, jaki los przygotowali dla nich bogowie i jak krucha jest równowaga znanego im świata.
Krew i stal to mocny debiut Jacka Łukawskiego, w którym klimat wczesnego średniowiecza znakomicie miesza się ze słowiańskim kolorytem.

Poleca jeszcze dodatkowo nie kto inny jak sam pan Grzędowicz… Piękna okładka Sine Qua Nonowa… Autor podobny do Littlefingera… Czegóż chcieć więcej? Bierę!

SAM_0104

Wzięłem. Przeczytełem. I Wam powiem tak:tumblr_m2n2h7wudf1qh2o7zo1_500

Czytaj dalej

„Grimm City: Wilk!”, czyli mroczna baśń sensacyjna

Czerwony Kapturek, kołysząc lekko biodrami, przemierza szare chodniki Grimm City. Co rusz przejeżdżające żółte taksówki podwiewają jej krótki ceratowy płaszczyk. Obcasy stukoczą, gdy wchodzi po schodach jednego z wielu wysokich budynków Pępka. Jej słodka twarz wykrzywia się w grymasie pogardy, słodkie oczy małej dziewczynki patrzą surowo na zbliżające się w rytmie kroków drzwi do mieszkania oficera Wolfa… Ktoś się za nią skrada. Ktoś za nią idzie. Mężczyzna, wysoka sylwetka obecnie zgarbiona, notuje coś gorączkowo w małym notesie. Skórzana kurtka, broda, okulary przeciwsłoneczne, kamizelka z napisem WRITER… Czyżby to Pan Ćwiek? Ba! Klawiaturowo uwiecznia każdy ruch Czerwonego Kapturka i, jakby tego było mało, ciągnie za sobą tłumek czytelników, którzy chciwie podglądają cóż on tam notuje.

Miasto Grimm – ponura, spowita obłokami tłustej czerni metropolia to miejsce, gdzie o sprawiedliwość równie trudno, co o bezchmurne niebo. Zbudowane na ciele olbrzyma, napędzane jego smolistą krwią i odłamkami węglowego serca trwało w dawno ustalonym porządku. Do teraz. Na przestępczą scenę wkracza właśnie bezkompromisowo Nowy Gracz, a oficer policji Wolf zostaje brutalnie zamordowany we własnym domu. Czy te fakty się łączą? I czy czerwony płaszcz z kapturem zaobserwowany u głównej podejrzanej w sprawie zabójstwa czyni ze sprawy zbrodnię na tle religijnym?
Jakub Ćwiek tym razem funduje nam gorzki, brutalny kryminał noir w niezwykłym świecie inspirowanym amerykańskim podziemiem przestępczym lat dwudziestych i trzydziestych. W mieście, w którym rządzi strach i… opowieść. W tym mieście nie wybacza się żadnych błędów!

Przyznaj, spodziewasz się baśni…

Nie. Nie spodziewam się baśni, bo literacko znam tego Ćwieka jak zły szeZląg 😀

grimm-city

Czytaj dalej

Przywitaj się z królową, czyli szkoła przetrwania w świecie dyplomacji

Kiedy w XVII wieku w wąskiej haskiej uliczce spotkali się francuscy i hiszpańscy dyplomaci, trzeba było rozbierać ogrodzenie, aby nikt nikomu nie musiał ustępować miejsca. Dziś do wywołania międzynarodowego skandalu wystarczy niefortunny wpis na Twitterze…

W jakim porządku witać gości?
• Czego nie dawać w prezencie?
• Jak wznosić toasty?
• Dlaczego jeden z najdroższych obiadów w historii kosztował aż 570 tysięcy dolarów?
• Dlaczego Bronisław Komorowski ukradł kieliszek królowej, a Andrzej Duda wpadł w pułapkę z uściskiem dłoni?
• Co otrzymał w podarunku Donald Tusk poza kompletem ołówków?
• Jak zareagował Fidel Castro na hasło „Zjesz i sobie pojedziesz” podczas Szczytu Narodów Zjednoczonych?
• Kto przepraszał królową Elżbietę II za nazwanie jej „mruczącą kotką”?

psk1

Czytaj dalej

Chłopcy IV: Największa z przygód, czyli o mad maxowych tatuśkach

Największa z przygód- czym jest? Czym życie może jeszcze zaskoczyć Dzwoneczka i jego bandę? Kędzior, Stalówka, Kruszyna, Milczek – chłopcy jedli już chleb z niejednego pieca – co takiego szykuje im Cień Piotrusia Pana? Przeczytajcie czwarty i zarazem ostatni tom cyklu „Chłopcy” i poznacie odpowiedź na to pytanie. Od razu mogę Was zapewnić – to na pewno nie to, co myślicie! 😉

Czytaj dalej

„Mój Che”, czyli za każdym wielkim mężczyzną tego świata stoi kobieta…

„Podjechał jeepem, obrzucił ją taksującym spojrzeniem i zapytał, czy chce się nauczyć strzelać. Zaproponował jej posadę pielęgniarki, którą natychmiast odrzuciła: „Nie po to dwa lata działałam w podziemiu – żądam włączenia mnie do oddziału partyzantów!”.

Nie chciał jej wierzyć, gdy poroniła. Sądził, że dokonała aborcji, bo nie chciała urodzić nieślubnego dziecka. Więc się oświadczył. W bardzo osobliwy sposób – podczas dyktowania jej listu do swojej pierwszej żony… Od tego momentu byli nierozłączni. Aż do jego tragicznej śmierci.”

Bruce Wszechmogący zwykł był mawiać, że za każdym wielkim mężczyzną ego świata stoi kobieta i wywraca oczami.

Czytaj dalej

„Między światami”, czyli o zakneblowanej sprawiedliwości

Pewnego zimnego, styczniowego poranka 2009 roku przebywająca tymczasowo w Iranie dziennikarka Roxana Saberi usłyszałą dzwonek do drzwi. Nie chciało jej się wstawać i otwierać – poprzedniego dnia położyła się bardzo późno; pracowała nad swoją nową książką. Jednak tajemniczy gość nie dawał za wygraną, dzwonił i dzwonił niestrudzenie. Kobieta podniosła się z łóżka i, przecierając zapuchłe od niewyspania oczy, otworzyła drzwi. I wpadła prosto w ręce Irańskiego Ministerstwa Informacji z absurdalnym zarzutem szpiegostwa na rzecz USA.

Czytaj dalej