„Akuszerka”, czyli WOJNA. Z romansem w tle.

” Wyjątkowa powieść o miłości porównywana do „Oczyszczenia” Sofi Oksanen. Jedno z najbardziej chwalonych i czytanych fińskich dzieł literackich ostatnich lat. Krzywe Oko, wychowana w surowej rodzinie zastępczej, wyrasta na outsiderkę i godnie nosi swoje niepochlebne przezwisko. Bogata wyobraźnia pomaga jej w pracy akuszerki i sprowadzaniu dzieci na świat, gdy przez Finlandię przetacza się druga wojna światowa. Dziewczyna zakochuje się w bardzo przystojnym esesmanie i fotografie wojennym Johannesie Angelhurście. Aby być blisko niego, Dzikie Oko –jak czule nazywa ją ukochany –zgłasza się na ochotnika do pracy pielęgniarki w obozie jenieckim, w którym stacjonuje Johannes.”

Co byście sobie pomyśleli po taki wstępie? Ja w swej inkoholiczej osobie spodziewałam się lekkiego romansu z wojną w tle. Wiecie, tego spod znaku „pali się i wali wszystko dookoła, ale oni TAGSIEKOCHAJO, że nawet jak się pali i wali to nie przestają ani na moment wpatrywać się w siebie z umiłowaniem i marzyć o wspólnym domku nad jeziorem.”. I w ogóle ta wojna to jest taka jakaś mimochodem i właściwie jedyne jej szczegóły to takie, że był sobie jakiś Hitler i jakiś Stalin i paru innych łebków, których nazwisk autorka akurat nie pamiętała, ale coś jej świtało z lekcji historii, że byli. A ten Niemiec jest taki przystojny i oczy ma takie niebieskie, no że ta biedna kobiecina co ona miała zrobić, no co ona miała zrobić No ona MUSIAŁA w te ramiona paść.

dsc_1224_zpsabnb8ee4

Czytaj dalej

Pachnidło, czyli „bal zapachów z fajerwerkami wonności”

Lubię zapach sosen. Bardzo ciężki. Na początek odrobinkę łaskocze w nosie, zapraszając figlarnie do zabawy, lecz potem nagle wdziera się dalej ostrym grotem do płuc. Upaja. Tutaj pinie rosną niemalże wszędzie, dlatego unosi się w powietrzu bez przerwy. Właściwie „unosi się” to złe słowo. On spada. Wypełza spomiędzy igieł, z wnętrz szyszek, potem leniwie zsuwa się po pniu i wreszcie układa się na ziemi kłębiąc się za każdym razem, gdy ktoś poruszy powietrze. Najpierw jest go mało, sięga zaledwie do kostek. Ale kolejne pinie rodzą go coraz więcej i więcej… Zlewa się, przepływa głaszcząc nogi ciepłym, duszącym powiewem. Pachnące morze tuż przy powierzchni ziemi.

To fragment z mojego „Atlasu zapachów”, nad którym od długiego czasu pracuję. Wonie da się zobaczyć, poczuć, posmakować, złapać w okowy synestezji i uczynić z tego, ignorowanego współcześnie, zmysłu główne narzędzie percepcji. Pytanie brzmi więc – jak to możliwe, że na „Pachnidło” Suskinda trafiłam dopiero teraz?

pachnidło

Czytaj dalej