„Satysfakcja” (I CAN’T GET NO!)

Tych panów nikomu nie trzeba przedstawiać. Od ponad pół wieku niestrudzenie niosą kaganek rock’n’rolla przez wszystkie kontynenty, drąc się przy tym niemiłosiernie i skacząc po scenie aż miło popatrzeć. Za ich losy zabrał się odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu – Daniel Wyszogrodzki. Oto kolejne, szóste już, wzbogacone o najnowsze wydarzenia wydanie legendarnej „Satysfakcji” – jedynej książki, którą Piotr Stelmach czytał pod ławką.

34757394_226220401503784_812766339646095360_n Czytaj dalej

Reklamy

Przygotujcie się, bo „Będzie bolało”!

„Witaj w świecie 97-godzinnych tygodni pracy. W świecie decyzji o życiu i śmierci. W świecie nieustannego tsunami płynów ustrojowych. W świecie, w którym zarabiasz dziennie mniej niż szpitalny parkometr. Pożegnaj się z przyjaciółmi i bliskimi związkami…
Witaj w świecie lekarza stażysty.

Spisana potajemnie po niekończących się dyżurach, bezsennych nocach i pracujących weekendach książka komika i byłego stażysty Adama Kaya to dotkliwie szczery opis czasu, który spędził na linii frontu brytyjskiej służby zdrowia. Na zmianę zabawne, przerażające i wzruszające zapiski omawiają wszystko, co chcieliście wiedzieć – i sporo rzeczy, o których wolelibyście nie wiedzieć – o życiu lekarzy na oddziale i poza nim. Uwaga, lektura może pozostawić blizny.”

36427097_1756188527803762_3484092163598319616_n

Czytaj dalej

„Książka do zrobienia”, czyli flamastry w dłoń!

Niedawny fenomen książek typu „Zniszcz ten dziennik” czy „To nie jest książka” był dla mnie nieco kontrowersyjny, ale raczej niezbyt trudny do zrozumienia. Oto nareszcie Czytelnik może zemścić się na tych wszystkich dziesiątkach matek, babek, ciotek, nauczycielek i bibliotekarek, których karzące ręce sprawiedliwości dosięgały każdego, który ZAGIĄŁ BYŁ HANIEBNIE RÓG i tym samym zaświadczył, że oto jest zwyrodnialcem oraz potworem. Ludzieeeeeeee, oto niszczę książkę i nic nie możecie mi zrobić!

Osobiście przyznam się Wam tu w tym miejscu, że nałogowo czytam książki przy jedzeniu, więc nieraz zdarzyło się, że mi taki dajmy na to sok z pieroga prysnął był na stronicę. Czytam też w mnóstwie innych zupełnie nieprawdopodobnych miejsc, co skutkuje tym, że moje książki są dość mocno sfatygowane. Właściwie nie zdzierżyłabym tylko łamania książek – bo wtedy zaczynają kartki wypadać i nawet się tego skleić nie da. Ale nawet dla tak tolerancyjnego książkoholika jak ja idea celowego niszczenia książki była co najmniej słaba. Jednakowoż literatura kreatywna, współtworzona wraz z Czytelnikiem – oooo, to już co innego. I tak w me inkoholicze łapy za sprawą Dwóch Sióstr trafiła do mnie „Książka do zrobienia”:

dsc_2749_zps17oh2lgn Czytaj dalej

Kaweco Sketch Up, czyli piszem po hamerykańsku

Jeśli istnieje inna rzecz, którą pisze mi się równie wygodnie, szybko i gładziutko jak dobrze dobranym piórem wiecznym, to jest nią ołówek. Jak więc nietrudno się domyślić, jest on moim stałym, piórnikowym towarzyszem już od zamierzchłych czasów pacholęcych. Do tej pory prym wiodły niezawodne, ukochane i najlepsze Faber-Castelle o nieprzyzwoicie wręcz fantastycznej miękkości 6B. Mięciutkie jak kocie futerko, lekkie, smukłe i zamierzam o nich napisać kiedyś jakieś peany heksametrem, bo zasługują. Ale! Śmierci i ołówkom Faber-Castella mówimy NOT TODAY. Bo jestudej będziemy zajmować się innym grafitonośnym stworzonkiem. Przed Wami oto Kaweco Sketch Up!

dsc_1123_zpsre55kwjh

To znaczy to było samo pudełko. Kaweco jest o tutaj o!

dsc_1127_zpsm82nfqnw

Co to jak to czym to się je?

Czytaj dalej

TWSBI Vac Mini, czyli wisienka na tłisbiaczkowym torcie

Tytuł pseudoeksperta do spraw piórek TWSBI uzyskałam przez prosty mechanizm zasiedzenia, serii fortunnych zdarzeń i wielkiemu sercu Daniela z f-pen.pl. Kolejnymi dostępnymi w Polsce wyrobami tej tajwańskiej firmy raczę Was dość regularnie od jakiegoś czasu; dziś pora na wisienkę na tym czerwonoczapeczkowym torcie. Czego jeszcze nie było? Co kryje się w kolejnym, charakterystycznym, tekturowym pudełeczku?

dsc_1139_zpsgtw7tlts

Oczywiście TWSBI Vac Mini!

dsc_1140_zps295elrcb

Vac, jak wszyscy wiedzą, jest oczywiście skrótem od Very Attractive Cabbage, ale jeszcze do tego wrócę, coby niektóre kwestie dościślić. Jak pióreczko wygląda? Na pierwszy rzut oka podobnie do 580tki. Ale podobnie do 580tki wygląda podobnie na pierwszy rzut oka dokładnie każde pióro TWSBI, skupmy się więc na drugim, trzecim i dziesiątym rzucie paczałką, czyli różnicach, a może tym, co Vaca czyni wyjątkowym. I mowa tu nie tylko o czarnej pupci. Czytaj dalej

Lamy Safari Dark Lilac, czyli tylko krowa nie zmienia poglądów

Kiedy pierwszy raz na oczęta me ujrzała Lamkę Safari (a było to trochę latek temu, kiedy w temacie piór byłam zupełnie bosa i goła), pusty śmiech mnie ogarnął. Były to czasy, kiedy prawdziwe pióro miało krągłości było metalowe, odpowiednio ciężkie i zupełnie klasyczne (serwujemy czerń ze srebrem lub ewentualnie złotem). Patrzyłam na to pisadło i kręciłam z politowaniem głową na tych naiwniaków, którzy ten kumkwat dla ubogich kupują. No bo co to ma być, zapytuje Zgredek, co to ma być? Stylistyka à la spinacz biurowy, jakieś, kurna, okienko do podglądania inkaustu przy pracy? Plastik z napisem jakimś, piórko jak z kiosku Ruchu, No Name za trzy pejsiont? No i tak było, moi Drodzy, tak było. Dopóki na tegorocznym Pen Show nie wzięłam tego piórka do usmarowanej atramentem łapki i nie popisałam chwilkę po próbce papieru. I przepadłam z kredensem. Gdyby sprzedawca sklepu, którego nazwy nie wymienię, nie odszedł gdzieś od swojego penszałowego stanowiska i nie ruszył w tango, nie straciłby klienta. I to myślę że niejednego. Bo tak jak stałam, kupiłabym Lamkę ad hoc.  Ale chłopa nie było, więc z chorobą przewlekłą pozostałam aż do nawiązania współpracy z Pióroteką. Gdyż albowiem kiedy ujrzałam lamkową wersję Darc Lilac, inne w moich oczach zbladły jak Ronaldo na widok Pazdana.

lilac

Czytaj dalej

Pelikan Edelstein Amethyst, czyli obiekt pożądania

Jasny fioletowy z lekką nutą różu – to jest coś, czego w zestawie szlachetnych kamieni do tej pory brakło. Godnie reprezentuje swój gatunek jako Pelikan Ink of the Year 2015. Łaził mi po głowie i byłam go ciekawa od jakiegoś czasu, więc kiedy wpadł mi w łapki miłość do fioletów przeżyła swój gwałtowny nawrót – choć na co dzień preferuję znacznie ciemniejsze sztuki. Można powiedzieć, że wolę, no, te… Brunetki.

Czytaj dalej

Pelikan Edelstein Garnet, czyli płyyynie, inkaust płynie po polskiej krainie

Pelikan Edelstein Garnet został wybrany na króla całej serii w roku 2014 i okrągłe 365 dni nosił koronę z dumną plakietką „Ink of the Year”. Po bardzo udanej Turmalinie i całkiem przyzwitym Amber miał wysoko postawioną poprzeczkę. Tym razem padło na ciemną czerwień. Tu moje rozkochane we wszelkich bordach serce fiknęło entuzjastycznego kozła. Kiedy przyszła zaś próbeczka natychmiast w radosnych pląsach napełniłam pierwsze z brzegu dostępne pióro i jęłam rozpisywać. I ze stalówki lekko z początku przerywanym strumieniem popłynęła bardzo przyjemna czerwień.

Czytaj dalej