Umberto Eco felietonuje, czyli „Jak podróżować z łososiem?”

Ryby są bardzo zdrowe, mają dużo kwasów omega trzy (tylko tą nazwę pamiętam) i ogólnie każdy bloger kulinarny Wam powie, że lepiej częściej je jadać, niż na zdrowiu podupadać. Dobra, prawda jest taka, że ałtortekstu na ryby, a na łososie to już ZWŁASZCZA reaguje tak:

tumblr_mkar7nyack1qktcqpo2_400

… i takoż samo na felietony, ulubiony i najsmaczniejszy gatunek ze wszystkich, wciągany grubymi kreskami i produkowany taśmowo w ilościach niemożebnych. Nic więc dziwnego, że jak na własne oczy ujrzał taki oto zbiorek:

ufutdnv

… to natychmiast szturmem ruszył naprzód aby go zdobyć! Czytaj dalej

„Wodnikowe wzgórze”, czyli mój Patronus jest królikiem

Kiedy na teście patronusowym na Pottermore wyszedł mi królik – powiem szczerze, że się załamałam. Koleżanka ma feniska, kolega jakąś śnieżną kurna panterę, a ja co?! Królika? Ktoś tu sobie chyba leci w kulki, panie, co to ma być za patronus, ja zgłaszam sprzeciw. I wiecie co? Wstyd mi za siebie, bo dziś jestem z mojego królika najdumniejsza na świecie.

zx4ru6b Czytaj dalej

Who is muse?, czyli o „Muzie” Burton słów malowanych akrylem kilka

Zima jak zwykle zaskoczyła drogowców, natomiast pewna bardzo ważna premiera zaskoczyła z kolei Inkoholiczkę. Oba zaskoczenia odbyły się zupełnie zgodnie ze swoim programem i zastały obie grupy zaskoczonych z rękami ordynarnie umieszczonymi w nocniku. Nic to jednak straconego, panie Władziu, do Erło się wyrobim! Pan Zbyszek z kamratami jął więc już posypywać lód solą i piaskiem na jutro, Inkoholik zaś siadł do klawiatury i stukocze stuk-stuk. A nad czym dzisik stukocze? A nad „Muzą” Pani Dżesi Burton.

Świat wielkiej sztuki, jeszcze większych namiętności i tajemniczy obraz, który skrywa więcej niż tysiąc słów. Po jednej stronie płótna dziewczyna trzyma odciętą głowę swojej siostry, po drugiej − lew, który za chwilę poderwie się do zabójczego skoku… Obraz, który latem 1967 roku trafia do renomowanej galerii w Londynie, elektryzuje środowisko marszandów. To może być „śpioch”, dzieło młodego hiszpańskiego artysty z lat 30. XX wieku zaginione w trakcie wojny. Potwierdzają to listy z muzeum Prado oraz fundacji Peggy Guggenheim. Wskutek szczególnego zbiegu okoliczności stenotypistka zatrudniona w galerii, 26-letnia Odelle Bastien, trafia na trop fascynującej historii z Andaluzji roku 1936. Losy Harolda Schlossa, Żyda z Wiednia, który pośredniczy w sprzedaży dzieł Kokoschki, Klee i Klimta, jego pięknej żony Sary i niezwykle uzdolnionej córki Oliwii, w nieoczekiwany sposób splotą się z jej własnym. Czarnoskórej imigrantki z Trynidadu, która choć nagrodzona prestiżowym literackim wyróżnieniem za debiutanckie opowiadanie, z trudem znajduje swoje miejsce w ksenofobicznym Londynie. W tej pięknej powieści Jessie Burton raz jeszcze porywa nas w czarowny świat sztuki i artystów, namacalnie wręcz dając odczuć atmosferę minionych dekad, pełną wewnętrznych napięć i niepokoju. Mądra i poruszająca książka o kobiecości, miłości, wolności i sztuce.

Tako piszo.

14884480_1152217921534162_1499647626101938630_o_zpsupsxcxnr

Czytaj dalej

Fraszki Sztaudyngera, czyli o poezji, co trafiła pod strzechę

Na poezji ja się nie wyznaję. Nie wyznaję i się do tego bez bicia przyznaję. Naprawdę mało która do mnie trafia i choć tak zwaną wierszowaną formę do okołosatyrycznych tekstów wykorzystuję bardzo często, to z taką prawdziwą Poezją przez duże „P” niezbyt blisko się trzymam. I to nie jest ignorancja, bo ja próbuję, a do samych poetów mam ogromny szacunek. Ale jest to raczej szacunek oparty na tym, że robią coś, czego ja zupełnie nie potrafię niż na tym, że tak dobrze to rozumiem, że aż doceniam. Więc jak już ustaliliśmy jestem do bólu, że tak się wyrażę, prozaiczna babka. Nietrudno się więc domyślić, że kiedy zobaczyłam w nowościach Wydawnictwa Literackiego tomik poezji, to natychmiast postanowiłam go zrecenzować.

14753487_1147684315320856_3986818184163403191_o_zpsw9nltgyz

Czytaj dalej

„Droga do domu”, czyli afrykańska saga tętniąca życiem

Epicka opowieść rozpisana na siedem pokoleń i rozpięta pomiędzy dwa kontynenty.
XVIII wiek, Ghana, zachodnie wybrzeże Afryki. Dwie przyrodnie siostry mieszkają w odległych wioskach, nigdy się nie spotkały, nie wiedzą nawet o swoim istnieniu.
Pierwsza z nich, Effia, poślubia angielskiego kolonizatora, dowódcę twierdzy Cape Coast Castle i żyje u boku kochającego męża. Druga, Esi, trafia do twierdzy w dramatycznych okolicznościach. Uprowadzona, wrzucona do lochu, zostaje następnie wysłana za ocean i sprzedana jako niewolnica.
Yaa Gyasi, nowa gwiazda literatury amerykańskiej, z ogromnym wyczuciem i talentem opowiada dalsze losy bohaterek i ich potomków. Efektem jest niezwykła powieść, rozciągnięta w czasie na niemal 300 lat. Mroczne czasy niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych, europejska kolonizacja Afryki, walka czarnych Afroamerykanów o równouprawnienie, marzenie o awansie społecznym, rodzinne tragedie, zawiść, zazdrość, chwile szczęścia i w końcu miłość – Droga do domu to wciągająca saga i prawdziwa eksplozja emocji. Powieść bardzo amerykańska, a jednocześnie pełna afrykańskiej magii.

Uwielllbiam sagi rodzinne, a „Homecoming” kusiło już od dawna. Dzięki współpracy z Wydawnictwem Literackim siadamy więc w afrykański ekspres i wio, nie traćwa czasu!

dsc_1237_zps63jcacbd

Czytaj dalej

Zmysłowy reportażoprzewodnik, czyli „100 miejsc we Francji, które każda kobieta powinna odwiedzić”

Ostatnio Francja z wiadomych przyczyn nie kojarzy się potencjalnym turystom zbyt dobrze. Stając wew poprzek tsunamiowej fali negatywnych, prawdaż, emocji <bulgot z karafki>, wzięłam się zmysłowy, detaliczny i totalnie, obezwładniająco kobiecy reportażoprzewodnik właśnie z krainy ślimaków, żabich udek, akordeonów, przekrzywionych berecików i białych skarpetek. Przed Państwem <oklaski i fanfary>… „100 miejsc we Francji, które każda kobieta powinna odwiedzić” pióra niejakiej Marci (to oficjalne zdrobnienie od imienia Marta).

dsc_1063_zpsygzh7ncg Czytaj dalej