„Królowie Przeklęci” – tom II, czyli apetyt rośnie w miarę jedzenia

Tom pierwszy „Królów przeklętych” czytałam i recenzowałam całkiem niedawniutko i, co by nie mówić, bardzo przypadł mi do gustu. W ramach dokarmiania ukrytego w moim sercu potwora rozkochanego w dobrej powieści historycznej, który rozdarł się i zapłakał gorzko po skończeniu pierwszej części postanowiłam sięgnąć po kolejny tom. Umożliwiło mi to Wydawnictwo Otwarte dając mi dostęp do jeszcze nie wydrukowanego eBooka – gdy już się narodzi prawdopodobnie będzie wyglądał tak:

Czytaj dalej

Eleonora & Park, czyli opowieść o młodzieńczej cyklofrenii

Po tym, jak gargantuicznym zaskoczeniem stała się dla mnie „Fangirl” Rainbow Rowell nie mogłabym odmówić sobie przyjemności rzucenia się niczym wygłodniały diplodok na jej poprzednią powieść – „Eleonorę i Parka”. Zważywszy na to, że ponoć to bestseller niewąski był, a Cath, Wren i Levi, o których przeczytałam w pierwszej kolejności zawiesili poprzeczkę literacką dość wysoko, oczekiwania miałam raczej pokaźne. Czy ta gładziutka książka o fajnej okładce im sprostała?

Czytaj dalej

Królowie przeklęci, czyli czyli o dwóch takich, co władali Francją

G.R.R MARTIN POLECA PRAWDZIWĄ „GRĘ O TRON”!!!

Nie mogłam zacząć tej recenzji inaczej, jak od tych słów. Mam lekką reakcję alergiczną na tego typu medialne nagonki z prostej przyczyny – często opiewane jeszcze na długo przed wydaniem dzieło okazuje się tylko balonem z cienkiej gumy, wypełnionym jedynie oczekiwaniami czytelników. Jednak, nie powiem, reklama odniosła pożądany skutek – „Królowie przeklęci” zainteresowali mnie, choć do samej „Gry o tron” mam uczucia ambiwalentne. Moi literaccy przyjaciele mogą potwierdzić. Zerkamy na autora. Francuz. Lubię francuską literaturę

Czytaj dalej

Fangirl, czyli „ach, gdybym była młodsza”?

Przyznam się szczerze – zraziłam się. Zraziłam się jeszcze zanim właściwie „Fangirl” otworzyłam, nie mówiąc już o czytaniu. Do powieści tak zwanych młodzieżowych mam awersję a negatywne nastawienie. Denerwują mnie, po prostu – od średnio realnej bądź w przegiętej w drugą stronę i przewidywalnej do bólu fabuły po wątpliwe walory stylistyczne. Nawet będąc dziewczęciem w wieku lat piętnastu, czyli podręcznikowym okazem przedstawiciela grupy docelowej zauważałam mankamenty tego typu literatury. Sama prawdopodobnie nie sięgnęłabym po tą książkę nigdy, najwyżej poszczułabym znajomymi gimnazjalistkami. Jednak zdarzyło się tak, że tajemnicza Pani z Wydawnictwa Otwartego z sobie tylko wiadomych powodów uznała, że ta akurat pozycja mi się spodoba. I okazało się, że zna mnie lepiej niż ja sama siebie. Przed Wami jedno z moich największych inkoholiczkowych zaskoczeń – „Fangirl” Rainbow Rowell.

Czytaj dalej