Inkorelacja: Warsaw Comic Con IV edycja

Tysiące wystawców, cosplayerów, czytelników, gamerów, youtuberów, graczy, autorów, pisarzy, aktorów, książek, gadżetów, gwiazd, autografów, zdjęć, dziennikarzy a przede wszystkim niezliczona rzecza fanów – a to wszystko w jednym czasie i w jednym miejscu. Po raz kolejny, już czwarty w podwarszawskim Nadarzynie świętowaliśmy największy festiwal popkultury w Polsce – Warsaw Comic Con.

Inkorelacja_

Czytaj dalej

Reklamy

Inkopodziękowania: FALKON 2018

Tym razem nie będzie klasycznej fotorelacji, Inkoholicy. Jeśli chcecie zobaczyć zdjęcia, umieściłam je w albumie na Inkoholiczych Facebookach, zapraszam serdecznie do oglądania.

Ten Falkon był dla mnie szczególny, bo pierwszy raz odwiedziłam go nie jako gość, a jako troszeczkę gospodarz – i powiem Wam, że bardzo mi się ta perspektywa spodobała! 🙂

 

 

Czytaj dalej

Ludzie Inkoreportażu #1: konwenty

Nie będzie dziś czytania. Przykro mi. Koniec z tekstem! To znaczy poza tym wprowadzającym, który czytacie właśnie teraz. 😀

Mam opóźniony zapłon i dopiero teraz dowiedziałam się o tradycji tak zwanych Instaweeków na blogach – chodzi po prostu o to, by raz w tygodniu podzielić się w  zbiorczym wpisie tym, co na instagramach ostatnimi czasy się wyprawiało. Jednakowoż! Nie podoba mi się to do końca, jakoś pozostaję nieprzekonana. Insta ma to do siebie, że jest bardziej codzienny, mniej dopracowany i taki „na bieżąco” – tym samym skupia wokół siebie zupełnie inną (również charakterologicznie) grupę ludzi i nie ma chyba sensu tego mieszać. Jednak przyszło mi do głowy coś innego – jeśli wliczacie się naraz do obu grup fanów (i blogowych i insta’owych) wiecie pewnie, że zaczęłam publikować więcej shotów reportażowych. Dlaczego? Po prostu ten typ fotografii najbardziej kocham. Kiedyś nie cierpiałam fotografować ludzi. Byli humorzaści, ruchliwi, ciężcy do uchwycenia i w ogóle najczęściej nudno wychodzili, bo mało kto umie naturalnie pozować. A potem mnie zawód wrzucił w reportażówkę. I odkryłam, że jak nie pozują, to właśnie są najpiękniejsi – i właśnie tym chciałabym się z Wami podzielić.

Dlatego dziś będzie galeria portretowa. Cykl Ludzie Inkoreportażu będzie tematyczny i nieregularny – na tyle rzadko, żeby się nie znudził i był dobrej jakości, na tyle często, żebyście nie zapomnieli 😉  Dzisiaj popatrzcie na ludzi konwentów – w tym na najlepiej ubranych ze wszystkich dziwaków świata, czyli cosplayerów. Chodźcie w ten dziwny świat, gdzie im bardziej nienormalny ktoś, tym normalniejszy! 🙂

 

_DSC2010 Czytaj dalej

FALKON 2017, czyli cosplay na RPGu po planszówce jeździ

Falkon, Falkon – po Falkonku. Jak było, co się działo, warto-nie warto? Otóż powiem Wam, Inkoholicy, że kolos ten na trzech nogach stoi – na RPGu, na planszówce i cosplayu. I całkiem sobie nieźle na tych nóżkach popyla.

Jak było? Spektakularnie! Ale powiem Wam szczerze, że zupełnie inaczej niż się spodziewałam. Moja przygoda z konwentami dopiero się zaczyna tak naprawdę i jakoś w swym inkoholiczym łebku wszystkie przyrównuję do Polconu – mojego pierwszego napierwszego. A wygląda na to, że każdy z konwentów ma swój jeden, jedyny i niepowtarzalny charakter – i dobrze, bo gdyby było inaczej to po co ludzie z całej Polski zjeżdżaliby się regularnie? To byłby tak naprawdę jeden konwent, tylko w kilku miastach naraz.

O ile na Polconie można było nacieszyć ucho, bo prawie cały mój czas wysiedziałam na panelach rozmaitych, o tyle Falkon ucztę zaoferował oczom, bo działo się moi Drodzy na nich co nie miara. Generalnie na Falkon składają się trzy strefy, tak gwoli wprowadzenia nieufalkonowionych – strefa planszówkowa, gdzie możecie ze znajomymi i nie tylko całą dobę praktycznie przegrać (albo wygrać i dostać owacje od całej sali plus te ze strefy gastro), strefa RPG, gdzie rozgrywki również trwają niemalże non stop, ale w kontakcie z współgraczami pośredniczy wam klawiatura i strefa, nazwijmy to roboczo, ogólna, gdzie szwędają się całe tabuny cosplayerów w różnych stadiach przebrania, gdzie stacjonują wydawnictwa, sklepy, stoiska i te pe. Gdzie Inko spędziła najwięcej czasu? Nie, nie w strefie gastro. Pozwólcie, żeby zdjęcia przemówiły za mnie. Zapraszam, nacieszcie paczałki i Wy!

dsc2003_zpsmfiz5apm Czytaj dalej

9 rzeczy, które spotkają Cię w Drodze do Santiago de Compostela

Dość rzadko na moim blogu pojawia się prywata – i bardzo to sobie cenię i to się raczej nie zmieni. I dzisiaj prywaty też nie będzie, ale bardzo chciałabym podzielić się z Wami pewnym Travel-Inkowym podbojem, największym w moim życiu. Choć może słowo „podbój” jest tu zupełnie nie na miejscu, bo w tej akurat podróży nie tyle chodziło o cel, co o samą Drogę.

Poszłam do Santiago. Z buta. Plan był 120 kilometrów, wyszło gdzieś około 100, ale jak dla mnie nadal dużo. A duszą pielgrzymkową nie jestem, zaznaczam to na wstępie.

To, co tam się stało nie da się zawrzeć w jednym wpisie, nie da się nawet w stu wpisach zawrzeć, zapewniam Was. Ale mogę Wam wskazać 9 rzeczy, które przytrafią Wam się w Drodze do Santiago. Na pewno.

20170919_190228
Czytaj dalej

Polcon, czyli konwentowe Tchnienie Wschodu

Wstyd się przyznać, ale o Polconie w Lublinie dowiedziałam  się z ust miłej pani Fabrykosłownej na Warszawskich Targach Książki. I natychmiast popadłam byłam w otchłań mięciutką samozachwytu, że oto Kozi Gród w swych progach gości tak znamienitych gości. A dzisik zapraszam Was na zdjęcia z owego wydarzenia, które oddają moje mocno detaliczne podejście do fotoreportażu. 😀

dsc_2617_zpseqqnk73t

Czytaj dalej

Pen Show Poland 2017 – another day in paradise

Ten Pen Show był dla mnie szczególny, bo trwał znacznie dłużej niż te dwa długie, katowickie dni. Pen Show zaczął się dla mnie pół roku wcześniej, kiedy to bose, inkoholicze dziecię dołączyło do sympatycznej grupki dyplomowanych organizatorów, wśród których ukokosiło się na posadzie Executive Social Media Managera – czyli po prostu zajęło się promocją. I tak po wielu zwrotach akcji, nagłych telefonach i mediobomb rozbrojeniach dotarłam żem była popod Kosmos kino w Katowicach.  I jak się nie zaczęło!

W tym roku Pen Show Poland odwiedziło około 400 osób. To naprawdę dużo! Bardzo się cieszę, że mogłam być częścią tego przedsięwzięcia – Kasia, Daga, Dex, And – odwalacie naprawdę niesamowitą robotę. Jestem dla Was pełna szacunku i podziwu!

No, nie ma co przedłużać, wiem po co tuście zajrzeli – do ad remu, nacieszta oczy!

Wszystko zaczęło się niewinnie – od planów…

dsc_2110_zpsqmqcdfrn

… i pustych sal, po których hulał And, tfu!, to znaczy wiatr i krzątali się wystawcy…

dsc_2112_zpsuqc3gcip

Lecz wraz z wybiciem godziny 11 wszystko się zmieniło:

dsc_2178_zpsiiaouvx4dsc_2180_zpsperjjewu Czytaj dalej

Łabędzi szał ciał, czyli dlaczego Inkoholiczka kocha balet

Wiem, że rozrzut tematyczny mam jak ruska Katiusza. Ale co ja poradzę, że filozofię umysłowego płodozmianu wyznaję i naprawdę różnorodność kocham. Więc spośród Meekhańskiego stepu z objęć Wegnera się wymykam w noc ciemną i lecę na balety. Dosłownie.

the-st-petersburg-ballet-swan-lake-swans-duo_lr-660x330

Pokutuje w łebkach ludności wszelakiej pewno konkretne, dość z resztą niepochlebne zdanie na temat baletu. Robi się z niego cierpką kawę dla prawdziwych koneserów, stawia na równi z najpiskliwszymi operami i ogólnie odgania się go od uwagi jak natrętną muchę słowami „to nie dla mnie”. Ewentualnie posądza się jeszcze baletmiostrzów o orientację homoseksualną, bo jak wszyscy dobrze wiedzą, opięte gacie są niepodważalnym jej dowodem. Bullshit na bullshicie i bullshitem pogania. Ja właśnie dzisik panie wieczorem te wszystkie pokutujące przekonanioduszyczki zamierzam wyzwolić i pozwolić im latać wokół żyrandola ile im się żywnie będzie podobało. Bo ja, moi Drodzy, balet uwielbiam. (Uwaga! Tekst jest pisany grubo po 22 i to na powystępowym haju).

Czytaj dalej