Fotografomannia, czyli o wielkiej mocy zdjęć

Twórczości, zarównno literackiej, jak i każdej innej Panna Wojciecha jestem wielką manniaczką. Po zachwycenniu Rockmannem, dowiedzenniu się jak nnie zostać saksofonnistą, podróżowanniu małym i dużym wraz z Krzysztofem Maternną, wpadłam w nna nnowe dzieło, tym razem album zdjęciowo-nnotatkowy pod wdzięcznnym tytułem „Fotografomannia”. Jakże ja mogłam tego delikwenta zignorować? No nie mogłam, toteż następnie wydarzyło się gromkie CAP! i książka powędrowała do kasy wraż z rozemocjonowaną nową właścicielką.

Czytaj dalej

Najgorszy człowiek na świecie, czyli każdy się wstydzi. Każdy.

Alkoholik – słyszycie to słowo i co myślicie? Powyciągany sweter, przepita facjata, na ustach prośba o drobniaki, wymięty kaszkiet, nieobecne spojrzenie, na twarzy szczecina nie pamiętająca golarki i obowiązkowy smród wyprzedzający personę na kilka metrów. Unosząca się wokół aura dozoru kuratorskiego, patologii i przegranego życia. A co, jak wam powiem, że pić można na obcasach, pić może dziewczyna z prenumeratą Przekroju, absolwentka UW, stały bywalec Czułego Barbarzyńcy?

„Budzisz się rano, najpierw czujesz posmak etanolu. Skórę masz wysuszoną jak kabanos, w głowie zaczyna ci powoli pulsować błękitny młoteczek. Już wiesz, że wczoraj piłaś”

nc1_zps9o9uky3o

Czytaj dalej

Królowie przeklęci, czyli czyli o dwóch takich, co władali Francją

G.R.R MARTIN POLECA PRAWDZIWĄ „GRĘ O TRON”!!!

Nie mogłam zacząć tej recenzji inaczej, jak od tych słów. Mam lekką reakcję alergiczną na tego typu medialne nagonki z prostej przyczyny – często opiewane jeszcze na długo przed wydaniem dzieło okazuje się tylko balonem z cienkiej gumy, wypełnionym jedynie oczekiwaniami czytelników. Jednak, nie powiem, reklama odniosła pożądany skutek – „Królowie przeklęci” zainteresowali mnie, choć do samej „Gry o tron” mam uczucia ambiwalentne. Moi literaccy przyjaciele mogą potwierdzić. Zerkamy na autora. Francuz. Lubię francuską literaturę

Czytaj dalej

Fangirl, czyli „ach, gdybym była młodsza”?

Przyznam się szczerze – zraziłam się. Zraziłam się jeszcze zanim właściwie „Fangirl” otworzyłam, nie mówiąc już o czytaniu. Do powieści tak zwanych młodzieżowych mam awersję a negatywne nastawienie. Denerwują mnie, po prostu – od średnio realnej bądź w przegiętej w drugą stronę i przewidywalnej do bólu fabuły po wątpliwe walory stylistyczne. Nawet będąc dziewczęciem w wieku lat piętnastu, czyli podręcznikowym okazem przedstawiciela grupy docelowej zauważałam mankamenty tego typu literatury. Sama prawdopodobnie nie sięgnęłabym po tą książkę nigdy, najwyżej poszczułabym znajomymi gimnazjalistkami. Jednak zdarzyło się tak, że tajemnicza Pani z Wydawnictwa Otwartego z sobie tylko wiadomych powodów uznała, że ta akurat pozycja mi się spodoba. I okazało się, że zna mnie lepiej niż ja sama siebie. Przed Wami jedno z moich największych inkoholiczkowych zaskoczeń – „Fangirl” Rainbow Rowell.

Czytaj dalej