„Wzgórze Psów” – daj się zadusić małemu miasteczku…

Żulczyk to ten rodzaj pisarza, który, gdyby usiadł na ławeczce w dowolnym miejscu na świecie, po godzinie miałby materiał na przynajmniej pięciuset stronicową powieść. I to wielowątkową. Każde zdanie jest jak żyleta, obserwacje trafne jak cios prosto w splot słoneczny. I równie nieprzyjemne.

Tak pisałam o autorze dzisiejszej powieści przy okazji recenzji kultowego już „Ślepnąc od Świateł”, które wstrząsnęło mną całkiem mocno i po którym do dziś się nie pozbierałam. I po lekturze „Wzgórza psów” mogę tylko się jeszcze raz pod tym akapitem podpisać – żyleta nadal ostra, nadal bolesna, nadal tnie.

41591073_2548084385203530_588923198129930744_n

Mroczny thriller, którego akcja dzieje się w niewielkim mieście, w zamkniętej hermetycznie społeczności. Prowincja Polski jako miejsce, gdzie schowana jest pewna metafizyczna prawda o polskim losie. Jaka w rzeczywistości jest pamięć o krzywdzie? Czy karę za zło można karać innym złem? Gdzie jest granica moralnej racji w wymierzaniu sprawiedliwości? Co kryje się pod powierzchnią?’

A pod powierzchnią kryją się naprawdę straszne rzeczy. Jeszcze straszniejsze niż w „Ślepnąc od świateł”, choć trudno to sobie wyobrazić.

Czytaj dalej

Reklamy

Co to jest ten cały PATRIOTYZM?

Patriotyzm to jedna z najcięższych do zdefiniowania pojęć – przynajmniej dla mnie i przynajmniej w dzisiejszych czasach. Paradoksalnie wydaje mi się, że znacznie klarowniejsze jest życie zgodnie z nim kiedy mamy do czynienia z bardzo młodym krajem albo żyjemy w świecie konfliktu – wtedy wszystko jest mocno czarno białe, zapał świeży a ludzi łatwiej podzielić na „naszych” i „obcych” – bo przecież o pewno pojęcie wspólnoty i przynależności w tym wszystkim, w tej całej grze w społeczeństwo chodzi.

W dobie globalizacji – tak, wiem, ten początek zdania wygląda strasznie, ale nie da się zaprzeczyć, że w takiej rzeczywistości żyjemy – ciężko jest owe granice tak jasno ustawić i też, po prawdzie nie ma takiej potrzeby. Długo myślałam, czy napisać ten wpis, ale popchnęła mnie do niego szczególna, jutrzejsza rocznica, czyli stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości.

Dlatego troszkę dziś przed Wami swój umysł obnażę i opowiem Wam czym dla mnie osobiście jest patriotyzm – nie ten z „Kamieni na szaniec”, odległy i nierzeczywisty, tylko ten codzienny, powszedni i nie mniej ważny.

Czym jest ten cały patriotyzm_

Co oznacza patriotyzm oficjalnie?

patriotyzm[łac. < gr.], w znaczeniu ogólnym wszelkie umiłowanie ojczyzny jako miejsca swojego pochodzenia i/lub zamieszkania
~ Encyklopedia PWN

Brzmi to ciężkawo. A co patriotyzm oznacza dla mnie?

Czytaj dalej

7 piosenek patriotyczne… na współcześnie ♪♫

Zbliża się dość ważna dla Polski rocznica – i to nawet jeszcze bardziej szczególna, bo przepięknie okrągła. Nie sposób nie odnieść się do niej, nawet jak na co dzień żyje się blogowo głównie kulturą – bo kultura, jakby nie patrzeć, jest w jakiś sposób pochodną społeczeństwa…

7 piosenek patriotycznych...na współcześnie

Patriotyzm w dzisiejszych czasach jest rozumiany na naprawdę wiele często bardzo odległych od siebie sposobów – a relacja z Polską potrafi być bardzo skomplikowana… Ten temat poruszę w wigilię jedenastego listopada – czyli pojutrze. Dzisiaj natomiast zaserwuję Wam coś nieco lżejszego. Osobiście uwielbiam piosenki patriotyczne (zwłaszcza te mniej depresyjne i w wykonaniu chóralnym) i trochę szkoda mi, że tradycja ich wykonywania tak jakoś zanika w narodzie. Mam wrażenie, że dzieje się tak z jednej prostej przyczyny – jak wiadomo bliższa ciału koszula i czasem ich stylistyka, treść i kontekst są zbyt odległe dla współczesnego Polaka, żeby wzbudzać w nim jakiekolwiek emocje.

Dziś więc zapraszam Was na 7 piosenek, których główną bohaterką jest Polska – ale których nudnymi nazwać nie sposób!

Czytaj dalej

Book soundtrack #3: PRAWDZIWA muzyka z książek

Dzisiaj, jak to zwykle w Book Soundtrackowych wpisach, będzie nieco mniej czytania, a więcej słuchania. Jeśli przegapiliście poprzednie części cyklu, już spieszę z pomocą – tutaj macie pierwszą, o folku z krajów rozmaitych, a tutaj drugą – nuty z krainy science-fiction.

A co będzie dzisiaj? Dzisiaj będzie coś specjalnego – PRAWDZIWE sountracki z książek – moje personalnie ulubione piosenki, które tworzą piękną całość ze swoimi powieściami. Ten wpis wyjątkowo bardziej niż moim zaproszeniem Was w mój świat jest apelem – jeśli znacie jakieś zespoły inspirujące się w swojej twórczości literaturą, dajcie koniecznie znać w komentarzu! Wszystko odsłucham :3

BookSoundtracks#3
Czytaj dalej

Inkorelacja: Warsaw Comic Con IV edycja

Tysiące wystawców, cosplayerów, czytelników, gamerów, youtuberów, graczy, autorów, pisarzy, aktorów, książek, gadżetów, gwiazd, autografów, zdjęć, dziennikarzy a przede wszystkim niezliczona rzecza fanów – a to wszystko w jednym czasie i w jednym miejscu. Po raz kolejny, już czwarty w podwarszawskim Nadarzynie świętowaliśmy największy festiwal popkultury w Polsce – Warsaw Comic Con.

Inkorelacja_

Czytaj dalej

RECENZJA: House of Cards S6 – Frank’s not dead!

Drugi listopada. Na tą datę fani House of Cards czekają z utęsknieniem już od dawna . Już za parę dni, za dni parę po raz kolejny na ekranach rozbłyśnie przepiękna czołówka i będziemy mogli znów, już po raz ostatni, wejść do tego obrzydliwego, okrutnego świata strasznych ludzi, wielkiej polityki i nie mniejszych przekrętów. Bo na cóż innego czekać, jak nie na takie mocne akcenty?

House of Cards S6Frank's not dead!

Czytaj dalej

TOP 5 najbardziej irytujących czytelników

Pewnie wiecie (bo ludzie w internetach potrafią sobie na ten temat naprawdę pofolgować), że blogowanie to nie tylko cud, miód, orzeszki i hajsy z nieba (hehe, chciałoby się). Dziś będzie coś, co tygryski lubią najbardziej, czyli narzekanie, narzekanie i jeszcze raz narzekanie – ale nie na za wysokie podatki, za niskie temperatury, za głębokie dekolty czy za cienkie zarobki. Dzisiaj zapraszam na…

najbardziej irytujących czytelników

Czytaj dalej

Niepełnosprawni w talent showach, czyli czym jest dyskryminacja?

Tak się składa, że „Mam talent” to chyba jedyny program, który oglądam niemal co roku. Po prawdzie podoba mi się coraz mniej – ale bardziej z powodu nachalnej komercjalizacji i zachowań (prawdopodobnie narzuconych z góry) jurorów i prowadzących – a bynajmniej nie z powodu niskiego poziomu uczestników. Właśnie to mnie, szczerze mówiąc, przy programie trzyma – ten niezwykły zachwyt i podziw dla  faktu, że tyle edycji przeczesało już całą Polskę i okolice jak grzebień, a nadal znajdują się perełki, o których można powiedzieć tylko „WOW!”.

Dla niezorientowanych – w ostatnią sobotę ogłoszono listę osób, które dostały się do półfinałów. Wśród nich znalazła się Ola Petrus – jeśli chcecie zobaczyć przed moimi rozmyślaniami jej występ, podrzucam tutaj:

No i wtedy się zaczęło:

„Gdyby ktoś, kto nie jest Karłem opowiadał to co ona nigdy by nie przeszedł”

„Co za talentem jest opowiadanie dowcipów o karłach? tylko dlatego wzięta że jest karłem nic więcej… walka z nietolerancją idzie zdecydowanie w złym kierunku bo jak dla mnie było 100 lepszych osób z prawdziwymi talentami. jak już tak bardzo zależało wam na tym aby mieć kogoś chorego to trzeba było wziąć do półfinałów tego niewidomego chłopca który przepięknie grał grał a nie karlice opowiadającą żarty.”

„Dzieci , kaleki, chorzy i ludzie z tragiczna historia przodem 🙂 Reszta niech się stara podwójnie :)”

Czytaj dalej

Inkopodziękowania: FALKON 2018

Tym razem nie będzie klasycznej fotorelacji, Inkoholicy. Jeśli chcecie zobaczyć zdjęcia, umieściłam je w albumie na Inkoholiczych Facebookach, zapraszam serdecznie do oglądania.

Ten Falkon był dla mnie szczególny, bo pierwszy raz odwiedziłam go nie jako gość, a jako troszeczkę gospodarz – i powiem Wam, że bardzo mi się ta perspektywa spodobała! 🙂

 

 

Czytaj dalej

Koncert Fisha w Progresji, czyli jak się starzeć z godnością?

Mam taką dziwną relację z niektórymi zespołami muzycznymi, że więcej mam do nich sentymentu niż sympatii. Wiecie co mam na myśli? Albo były one dla mnie ważne w jakimś konkretnym, minionym już momencie życia (Within Temptation), albo były ważne dla kogoś z mojej rodziny i katował mnie nimi swego czasu 24/7 (Garou), albo znam je z bardzo, bardzo wczesnego dzieciństwa. Zawsze kiedy natknę się na taki kawałek (One night in Bangkok, Self Control, Libertine), mój mózg wystrzela w kosmos wielką baterię kolorowych fajerwerków wrzeszcząc : „NARESZCIE TO ZNALEŹLIŚMY!”

Marillion jest dla mnie tymi wszystkimi sentymentami po trochu, dlatego ogrrromnie ucieszyła mnie możliwość małego warszawskiego wyskoku do Progresji, żeby uszy swoje i nogi (tak, zawsze jestem tą dziwną osobą tańczącą wśród stojących) ucieszyć głosem samego Fisha.

31143797_10155444649918587_7692969782202597376_n

Czytaj dalej