10 kosmicznych ciekawostek: Inko w NASA, zjonizowane obłoki i ciąża w nieważkości (ale nie naraz)

Kosmos w moim serduszku zajmuje miejsce szczególne i jest z łapką na sercu jedną z moich największych pasji. Jakbym miała umysł bardziej ścisły niż rozlazły humanistyczny, to kto wie – może Inkoholiczka nigdy by nie powstała, bo już dziś w tej chwili popijałabym herbatkę na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej patrząc przez okno na gwiazdy i miałabym śliczny mundurek z logo NASA na piersi. Ale tym już musi się zająć jakaś alternatywna ja z alternatywnego wszechświata – ta ja może Wam najwyżej poopowiadać o SF albo zaprosić na trzeci wpis z serii „10 kosmicznych ciekawostek”. O wszechświatach równoległych i seksie na księżycu możecie przeczytać tu, a tu o równaniu Drake’a, kosmitach i Saturnie w wannie.

fohhp81

Czytaj dalej

Reklamy

Inkorecenzja: „Emigracja” Malcolma XD (° ͜ʖ °)

Ach, ciekawie się te losy ludzkie plotą – wyśle człowiek człowiekowi jakieś dziwne opowiadanie, którego ten drugi nie rozumie, o jakimś gościu co miał ojca i ten ojciec był fanatykiem wędkarstwa, całe mieszkanie ten… No… Znaczy się, że dużo wędek miał. Wczytywał się człowiek, wczytywał, wpierw uwierzył, potem się otrząsnął i doczytał, że autor i że Malcolm XD się nazywa, poznał znaczenie słowa „copypasta”, stronę chłopu polajkował, latami się zaśmiewał do posiku po nogach… *ociera spod oka łzę nostalgii*

A teraz trzyma człowiek w ręcę książkę prawdziwą drukowaną, z czcionką (FONTEM, KUR…!) i ze stronami, której very autorem jest sam Mister Malcolm XD. Człowiek, który zleciał zjeździł świat wzdłuż i wszerz, lecz nigdy nie mówił dokąd leci, tym razem powiedział. Powiedział, i to na dwustu stronach.

55470289_1698472186921829_7854947283995983872_n

 

Czytaj dalej

„Becoming. Moja historia” – Inko czyta zwierzenia Michelle Obamy

Książka Michelle Obamy ukaże się jednocześnie w 24 językach i kilkudziesięciu krajach.

W swoim życiu pełnym znaczących dokonań Michelle Obama stała się jedną z najbardziej ikonicznych i ujmujących kobiet naszych czasów. Jako Pierwsza Dama Stanów Zjednoczonych – i pierwsza Afroamerykanka na tym stanowisku – pomogła uczynić Biały Dom bardziej otwartym niż kiedykolwiek wcześniej. Została wielką rzeczniczką kobiet, zarówno tych w USA, jak i na całym świecie, gruntownie zmieniając przyzwyczajenia rodzin w zakresie zdrowszego i bardziej aktywnego życia. Towarzyszyła mężowi, gdy prowadził Amerykę poprzez niektóre z najtrudniejszych chwil w historii kraju. A przy tym pokazała nam, jak się poruszać na parkiecie, totalnie wymiatała w Carpool Karaoke i wychowała dwie trzeźwo myślące córki, chociaż media, które nie wybaczają, cały czas patrzyły jej na ręce.

W tych wspomnieniach, historii głęboko przemyślanej i opowiedzianej z porywającą swadą, Michelle Obama zaprasza czytelników do swojego świata. Porządkuje doświadczenia, które ją ukształtowały – od dzieciństwa w południowym Chicago, przez lata pracy na kierowniczym stanowisku, kiedy musiała pogodzić macierzyństwo z karierą, aż do czasu spędzonego w najsłynniejszym domu świata. Swoje zwycięstwa i porażki, zarówno te publiczne, jak i prywatne, opisuje z niezawodną szczerością i wielkim humorem, opowiadając historię swego życia w taki sam sposób, w jaki je przeżyła: we własnych słowach i na własnych warunkach.

Ciepła, mądra i odkrywcza – książka „Becoming” to zaskakująco intymny rozrachunek w wykonaniu kobiety wrażliwej i stanowczej, która konsekwentnie przerastała cudze oczekiwania. Jej opowieść potrafi natchnąć do tego samego.

53819698_2232634080289581_410271398133679679_n

Przez wrzask córki, szum czajnika i szm dobiegający z radia w kącie ledwo przebił się natarczywy, przerywany dźwięk dzwonka do drzwi. „Muszę go naprawić”, przemknęło mi przez myśl, ale już szarpała mnie za nogawkę.

– Maaamooo – brzęczała.

– Już, chwilkę, kochanie – powiedziałam, wycierając mokre ręce w ściereczkę. – Zaraz pójdziemy, tylko najpierw otworzymy cioci, żeby nie czekała na deszczu.

– Ciocia Michelle? – ożywiła się, momentalnie zapominając o wcześniejszej prośbie. Natychmiast ruszyła w podskokach w kierunku drzwi wejściowych.

Podążyłam za nią i już po krótkim siłowaniu się z zamkiem, wpuściłam Michelle do mieszkania.

– Cześć, kochana – uściskała mnie, a potem zwróciła się w stronę wyciągającej do niej ręce Mani. – No proszę proszę! – spojrzała na nią z podziwem. – Ależ ty urosłaś od zeszłego tygodnia!

Dziewczynka z dumą wypięła pierś i aż rozkwitła pod spojrzeniem naszego gościa.

Pogłaskałam ją po głowie z uśmiechem.

– Daj mi chwilkę, Michelle, tylko położę małą na drzemkę i już do ciebie schodzę.

 

 

Kiedy w końcu wróciłam do kuchni, na stole stały już dwa parujące kubki pełne kawy.

– Och… Dzięki – Uśmiechnęłam się z zażenowaniem gospodyni obsłużonej jak gość we własnym domu. Widząc moją minę Michelle roześmiała się.

– Daj spokój, kochana, przecież znamy się nie od dziś. Odkąd moje dziewczyny wyfrunęły z domu, a Barack – jak to Barack, raz jest raz go nie ma, chętnie zaparzę komuś kawy – puściła do mnie oko. Byłam jej wdzięczna nawet za to drobne wsparcie.

Siadłyśmy przy kuchennym stole – bo to właśnie w kuchni, nie w salonie najprzyjemniej się rozmawia i wzniosłyśmy mały toast kawą.

– To na czym skończyłyśmy ostatnio? – zapytała Michelle. Spojrzałam na nią i parsknęłam śmiechem – cały czubek nosa miała umoczony w mlecznej pianie.

– Zaczynałaś pracę w kancelarii i właśnie miałaś zatrudniać nowego pratykanta – powiedziałam.

Uśmiechnęła się pod nosem.

– Chyba się domyślasz, kto nim był… – zawiesiła głos.

– Żartujesz! – parsknęłam zaskoczona. – To ty zatrudniłaś Baracka?

– A jak – roześmiała się. – Dopóki mu szefowałam chodził jak w zegareczku. A tak w ogóle, pierwszego dnia pracy spóźnił się i musieliśmy na niego czekać…

 

 

Właśnie tak czyta się Becoming Michelle Obamy. Tak, jakby przyszła do was, siadła przy waszym stole i w lekkim, żartobliwym i niezwykle osobistym tonie opowiedziała wam całą historię życia swojego, swojej rodziny… i kraju – bo nie jest żadną tajemnicą, jak ważna jest dla niej działalność społeczna i polityczna. Karty książki budują obraz naprawdę ciepłej, otwartej na drugiego człowieka i inteligentnej kobiety. Aż chciałabym ją poznać.

Wiadomo, że nigdy nie będzie to obiektywny, idealnie bezstronny dokument (bo takie zarzuty odnośnie tej książki słyszałam) – ale ja takich rzeczy nawet od biografii nigdy nie oczekuję, a już na pewno nie od autobiografii. Sam tytuł Moja historia najlepiej oddaje, czym ta książka jest i jak powinna być odbierana. Kobieta, część wielkiej ogólnoświatowej wspólnoty dzieli się swoimi doświadczeniami z ciepłem, delikatnością … i konkretnie. Sięgasz po Becoming z ciekawością, a odkładasz pokrzepiona.


Źródła grafik: strona FB Michelle Obamy

Recenzja powstała na zlecenie portalu Dzika Banda.
dzikabanda-social-1

Inkorecenzja: „Pożegnanie z Budapesztem” –

Spacery nad brzegiem Dunaju, tańce w XIX-wiecznej sali balowej, rozmowy przy winie z Egeru i brandy z Badacsony, przygodne stosunki seksualne. Dla trojga przyjaciół z Wrocławia, którzy wiosną 2012 roku trafiają do Budapesztu na angielsko-węgierskie wesele, taka perspektywa nie jest szczytem marzeń. Zdążyli już bowiem zasmakować Zachodu – Lucek jako gastarbeiter, Skumu jako couchsurferka, Wawer jako ubogi stypendysta. I chcieliby wreszcie zaznać luksusu w przysłowiowym Paryżu.
Za to ich gospodarz – pan młody, James – woli się skąpać w austro-węgierskim splendorze za funty z zasiłku, niż znosić upokorzenia w Londynie. Czym inspiruje polskich gości do dokonania kalkulacji: czy nie lepiej rozbijać się jachtem u wybrzeży Albanii, niż jeść zupki chińskie w Oslo?

Pożegnanie z Budapesztem to słodko-gorzka opowieść o przykrawaniu marzeń do możliwości i o przekonaniu, że za wszelką cenę i w każdych okolicznościach należy dobrze się bawić. By sobie zasłużyć na akceptację radością, skoro nie można gniewem.

h3t6z6h Czytaj dalej

Inkowywiad z autorem Łukaszem Błaszczykiem: Moje pokolenie nie jest stracone

Spacery nad brzegiem Dunaju, tańce w XIX-wiecznej sali balowej, rozmowy przy winie z Egeru i brandy z Badacsony, przygodne stosunki seksualne. Dla trojga przyjaciół z Wrocławia, którzy wiosną 2012 roku trafiają do Budapesztu na angielsko-węgierskie wesele, taka perspektywa nie jest szczytem marzeń. Zdążyli już bowiem zasmakować Zachodu – Lucek jako gastarbeiter, Skumu jako couchsurferka, Wawer jako ubogi stypendysta. I chcieliby wreszcie zaznać luksusu w przysłowiowym Paryżu.
Za to ich gospodarz – pan młody, James – woli się skąpać w austro-węgierskim splendorze za funty z zasiłku, niż znosić upokorzenia w Londynie. Czym inspiruje polskich gości do dokonania kalkulacji: czy nie lepiej rozbijać się jachtem u wybrzeży Albanii, niż jeść zupki chińskie w Oslo?
Pożegnanie z Budapesztem to słodko-gorzka opowieść o przykrawaniu marzeń do możliwości i o przekonaniu, że za wszelką cenę i w każdych okolicznościach należy dobrze się bawić. By sobie zasłużyć na akceptację radością, skoro nie można gniewem.

fizkgyp Czytaj dalej

Inkreportaż: Noc w Bazylice Grobu Pańskiego

Kiedy pisałam dla Gościa Niedzielnego, przygotowywałam dość obszerny artykuł na temat Ziemi Świętej – wtedy też natknęłam się na pewien reportażowy temat, który zapadł we mnie głęboko i został tam do dziś. Dllatego właśnie w Wielką Sobotę, po paru latach, zapraszam Was na noc w Bazylice Grobu Pańskiego, o której opowiedział mikiedyś jeden z pielgrzymów i do której zawsze moje myśli wracają w tym czasie.

383282_izja_av_83 Czytaj dalej

Inkogaleria: Pen Show Poland 2019

 

jnnwesz

Święta święta i po świętach, Pen Show Pen Show i po Pen Szale. Było po prostu świetnie. Dziękuję wszystkim, którzy przyłożyli rękę do tego przedwsięzięcia, a najbardziej moim kochanym współorganizatorom – odwaliliście kawał gigantycznej roboty. Takich dwóch jak Was troje to nie ma ani jednego. A tymczasem niech przemówią zdjęcia i filmy. Miłego oglądania 🙂

Czytaj dalej

5 powodów, by odwiedzić Pen Show Poland (+KONKURS)

Kolejna edycja Pen Show Poland za pasem – już trzecia, którą mam zaszczyt współorganizować i patronatem mem medialnem obejmować :3 Jeśli pierwszy raz w temacie jesteście lub wprost przeciwnie – koneserzy z Was piórowi, zapraszam na fotorelacje z poprzednich edycji: w 20162017 i 2018 roku. Ponieważ jutro mam cały dzień zawalony nieinkoholikowymi sprawami, dziś dla mnie dzień wielkiego pakowania, aparatów ładowania, sukienek prasowania i… wpisu pisania 😉 Jest około 39457 powodów, żeby pojechać na Pen Show. Ja wybrałam 5:

nhctza9

Czytaj dalej

Inko komentuje: Pamiętniki Wampirów ( ಠ ͜ʖಠ)

Kiedy w listopadzie odwiedziłam Warsaw Comic Con, byłam świadkiem niebywałego, zbiorowego wybuchu namiętności, pisków i ogólnych mordek kobiecych drzeń, gdy na scenę wkroczył wysoki pan o nosie tak prostym, że można by nim heblować drewno. Pan ów nazywał się Wasilewski Paweł, czyli innymi słowy Paul Wesley i grał jedną z głównych ról w serialu „Pamiętniki wampirów”. Na widowni byli nawet honorowi goście – jego rodzice, co uważam za urocze:

pttpxa8

Podeszłam do całej sprawy z dziennikarskim zaciekawieniem i odrobiną zadumki. Po niezwykle udanych spotkaniach z Johnem Rhysem Daviesem (Gimmli) i Clivem Standenem (Rollo), na które czekałam, zamyśliłam się głęboko nad dosyć pokaźną, sądząc po wrzaskach, lukę w mojej edukacji serialowej. Dowiedziawszy się, że na następnej edycji WCC, na którą się wybieram, ma być również serialowy demoniczny bliźniak Pana Pawła, uznałam, że muszę przebrnąć przynajmniej przez pierwszy sezon, żeby mieć jakie takie pojęcie o zjawisku (to samo próbowałam zrobić z The 100, ale się nie udało – za duże stężenie nastoletniego debilizmu na metr kwadratowy, wymiękłam po pierwszych 4 minutach).

r53scwq

I doszłam do wniosku, że ja to jestem już za stara na takie zabawy :<

Czytaj dalej