10 życiowych zasad dona Corleone, czyli czego uczy Ojciec Chrzestny

Dzisik, moi Drodzy Inkoholicy, zapoznam was z ekstraktem z pewnej klasycznej dość pozycji, przepuszczonej przez gęste sito mej subiektywności. Będzie o tym dlaczego Lord Voldemort jest samolubem, o Marii Teresie II, która jak już zaczęła rodzić to nie mogła przestać, o Claire równie bezlitosnej co Francis, nerwowym żłopaniu wody i, co najważniejsze, o Ojcu Chrzestnym! Przed Wami 10 życiowych mądrości, jakie zaserwowała mi ta lektura.

the_godfather

Czytaj dalej

„Pył co opada ze snów”, wojna jako impreza życia

Możecie mnie Państwo przekonywać ile chcecie i poić sloganami pod tytułem „nie oceniam książek po okładce” – ale psychologicznie udowodnioną jest prawdą, że ładne rzeczy są ładne. Praw fizyki pan nie zmienisz. Nie raz nie dwa wpadała Inkoholiczka w stan nagłej rzucawki z zachwytu nad jakąś książkopozycją – bo okładka zdatna do miziania, pięknie się błyszczy i na pewno wartościowa treść skoro taka miła powierzchowność.

cl7ortw
Czytaj dalej

Siedmiu mężczyzn, którzy doprowadzili mnie do płaczu, czyli laugh with me

Dzisik Inkoholik wama przedstawi sześciu mężczyzn, którzy doprowadzili ją do płaczu. Czasem był to płacz rzewny, czasem jeno siąpienie, czasem połączony z rzuceniem się na podłogę i turlaniem w te i wewte jak padalczyk. Na szczęście we wszystkich przypadkach nie było to case study Galopującej Czarnej Rozpaczy, a zwyczajnego, szerokorozdziawowego śmiechu. Oto przed Wami sześciu autorów, których teksty stylistycznie doprowadzają mnie do takiego stanu:

smm1i8n

Dlaczego „autorzy”, a nie „książki”? – spytacie. To bardzo proste. Ja nie gustuję w zbiorach z kawałami.

Czytaj dalej

Umberto Eco felietonuje, czyli „Jak podróżować z łososiem?”

Ryby są bardzo zdrowe, mają dużo kwasów omega trzy (tylko tą nazwę pamiętam) i ogólnie każdy bloger kulinarny Wam powie, że lepiej częściej je jadać, niż na zdrowiu podupadać. Dobra, prawda jest taka, że ałtortekstu na ryby, a na łososie to już ZWŁASZCZA reaguje tak:

tumblr_mkar7nyack1qktcqpo2_400

… i takoż samo na felietony, ulubiony i najsmaczniejszy gatunek ze wszystkich, wciągany grubymi kreskami i produkowany taśmowo w ilościach niemożebnych. Nic więc dziwnego, że jak na własne oczy ujrzał taki oto zbiorek:

ufutdnv

… to natychmiast szturmem ruszył naprzód aby go zdobyć! Czytaj dalej

„Dzień dobry, Północy”, czyli gdzie jest Dom astronauty?

Oto chałupniczo stworzony gif. Jest on krzywy, rozciągnięty jak żaba na boki i raczej tęgawy. Stworzony on został przeze mnie w celu przynajmniej-śladowego-pokazania Wam jak cudownie na okładce Drogę Mleczną Czarna Owca przedstawiła. Cudo okładkowe wprost. Bo Inkoholiczka ma na punkcie kosmosu fioła niebywałego i kiedy łączy się go z drugim fiołem – Północą, a przy tym tak cudnie wydaje, to robi się z baby taran nie do zatrzymania. To nie ma nic wspólnego z treścią wpisu ani książki, ale musiałam się byłam gdzieś tym zachwycić :3 No paczciepaczciepaczcie:

mute_20170118_152651

Uff! <wachluje się i zbiera do kupy!>  A teraz do rzeczy! Do ad remu, Drodzy. „Dzień dobry, Północy” – warto piać? Warto, choć sytuacja jest złożona. Tako się przedstawia:
Rusza misja NASA na księżyce Jowisza. Piątka wybrańców-astronautów, którzy przejdą do historii i staną na piedestale obok Gagarina i Armstronga. Wśród nich jest Sully, samotny, międzygwiezdny Robinson, która poświęciła w swoim życiu wszystko, na czele z rodzinnym szczęściem, by znaleźć się tu gdzie jest. Siłą rzeczy (a raczej – siłą odległości) przez pewien czas z Ziemią nie mają kontaktu, na szczęście misja przebiega jak najlepiej, więc zwijają międzygwiezdne manatki i przy dźwiękach wesołej muzyki ruszają do Domu. I tutaj pojawia się problem – już dawno są w miejscu, w którym powinni nawiązać łączność, a Ziemia uparcie milczy. Cisza na wszystkich pasmach, nawet żadnego zbłąkanego skrawka serialu z telewizji satelitarnej. Ziemia zachowuje się tak, jakby przetoczyła się przez nią pod ich nieobecność jakaś olbrzymia magnetyczna burza.

pia18905_ip

Czytaj dalej

Seksowny Hemingway ( ͡° ͜ʖ ͡°) i Gil Tramp, czyli 9 rzeczy, za które wielbię „O północy w Paryżu”

1. za klimat taki, że chce się rzucić wszystko i lecieć do Paryża TERAZ, ZARAZ. 

Pobiegać uliczkami, wysiadywać pośladki na wszystkich paryskich schodach w nadziei, że podjedzie po mnie taksóweczka i zabierze mnie w inny świat.

giphy1

2.  za rozkosznie kapryśną Zeldę i zakochanego do szaleństwa Scotta

Świat w którym spotkam tą uroczą marudę…

tumblr_mu40z5uywr1qaho1po4_250

3. za Hemingway’a takiego, że miękną kolana

… i ten ideał pisarskiego wcielenia. (Nie jest to Mikkelsen, ale nadal bardzo dobrze.)

tumblr_minnht7kmt1qa1mkno1_500

Czytaj dalej

Panie, nie fajdaj mi pan na ideały!, czyli nie-recenzja LaLaLand

Miała być recenzja „La La Land”. Ale nie będzie. Smok nie przyszedł, bo nie zdążył, więc w rozpaczy się pogrążył. Do kina się poszło, film się obejrzało, ale z filmu się wyniosło coś zupełnie innego niż to, czego się oczekiwało. W innych recenzjach poruszano ważkie i poważne tematy – zawartość musicalu w musicalu, porównanie z innymi musicalami, musica w musicalu śpiew i tańczenie, fabuła plot i jak zrobione i bardzo dobrze albo bardzo źle i iść do kina albo nie iść. A dla mnie to całe tańczenie, śliczne oczki Emmy Stone i gustowne buty Ryana były jedynie… Przeszkodą. Przeszkodą we wczuciu się w pewien bardzo ważny i bardzo bolesny w dzisiejszych czasach temat, który w La La Land się pojawia i mam wrażenie, że niewiele osób poruszył. A mnie poruszył.

la-la-land-watching-04-videosixteenbyninejumbo1600 Czytaj dalej

„Wodnikowe wzgórze”, czyli mój Patronus jest królikiem

Kiedy na teście patronusowym na Pottermore wyszedł mi królik – powiem szczerze, że się załamałam. Koleżanka ma feniska, kolega jakąś śnieżną kurna panterę, a ja co?! Królika? Ktoś tu sobie chyba leci w kulki, panie, co to ma być za patronus, ja zgłaszam sprzeciw. I wiecie co? Wstyd mi za siebie, bo dziś jestem z mojego królika najdumniejsza na świecie.

zx4ru6b Czytaj dalej

6 zakazanych parringów, czyli nie samym kanonem żyje człowiek

 

Ludzie, proszę Państwa, dzielą się na dwie frakcje – canoniarzy i nikoniarzy. Hem hem. Coś pokręciłam. Aa, już wiem. KANONIARZY i HERETYKÓW. O co chodzi w podziale, czy trzeba to w ogóle tłumaczyć? Kanoniarze, jak sama nazwa wskazuje zębami, pazurami i wszystkimi dostępnymi kończynami trzymają się Słowa Autorskiego Objawionego. „Co powiedział autor, to jest”, tako rzecze prorok Lebioda. „Grzebać przy Fabule się moralnemu fanowi nie godzi”, dodaje Zaratustra. Kanoniarze chodzą jak konie z oczami na klapkach zamykając się w jakże ciasnych, jakże surowych granicach podstawowej treści powieści. Fanfikujący zaś, zwani przez kanoniarzy „heretykami” są grupą  o zgoła innej orientacji i znacznie większej otwartości na doświadczenie, nowe możliwości i świat ogólnie. Traktują oni Wielce Objawioną Fabułę jako zbiór luźnych wskazówek, które pięknie osadzają nas w fikcyjnej rzeczywistości i jedynie delikatnie, nienachalnie zarysowują nam plot i bohaterów, ale absolutnie niech się pani do tego nie przywiązuje, kochana pani.

anigif_enhanced-5890-1425669422-8

Czytaj dalej

TOP 5 Sesjoodmóżdżaczy, czyli najwięcej w życiu szmiry zaznają wampiry

Uwaga. Tekst był pisany pomiędzy czwartym egzaminem a piątym w stanie silnego przepalenia styków, bez smaku ani hamulców moralnych. Może zawierać śladowe ilości ironii, brakupowagi oraz orzeszków arachidowych. Jeśli jesteś uczulony na którykolwiek ze składników pozwól, że zamiast wpisu zadedykuję Ci wierszyk:

Wyjrzała glizda z dziury i wesoło gwizda
Wtem patrzy – z drugiej dziury sterczy druga glizda
Dalejże ją uwodzić a ta rzecze srogo
Odwal się żesz, kretyn, toć ja jestem twój ogon!

<kurtyna>

A teraz do rzeczy. Jest taki czas w życiu każdego, prawda, człowieka, że ma dosyć codziennego wspinania się na wyżyny intelektualne i chce najzwyczajniej w świecie położyć się na dowolnej miękkiej powierzchni poziomej z kubkiem jakiejś gorącej substancji nieopodal i poczytać coś, co będzie wymagało od niego niezbyt dużego zaangażowania spracowanych neuronów. Taki czas może nastąpić śródsesyjnie, śródprojektowo, tużpodedlajnowo i w wielu innych mniej lub bardziej spodziewanych momĘtach. Inkoholiczka radzi, Inkoholiczka nigdy Cię nie zdradzi i Twemu synapsoprzepaleniu zaradzi. Dzisiaj będzie o Topnej Piątce Sesjoodmóżdżaczy, zielonych jabłkach Edwarda, Alfie Romejo i zwyrodnialcu Januszu. Tylko krótko, bo muszę wracać do roboty!

Czytaj dalej