„I wrzucą was w ogień”, czyli WON mi stąd z tą zoną!

Zzzzzimno… <szczęka zębami> zzzzimno, panie, na tym świecie się zrobiło. Pamiętacie „Dopóki nie zgasną gwiazdy”, lodowe, mrożące mięsko do samej kości postapo Patykiewicza? Dzisiaj przed Wami druga część tego chrupiącego kostkami lodu i rozwichrzonego śnieżycą cyklu.

city_small

Powiem szczerze tak gwoli wstępu, że się nie spodziewałam zupełnie kontynuacji tego cyklu. Naprawdę. Pierwsza część miała kompozycję tak doskonale półotwartą, że wręcz przez myśl mi nawet nie przeszło, że Autor może zechcieć ją znów na siłę otwierać i rozwijać. Nawet w drugą stronę – miałam do niego ogromny szacunek, że umiał wszystkie składniki powieści odpowiednio wyważyć, zakończył niby zamknięcie a jednak otwarcie, dał rozwiązanie, ale pozostawił lekki niedosyt… To było doskonałe miejsce na zakończenie. Czytaj dalej

„Kameleon”, czyli co się stało z Ekspedycją K.?

Ja już tak mam jakoś z Kosikiem, że mi liczne liczne niebotyczne przeszkody na drodzę stają, jak się za niego biorę. Ciekawa z nim sprawa – jest to, panie, autor, którego czyta mię się raczej ciężej niż lżej, jednak nie chcę, nie chcę się zatrzymać i prę do przodu, bo ciekawość zżera. Pan Kosik bowiem ma niezwykły dar, który moim zdaniem jest po prostu zupełnie i kompletnie wrodzony i nie do nauczenia – dar wprost zajedwabistych pomysłów.

19145924_1384899168266035_7181073891706244620_n

Za sobą mam „Vertical”, które łepek mój wynicowało na lewą stronę, a potem nazad, obiło mnie po mordce, porzuciło olśnioną w deszczu i się skończyło. A jak się się sprawa ma się z „Kameleonem”?

Czytaj dalej

„Wszyscy patrzyli, nikt nie widział”, czyli karty w dłoń, szulerze!

Chodzę sobie po Warszawskich Targach Książki, chodzę. Latam jak mucha od stoiska do stoiska, tu się obślinię, tam się obślinię. W końcu zawiało mnie na stoisko Sine Qua Non, mojego najpierwszego współpracownika, który nadzieje swe w blogu pokładł, jak jeszcze Inkoholiczka była łysym i bezzębnym internetowym noworodkiem. Podchodzę, dzień dobry, dzień dobry, ja pani taka i taka, co tam słychać, jak żyjecie. I tak od słowa do słowa przemiły brodaty Sinekłanonowy Pan uzmysłowił mi, że w swojej wiedźmińskiej duszy dopuściłam się haniebnego zaniedbania i pominęłam pewną ważną premierę – „Wszyscy patrzyli, nikt nie widział” Tomasza Marchewki. (Tego samego Marchewki, który w scenariuszu growym swe pisarskie paluszki był maczał). Panie, mówię, z nieba mię pan spadłeś, ja to muszę jak najszybciej nadrobić! A on HOPS do półki i oto w rękach mych się znalazło takie przemiło chropawe cudo:

19511200_1402227413199877_1383675697864859462_n

Czytaj dalej

„Żona terrorysty”, czyli o dżihadzie od środka

Dziś, Inkoholicy, będzie na poważnie. Bo temat jest poważny i nawet taki chroniczny jajcarz jak Inkoholik nie potrafi sobie z pewnych rzeczy robić jaj, bo tak jej się robi smutno i niezręcznie. Nie sposób nie przypomnieć sobie w tym momencie o recenzji „Między Światami”… Dlatego na sam początek tekstu, zanim jeszcze o książce, przemyśleniach i o wszystkim, chciałabym zaznaczyć, że wszystko, co napiszę, dotyczy EKSTREMISTÓW. A nie każdego muzłumanina. To jest ważne.

niqab

A teraz do rzeczy. Widzicie tą panią na obrazku poniżej? Ciężko wyobrazić sobie kogoś o typie urody mniej przypominającym panią na obrazku powyżej. Jednak Anna Sundberg, bo właśnie o niej jest książka „Żona terrorysty”, w pewnym momencie swojego życia podjęła drogę konwertynki, porzuciła rodzinną Szwecję i wraz ze swoim mężem i później również dziećmi przez szesnaście lat tkwiła w samiutkim środku rozwijającego się dżihadu, który obecnie jest problemem bardzo aktualnym. Czytaj dalej

Siostry, ogień napalono!, czyli świętojańskie opowiadanie

– Babko Sobótko! – nawoływanie rozdarło ciszę. – Babko Sobótko, jesteście tam?
Gromada odświętnie ubranych dziewcząt stała przed wejściem do chatki na skraju lasu. Tłoczyły się jak stado kokoszek, rozchichotane, wyczekujące. Ta poprawiała czerwone kokardy na warkoczach, owa podwinięty rąbek białej sukienki. Na głowie każdej z nich pysznił się świeżo spleciony wianek. Najwyższa, stojąca na przedzie, dzierżąca mały, wiklinowy koszyk, nawoływała niestrudzenie.
– Babko Sobótko! Antypecik i bartkę miodu śmy przyniosły! To ja, Mirka Bartniczanka!
W głębi chaty coś się poruszyło i wyszła z niej zasuszona, zgarbiona staruszka. Siwy, długi warkocz zwieszał się smętnie z jej ramienia, a wodniste, błękitnawe oczy potoczyły nieprzytomnym wzrokiem po dziewczętach. Kuśtykając podeszła do dziewczyny i wyciągnęła rękę po koszyk.
– Proszę, niech babka podje, matuś mnie wysyłają. – powiedziała dziewczyna. Jej towarzyszki obserwowały zza pleców staruszkę i szeptały coś między sobą chichocząc.

Sobótka wzięła koszyk, odsłoniła serwetę i wciągnęła zapach świeżo upieczonego pasztetu z zająca. Świetna była gospodyni z tej bartnikowej. Kiwnęła głową w podziękowaniu i naraz zupełnie znieruchomiała. Wzrok nieprzytomnych oczu potoczył się po wiankach, pysznych czerwonych koralach, białych halkach i ślicznych bucikach. Poorana zmarszczkami twarz rozpromieniła się.
– Dzisiaj przyjdzie Sieciech! – obwieściła ochrypłym głosem zbitym w gromadkę dziewczętom. Trajkotania ucichły, popatrzyły po sobie bez słowa.

***

d0bad183d0bfd0b0d0bbd0b0-d0b3d0b0d0b4d0b0d0bdd0b8d0b5_d0bdd0b0_d0b2d0b5d0bdd0bad0b0d185-2008-d0b4d0bed181d0bad0b02cd0bcd0b0d181d0bbd0be1 Czytaj dalej

Nordy-wilkołaki na wydaniu, czyli wyszłam za mąż i nie wracam

Krótkim słowem wyjaśnienia – zawsze o sesjowej potrze roku popełniam kilka wpisów, które są jaskrawym zaprzeczeniem wszelkich zasad moralno-dobrosmakowo-blogerskopisarskich. Forma jest dzika, a treść jeszcze dziksza. Oto jeden z nich.

Muszę się Wam czymś, moi Drodzy, pochwalić. Wyszłam byłam wczoraj wieczorem za mąż, wyszłam za mąż i nie wracam. Nie wracam, bo mąż mój „gorąca głowa, ale junak przesławny”, jakby powiedziała Kniahini Kurcewiczowa. Dzisiaj zapraszam Was, Inkoholicy, na historię z życia wziętą, kto tym zacnym gatunkiem gardzi, proszony jest o bezlitosne scrollowanie tekstu i podziwianie wyłącznie grafik.

skyrim___farkas_of_the_companions_by_nekowork-d8q4jez

(Dzisiaj na żer czytelniczy zapraszam przede wszystkim babeczki, bo będzie co oglądać).

 

Etap I: Latawica

Będąc młodą Nordką nie chciałam się wiązać na dłużej. Noc jest jeszcze młoda, Skyrim i ja też, więc po cóż sobie rączki od topora stwardniałe wiązać świętym węzłem małżeńskim? Tożto przeca by marnotrastwo było surowca. Skakałam więc z kwiatka na kwiatek beztrosko wiuwając heavy armorem i siecząc tu i ówdzie fireballami. Moje życie było beztroskie i pełne przygodnych romansów nawiązywanych w granicach możliwości dialogowych NPCtów – na przykład:
– What have you got for sale?
albo NAWET, jak ktoś był przystojniejszy:
– I want to rent a room. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Czytaj dalej

Piraciskaraibów i Salazar co się mścił, czyli kocham moją mikrofalówkę

Bardzo to miłe uczucie dla takiej starej baby jak Inko pójść sobie do kina na nowych piratów z Karaibów. Naprawdę bardzo, zważywszy na to, że premiery pierwszych części były przecież tak, tak niedawno… <ociera spod oka łzę wzruszenia a nad losem zadumania> Zebrała się więc Inko do kupy, wzięła ją pod pachę przyjacielska brać i zaniosła na salę projekcyjną i hajda w dół, jadymy.

tumblr_oky4m1cnoo1s2kuhmo3_500

Mówią, że Dead Man Tells No Tale, a okazuje się, że taki Dead Man ma jednak bardzo wiele do powiedzenia. Szczególnie, że osią tej historii jest znów, a jakże, nie kto inny jak Najgorszy Pirat O Jakim Słyszeliśmy Jack Sparrow vel Jacuś Wróbelek. (Wybaczcie mi głupie żarty, jestem w przededniu pierwszego egzaminu, a do końca jeszcze daleko, więc muszę jakoś odreagować! :D)

tumblr_inline_o0dt6qp4wg1srob4n_500

Czytaj dalej