Lolita, czyli genialne to czy chore?

„Lo-lee-ta. Ogień moich lędźwi.”- i już czujesz się nieswojo. Klasyka, prawdaż, klasyką ale temat jest jednak trudny. Nie bez powodu wydawca polecił Nabokovowi pierwszy maszynopis zakopać głęboko i nigdy nie odkopywać. Jednak! Mimo zniesmaczeń tych, którzy nie czytali i wyżej wymienionemu panu wydawcy – „Lolita” rozsiadła się na podium ścisłego topu klasyki światowej wszech czasów. Dlaczego? Genialne to czy chore?

Czytaj dalej

WTK 2017, czyli targi marzeń

Stało się! Inkoholik zmierzwion i rozgiełajdan emocjonalnie powrócił z tegorocznych Warszawskich Targów Książki i stwierdza, że jest to wydarzenie tak fajne, że aż chciałoby się być jego częścią. W zeszłym roku byłam pierwszy raz i tylko latałam jak błędna mucha przytłoczona ogromem WSZYSTKIEGO. (Wiecie, dla książkoholika WTK wygląda naprawdę jak spełnienie najśmielszych marzeń). W tym roku wiedziałam już czego się spodziewać i dzięki temu miałam siłę, żeby za tymi książkami zobaczyć setki, jak nie tysiące ludzi – tych, którzy przyczynili się to WTK powstania. Ruszcie więc ze mną na mały spacerek po stadionowych alejkach.

dsc_2345_zpsasezfzkhdsc_2327_zpspywhzmby

Większość zdjęć pochodzi z piątku, bo w sobotę jak to w sobotę – ludzi było tyle, że strach obiektyw obnażyć, a i też nie ma po co, bo jedyne co możesz obfocić przy wzroście siedzącego doga niemieckiego, to plecy ogromnego chłopa idącego przed Tobą. Jakoś się zawsze tak składa na wszystkich koncertach i tego typu wydarzeniach, że zawsze taki chłop wylizie jak spod ziemi i będzie sunął tuż przed Tobą jak Titanic. I będziecie tak szli w kolumnie – chłop, Ty, a za Tobą nerwowa baba sycząca i sapiąca jakby to, że idziecie wolno było winą wyłącznie Twoją i Twych niecnych przodków. Czytaj dalej

Pen Show Poland 2017 – another day in paradise

Ten Pen Show był dla mnie szczególny, bo trwał znacznie dłużej niż te dwa długie, katowickie dni. Pen Show zaczął się dla mnie pół roku wcześniej, kiedy to bose, inkoholicze dziecię dołączyło do sympatycznej grupki dyplomowanych organizatorów, wśród których ukokosiło się na posadzie Executive Social Media Managera – czyli po prostu zajęło się promocją. I tak po wielu zwrotach akcji, nagłych telefonach i mediobomb rozbrojeniach dotarłam żem była popod Kosmos kino w Katowicach.  I jak się nie zaczęło!

W tym roku Pen Show Poland odwiedziło około 400 osób. To naprawdę dużo! Bardzo się cieszę, że mogłam być częścią tego przedsięwzięcia – Kasia, Daga, Dex, And – odwalacie naprawdę niesamowitą robotę. Jestem dla Was pełna szacunku i podziwu!

No, nie ma co przedłużać, wiem po co tuście zajrzeli – do ad remu, nacieszta oczy!

Wszystko zaczęło się niewinnie – od planów…

dsc_2110_zpsqmqcdfrn

… i pustych sal, po których hulał And, tfu!, to znaczy wiatr i krzątali się wystawcy…

dsc_2112_zpsuqc3gcip

Lecz wraz z wybiciem godziny 11 wszystko się zmieniło:

dsc_2178_zpsiiaouvx4dsc_2180_zpsperjjewu Czytaj dalej

„Piękna i Bestia”, czyli o Hermionie co lubi włochatych facetów

Dziś będzie krótko, albowiem drżę cała z emocji przed Pen Show i mi się łapki dygocą jak po spożyciu, ciężko jest trafiać w odpowiednie klawisze z literkami. Od razu przejdźśwa do ad remu, bez żadnych zbędnych wstępów (hej, to na pewno Inko pisze? Kto przejął stery? Czy leci z nami pilot?). Dzisik rzecz będzie o Walta Disneya exegi monumentum, o śliczniutkiej i słodziutkiej Emmie Watson, o gadających świecznikach i o włochatych facetach w ilości sztuk jeden (no, chyba, że liczyć Gastona, to sztuk dwa. Ale przy Adamie to Gastą blado, oj blado wypada).

bntbtss2_08

Czytaj dalej

Fantastyka najwyższej próby, czyli Meekhanu ciąg dalszy

Inkoholicy, czy Wy też tak macie, że książka, którą przeczytaliście pierwszy raz na przykład na wiosnę potem Wam w duszy co roku gra? Jak tak nie macie, to przynajmniej udawajcie, niech Inkoholiczce będzie miło, że nie tylko ona! 😀 Otóż prawdziwym błogosławieństwem jest stan, gdy owa książka jest początkiem cyklu i w każdej chwili możesz do niego wrócić. Wtuliłam się więc znów w fantastyczne objęcia Powergraphu i wróciłam w objęcia Wegnera.

IMG_1219

Czytaj dalej

Book soundtracks #1, czyli folk na folku i folkiem pogania

Zaczyna mnie nieco martwić, że temat przewodni bloga coraz mocniej się poszerza na wszystkie strony jak statystyczny obywatel po hucznie obchodzonych świętach. Zatacza coraz szersze kręgi, zaczyna się tu wokół Inkoholiczki robić coraz bardziej różnorodnie i przez to całkiem niezrównoważenie. Nasuwa się naturalnie pytanie „co teraz będzie”, ale nie znam na nie jeszcze odpowiedzi, w związku z tym popędzę w pełnym sprincie na północ zanim dotrze do nas wszystkich, że to bez sensu 😀

Dziś działo się będzie dzieciaczki co nie miara. Literki są ważne, ale nuty są ważne równie, a obszar inkoholiczych miłości muzycznych rozprzestrzenia się nie mniej szybko jak tych książkowych. Dlatego dzisik uraczę Was bookowymi soundtrackami (dzisik i nie tylko dzisik, albowiem serią się wpis ów stanie).  Sountracki książkowe – ale rozumiane dwojako. Z jednej strony piosenki w pewnym konkretnym nurcie, pomagające zanurzyć się w klimat danego literackiego świata po same uszy. Nie muszą być słuchane naraz z czytaniem, bo mało kto to lubi, ale po prostu potęgują wrażenie wciągania w świat stworzony przez autora. Ale z drugiej strony mogą też zapewnić coś zupełnie innego – tu kłaniam się piszącym. Ogromnie inspirujące do stworzenia własnych światów i budzące wenę nawet z najgłębszego snu.

14650636_10153960953689013_7692434513978088803_n Czytaj dalej

6 sportów dla nerdów, czyli rouge du pain, Książkoholiku!

Good old-fashioned geek girl. Takiego określenia na siebie używam często i po jego linii sonduję nowo poznanych ludzi – tych, którzy znają Józefa i tych, którzy bluesa zupełnie nie czują. Dzisik jednak pozwolę sobie zająć się zupełnie inną niż zwykle stroną książkopochłaniactwa, inkoholizmu, geekowania i nerdostwa. Meekhan, Skyrim, Ziemiomorze, Śródziemie, Wiedźminland, Westeros, każdy ze światów wciąga… Ale często sprawia, że zapomina się o tym tutaj, prawdziwym, ziemskim. A oczki, kręgosłupy i parę innych płacze przygrywając rzewnie na organach. Dzisiaj będzie o sportach. O tym, że nawet, a może zwłaszcza geek powinien co jakiś czas wypełznąć spomiędzy stron i ekranów i pozwolić swojemu ciału nieco zwyczajnie fizycznie dać odpocząć od codziennych jazd, które serwuje mu znerdowiały do reszty umysł. Czyli dzisiaj rouge du pain, Książkoholiku! 😉

assassins-creed-movie-poster-michael-fassbender

Żadna tam ze mnie Chodakowska ani Lewandowska, żebym teraz wyskoczyła Wam z kompletnym treningiem rozpisanym na 1000 lat wprzód dla Was, Waszych dzieci i jeszcze wnuków. Podrzucę Wam jeno 6 powiązanych z nerdowsko-fantastycznym światem aktywności, które powinny być ciekawym urozmaiceniem dnia, a  przy okazji kultywowaniem hobby na wszystkich frontach.

Czytaj dalej

Łabędzi szał ciał, czyli dlaczego Inkoholiczka kocha balet

Wiem, że rozrzut tematyczny mam jak ruska Katiusza. Ale co ja poradzę, że filozofię umysłowego płodozmianu wyznaję i naprawdę różnorodność kocham. Więc spośród Meekhańskiego stepu z objęć Wegnera się wymykam w noc ciemną i lecę na balety. Dosłownie.

the-st-petersburg-ballet-swan-lake-swans-duo_lr-660x330

Pokutuje w łebkach ludności wszelakiej pewno konkretne, dość z resztą niepochlebne zdanie na temat baletu. Robi się z niego cierpką kawę dla prawdziwych koneserów, stawia na równi z najpiskliwszymi operami i ogólnie odgania się go od uwagi jak natrętną muchę słowami „to nie dla mnie”. Ewentualnie posądza się jeszcze baletmiostrzów o orientację homoseksualną, bo jak wszyscy dobrze wiedzą, opięte gacie są niepodważalnym jej dowodem. Bullshit na bullshicie i bullshitem pogania. Ja właśnie dzisik panie wieczorem te wszystkie pokutujące przekonanioduszyczki zamierzam wyzwolić i pozwolić im latać wokół żyrandola ile im się żywnie będzie podobało. Bo ja, moi Drodzy, balet uwielbiam. (Uwaga! Tekst jest pisany grubo po 22 i to na powystępowym haju).

Czytaj dalej

HEREZJA: „Wichrowe Wzgórza”, czyli dlaczego wolę FILM od książki ( ͡ಠ ʖ̯ ͡ಠ)

Nadszedł oto dzisik ten dzień! Moi Drodzy, herezje będą głoszone, i to herezje częste a gęste! Spodziewam się jakichś siedmiu i pół tony fajdawki, która walnie w wentylator po tym tekście (a może i samym tytule), zapowietrzonych, czerwonych książkoholików duszących się z emocji nad taką obrazą (FILM! NAD! KSIĄŻKĄ! Ociec, prać? Prać! BIJ! ZABIJ! TRACH GO W PRZEDZIAŁEK! TRACH GO W PAPĘ! I LU GO W KAMIZELKĘ!) i w ogóle tornada, tsunami i innych bardzo brzydko pachnących i w ogóle nie miękkich kataklizmów.

96lfgms

Czytaj dalej

Wiosna wkoło, „a lasy wiecznie śpiewają”, czyli Inkoholik – ludowiec

Jestem panie ludomanem. Nie mylić proszę z Ludo Bagmanem. Jestem ludomanem odkąd w klasie maturalnej albo jakiejś  z innej czytałam na wiosnę utwory młodopolskie. „Chłopi” odcisnęli się na moim inkomuzgu, który wtedy inkomuzgiem jeszcze nie był, słodkim małorolnym piętnem w walonki obutym. Piętno owo skutkuje tym, że na wiosnę zachowuje się jak Pan Sułek – ludowiec, który nie przyjmuje do wiadomości, że życie na wsi to głównie ciężka praca i skupia się wyłącznie na tańczeniu boso obertasa, spacerach po łonie natury, rozmawiania z krowami i krzyczeniu: Hejjjjj! Czytaj dalej